Twórcze skoki na głęboką wodę – wywiad z założycielką for.rest

Czy ludzie doceniają jeszcze lokalne rzemiosło? Co sprawia, że sąsiedzi optują za tym, by zamknąć kawiarnię? Ile skoków na głęboką wodę może wykonać dwójka dziewczyn kochających rośliny, ceramikę i leniwce? – poznajcie Dagmarę Malacę, założycielką ceramiczno-roślinnej marki for.rest

For.rest łączy w sobie trzy rzeczy: ceramikę, porcelanę i rośliny. Jak wyglądała droga do takiego połączenia? Krok po kroku, bez skoków na głęboką wodę. Zaczęło się od ręcznie malowanych kubków. Studiowałam Architekturę i Urbanistykę, mieliśmy tam rysunek, rzeźbę, malarstwo, dlatego sklep dla plastyków odwiedzałam co najmniej raz w tygodniu. Tam któregoś dnia wypatrzyłam pisaki do porcelany. Ozdobiłam jeden, drugi kubek i wyszła z tego fajna kolekcja pięciu leśnych zwierzaków. Zrobiłam zdjęcia, wrzuciłam w internet i tak się zaczęło. Po ukończeniu studiów, for.rest już na tyle dobrze prosperował, że nie chciałam go rzucać dla pracy w biurze architektonicznym, postanowiłam pójść za ciosem i otworzyć pracownie w Warszawie. Ok, teraz gdy o tym myślę, to dla dziewczyny z małego miasta pod Krakowem, to jednak był skok na głęboką wodę… Pierwszą osłonkę na rośliny stworzyłam dla siebie, bo nie mogłam znaleźć nic ładnego w sieci. I tak powstał kolejny projekt. A rośliny? Były naturalną ekspozycją dla doniczek. Klienci coraz liczniej pytali o możliwość kupna zestawu, dlatego roślin przybywało, a ja złapałam zielonego bakcyla.

Poznałam Cię słuchając podcastu z Tobą u Karoliny Sobańskiej, gdzie opowiadałaś o powstaniu Twojej marki, remontowaniu lokalu i rozwoju idei. Opowiesz nieco o pracy jaką włożyłaś w swój lokal? Z Karoliną rozmawiałam o lokalu przy ul. Nabielaka 8/10, czyli sklepie w którym jesteśmy do dziś i do którego serdecznie zapraszam! Wynajmuję tę przestrzeń od Urzędu Miasta i polecam to wszystkim małym markom. Ceny są przystępne, chociaż wnętrza często wymagają gruntownego remontu. Niewielkim nakładem finansowym oraz dużą kreatywnością, można stworzyć swoje miejsce na Ziemi. I jestem przekonana, że ten lokal był mi pisany. Znalazłam i oglądałam go dzień przed ostatecznym terminem składania ofert, na decyzję miałam jedną noc, a i tak okazało się, że nie było innych chętnych. Do dziś jestem zdumiona, bo duża witryna wychodząca na mały skwerek ze starymi drzewami musiała przecież przykuwać uwagę. Dziwię się, że ten lokal tak długo stał pusty. Czerwone ściany przykryła śnieżnobiała farba, a w jednym z kątów zagościła ciemna zieleń. Meble zaprojektowałam sama, ale zamówiłam je u znajomego stolarza. Postawiłam na sklejkę, bo uznałam, że będzie pięknym tłem dla białej ceramiki. Pamiętam to przejęcie, które towarzyszyło mi podczas urządzania sklepu. To był chyba kolejny skok na głęboką wodę.

Z czasem jednak przeniosłaś się do większego, prawda? Nie, odkąd jestem w Warszawie, miałam dwie pracownie. Jedną małą, w pięknej kamienicy, w centrum Warszawy, ale na 6 piętrze, co w przypadku tworzenia porcelany wymagało ode mnie dużych, jak u kulturysty bicepsów. I drugą, większą, w której jesteśmy do dziś i która oprócz pracowni, pełni funkcję sklepu i kwiaciarni.

Czym zajmowałaś się wcześniej? Wcześniej były studia i praca w sklepie obuwniczym, w sklepie odzieżowym, był też epizod w drogerii. Teraz widzę, że od zawsze handlowałam.

I nieźle Ci to wychodzi! Czy for.rest to obecnie skład jednoosobowy? Nie, for.rest tworzę z moją przyjaciółką Asią, z którą znamy się od dziecka. Mamy jasny podział obowiązków, co pozwala nam w łatwy sposób ogarnąć całą tę machinę. Ja zajmuję się nowymi projektami, administracją i social mediami. Asia natomiast? w małym palcu ma obsługę klienta i wysyłki.

Kubki, talerzyki, doniczki – wszystko w bieli i z motywami roślinno-zwierzęcymi. Jak powstają wzory? Nowe zwierzaki to zawsze niezwykle ekscytujący proces. Musi być motyw przewodni np. Las tropikalny albo farma. Zaczyna się od ankiety na Instagramie i na Facebooku, dla mnie to bardzo ważny element, w końcu to dla klientów tworzę nowe wzory. Dzięki temu poznaję ich upodobania, wiem na co czekają i czego im brakuje. Następnie zwierzaki wędrują na kalkę ceramiczną, dzięki której są trwałe i odporne na ścieranie. Porcelanę wypalamy w piecu ceramicznym, później niczym ciepłe bułeczki lądują na półkach, żeby kilka dni później zagościć w nowym domu.

Jako naczelny kawosz muszę zapytać: Czy można się u Was napić kawy i zjeść ciacho? Niestety, ale już nie. Rzeczywiście, miałyśmy małą kawiarnię przez 2 lata, uwielbiałyśmy te poranne rozmowy przy kawie, nie wspominając już o wypiekach z Montażowni, na których myśl dalej cieknie mi ślinka. To było idealne połączenie: porcelana, rośliny i kawa. Doskonale się uzupełniało, tworzyło przestrzeń do ciekawych rozmów i spotkań. Musiałyśmy jednak zamknąć kawiarnię, bo według jednego z sąsiadów ta działalność była uciążliwa. Skarżył się na głośną pracę ekspresu do kawy i rozmowy klientów przed lokalem. Sprawa jest w toku i mamy nadzieję, że zostanie pomyślnie rozwiązana, jednak paradoksalnie przyniosła nam sporo pozytywnych emocji. Dostaliśmy tyle słów wsparcia od innych sąsiadów, tyle głosów zostało zebranych pod petycją, o przywrócenie kawiarni, że nawet jeśli ona nie wróci, to i tak czujemy się jak wygrane. To niesamowite, że coś co na pierwszy rzut oka wydaje się być porażką, potrafi obrócić się w sukces. Musiałyśmy w krótkim czasie zmienić profil działalności i postawiłyśmy na wysyłkę roślin na całą Polskę. To był kolejny skok…

… na głęboką wodę. Jeszcze jakieś pomysły na rozwój biznesu? Po kilku latach prowadzenia firmy widzę, że najlepsze pomysły rodzą się spontanicznie i są sumą różnych czynników. Ważne, żeby być elastycznym i umieć się dostosować do zmian, które są nieodzownym elementem biznesu.

A właściwie do kogo go kierujesz/kierujecie? Tak jakbyś miała wymienić grupę docelową. To są ludzie, którzy mają dystans do siebie, którzy potrafią się śmiać i bawić. Nie każdy ma odwagę pić kawę z kubka ze świnką albo mieć filiżankę z leniwcem na biurku w pracy. Nasi klienci dbają też o przestrzeń, w której się znajdują, są świadomi pozytywnego wpływu roślin na ich samopoczucie. Są ciekawi świata i są otwarci na niego. Mamy cudownych klientów!

Myślisz, że ludzie doceniają dziś lokalne rzemiosło? Oj tak! Za każdym razem widzę błysk w oku, gdy wspominam, że nasza porcelana i grafika to ręczna robota, że to nasze ręce je zdobią. To sprawia, że na pozór zwykły kubek zyskuje duszę, masz wrażenie, że ktoś go zrobił z myślą o Tobie.

Jakie masz podejście do wystawiania swoich rzeczy na targach? Czy to opłacalne dla dzisiejszego rzemieślnika? To kosztowne. To najlepsza forma reklamy dla każdej małej i dużej marki. Targi Rzeczy Ładnych polecam każdemu, kto chce się zaprezentować szerszej publiczności. Zupełnie inaczej postrzega się firmę, gdy wiesz kto za nią stoi. Z targów zawsze wracam naładowana pozytywną energią, bo takiego stężenia uśmiechów na minutę nie doświadczam nigdy, nigdzie. Owszem, stoisko na targach kosztuje i należy odpowiednio wcześniej zaplanować sobie taki wydatek. To w zależności od wielkości stoiska i renomy targów od kilku set do kilku tysięcy złotych, ale uważam, że to dobra inwestycja. Ja jeszcze nigdy nie wróciłam z targów stratna, ale wszystko wcześniej kalkuluje i mierzę siły na zamiary. Nie szaleje z wielkością stoiska, sprawdzam, czy targi są kierowane dla mojego, potencjalnego klienta.

Okej, to na sam koniec poproszę o ekspercką poradę dla amatorki: Jaką roślinę, gdy mam dar zabijania absolutnie wszystkich? To nie tak! Po prostu często wybieramy rośliny sugerując się ich wyglądem, pokrojem liści, ich kolorem i fakturą, i to jest w zupełności normalne! Jesteśmy wzrokowcami. Jeśli jednak chcemy, żeby roślina rosła, a nie tylko przez chwilę wyglądała, to musimy kierować się jej wymaganiami, a jest to ciężkie, bo roślina to nie szampon, nie ma napisanego zastosowania i sposobu użycia. Warto więc, po pierwszą roślinę wybrać się do kwiaciarni, sklepu, w którym zaufana osoba doradzi Ci jaka roślina będzie dla Ciebie najlepsza. Ważne jest nasłonecznienie znajdujące się w danym pomieszczeniu i Twoja rzetelna ocena zaangażowania w jej pielęgnację. Róbmy to świadomie.

Rozmawiała: Malika Ledeman

Zdjęcia: for.rest / Natalia Klimza

Kategorie
Ludzie / Natura / Projektowanie
Udostępnij