Trudne momenty zachęcają do zmiany – Joanna Jóźwiak o odwadze i marce joanka z.

Wykorzystuje materiały do ostatniej nitki, kieruje się zasadą transparentności wobec klientów i żyje po swojemu – właśnie o tym opowiedziała Joanna Jóźwiak, twórczyni marki joanka z. Nie zabraknie również roślinnego akcentu. Jak sama wspomina: „Świat roślin otacza nas pod postacią bawełnianego prześcieradła w sypialni, lnianej koszuli, bambusowej szczoteczki, sizalowej wycieraczki.” Otwórzmy się.

Rozmawiała: Klara Mirecka

Zasłony, kurtki, spodnie, przerabiasz stare i nadajesz mu nowe życie. Jak to się wszystko zaczęło? Bardzo niepozornie! Gdyby Mama pożyczając mi swoją maszynę 10 lat temu powiedziała mi, że to totalnie zmieni moje życie, a przerabianie kurtek i zasłon stanie się moim źródłem utrzymania, nie uwierzyłabym! Zaczęło się od recyklingu. Miałam sporo swoich ubrań, które na mnie źle leżały. Poprosiłam więc Mamę, aby pokazała mi jak obsługuje się maszynę do szycia i wpadłam w szał zwężania rękawów, nogawek, spódnic. Nie chciałam wydawać pieniędzy na nowe rzeczy. Wolałam zmniejszać bluzki po Mamie, bo były świetnej jakości i miały naturalne składy.

Co było pierwszą rzeczą, którą przerobiłaś? Pierwszą rzeczą, jaką uszyłam od początku do końca sama, była torba. Skradziono mi moją ówczesną torebkę i wkurzyłam się, że w żadnej galerii handlowej w Gdańsku (a było ich już wtedy kilka) nie mogę znaleźć nic, co nie będzie plastikiem i będzie miało prosty krój. Postanowiłam pójść do lumpeksu, kupiłam drelichowy, bawełniany fartuch za 2 zł i tak się zaczęło. Dzięki tej torbie (która służyła mi przez kilka lat) poczułam, że nagle otwierają się przede mną nowe możliwości. Mogę uszyć co chcę, z czego chcę (już 10 lat temu trudno było o ubrania i akcesoria z naturalnych tkanin), a materiały mogę przerabiać w nieskończoność, dając im drugie, trzecie, czwarte, dziesiąte życie!

Który z etapów pracy jest Twoim ulubionym? Czy jest coś za czym nie przepadasz? Ulubiony? Zdecydowanie szycie. Jako szefowa mojej jednoosobowej manufaktury jestem wielozadaniową kobietą-ośmiornicą. Wykonuję sama zdjęcia, szukam materiałów i je kupuję, kroję, prasuję, szyję, sprzątam, pakuję, obsługuję sklep internetowy i swoje media, ale to te godziny spędzone przy szyciu dają mi najwięcej frajdy.Z biegiem czasu nauczyłam się doceniać każdy etap pracy i nawet odkurzanie niteczek może dać błogosławieństwo poczucia porządku, a i w niektórych momentach sprawy księgowe okazują się odskocznią. Rachunkowość nie jest jednak moją mocną stroną i po kilku latach prowadzenia księgowości, oddałam to w ręce mojej fachowej księgowej Oli. Ach! I jeszcze te ciarki ekscytacji, kiedy mam w rękach boski materiał, tkaninę z ciekawą historią… Często szyję z tkanin, które są rodzinnymi pamiątkami, albo mają sentymentalną wartość.

Opowiesz historię któregoś z materiałów? Kiedyś uszyłam dwóm siostrom nerki z wełnianego pasiaka, który utkała własnoręcznie ich babcia. Był też np. portfel z tkaniny pozyskanej z ulubionej, ale zepsutej już torby. To niesamowite uczucie, kiedy czujesz, że ta tkanina wraca do użycia i cieszy innych.

Mam wrażenie, że mogłabyś opowiadać o procesach swojej pracy bardzo długo. To prawda. Staram się wykorzystywać tkaniny na maksa! Większe kawałki odkładam na plecaki, z mniejszych wykrajam nerki w standardowym rozmiarze, z jeszcze mniejszych kawałków tkanin – ich rozmiar mini. Z najmniejszych robię portfele, a ścinki zszywam tworząc w duchu zero waste patchworkowe kosmetyczki.

Posiadasz wiele pomysłów. Które miejsce na świecie jest dla Ciebie największą inspiracją do tworzenia? Nie umiałabym wskazać jednego. Inspirację umiem znaleźć w zestawieniu kolorystycznym zieleni polskich iglaków z szarością nieba czy w fakturze jutowego worka, w którym posadzono kaktusa na którymś z włoskich rynków. Najbardziej przemawia do mnie przebywanie w naturze ogólnie pojętej. Przecież tkaniny z naturalnych włókien są przetworzonymi włóknami roślin, które gdzieś rosły. Kiedy się je pali – zmieniają się w popiół, a gdy trafią do ziemi – rozkładają się.

Świat roślin otacza nas pod postacią bawełnianego prześcieradła w sypialni, lnianej koszuli, bambusowej szczoteczki, sizalowej wycieraczki. Chciałabym, aby szyte przeze mnie akcesoria zawierały jak najwięcej tych włókien. Tak, aby po zużyciu mogły znów wrócić do naturalnego obiegu, żeby plastik nie sprawiał problemu środowisku na wiele lat po mnie.

Te miejsca, o które pytasz, mocno ze mną rezonują. Chciałabym działać w zgodzie z naturą i zostawić po sobie trochę posprzątanych tekstyliów, zamiast naprodukowanych nowych, syntetycznych. Czuję się taką tekstylną mrówką w tym całym kręgu życia. Tym bardziej, że inspiracją są czasem też… śmieci. Kiedy znajduję zepsuty parasol porzucony w krzakach w lesie zabieram go, czyszczę, a w głowie mam już wizję serii wodoodpornych akcesoriów z niego uszytych!

Bardzo cenisz sobie transparentność, czy w związku z tym nie spotkałaś się z negatywnymi odpowiedziami na informację, że w koszty operacyjne wlicza się np. obsługa social mediów, szkolenia, czy joga? Nie. Bałam się, że taka forma rozpisania składowych cen produktów, obnażenie kosztów, może spotkać się z krytyką, ale okazało się, że jest wręcz przeciwnie! Regularnie otrzymuję słowa poparcia. Dostaję informacje, że to dobry pomysł, że to ruch, który pomaga zrozumieć, dlaczego akcesoria wykonane przez rzemieślnika nie mają prawa kosztować tyle, co pozornie podobne sieciowe wyroby fabryk.

Trafiłam na dwie opinie, że transparenty sposób rozpisywania cen wygląda trochę jak tłumaczenie się z nich. Może i tak wygląda, ale moim zadaniem jest uświadamianie i chęć dołożenia cegiełki, by lokalnie tworzone akcesoria były docenione, a proces ich powstania zrozumiały. Jak miałabym oczekiwać od swoich odbiorców, że wiedzą, ile czasu zajmuje mi wszycie zamka zewnętrznego, ile wewnętrznego i na czym polega różnica w ich wszyciu?

Uważasz, że do prowadzenia własnej działalności i tak jasnego przekazu potrzebna jest odwaga? Ja tak nie uważam, ale to chyba tylko dlatego, że sama w sobie nie czuję się odważna, chociaż wiele osób we mnie tę odwagę widzi. Odwaga kojarzy mi się z przełamywaniem swojej strefy komfortu, a moje granice są naprawdę szerokie i nie czuję, abym robiła coś dla siebie wywrotowego. Wręcz przeciwnie – wciąż staram się przybliżać do tego, co tak naprawdę mam w sobie od lat i z każdym miesiącem nadaję temu mocniejszy kształt.

Mam wewnętrzne poczucie misji, by pomóc wznieść rękodzieło na wyższy poziom docenienia w czasie “dobrostanu” oferowanego przez fast fashion. Chcę budzić też świadomość, że tym, co pomoże nam zatrzymać zmiany klimatyczne jest korzystanie z już wyprodukowanych dóbr, materiałów. Mamy przecież tyle wyprodukowanej odzieży, że wystarczyłaby całej ludzkości na przynajmniej kilka lat! W obliczu osób ze stałą, pewną posadą, regularnym zarobkiem, prowadzenie działalności w sposób w jaki ja to robię może wydawać się odważne. Może nawet szaleńcze, biorąc pod uwagę, że rynek rękodzieła jest naprawdę trudną gałęzią do spokojnego usiedzenia, a każdy miesiąc jest zupełnie inny od poprzednich. Raz lepszy, raz gorszy, ale przyzwyczaiłam się już do tej niestabilności.

Praca to Twoja pasja, oddzielasz ją od reszty życia? Co daje Ci wytchnienie? Szycie jest zbyt praktyczną umiejętnością, aby oddzielić ją od życia domowego. Tym bardziej, że nauczyłam się też szyć majtki i skarpetki z t-shirtów, a maszyny stoją w naszej sypialni. Moja pracownia miesza się z domem. To co szyję dla siebie i Męża hobbystycznie po pracy, leży obok zamówień dla Klientów. Pilnuję się podziału, że szycie akcesoriów jest moją pracą, zostawiam dla siebie bufor w postaci ubrań – te szyję tylko dla najbliższej rodziny i tu pozwalam sobie na większy luz. A co daje mi wytchnienie? Las i – co dla mnie jest czymś nowym – bycie samej ze sobą. Moje osiedle otacza las. Nie mam jednej złotej zasady, słucham czego akurat teraz potrzebuję, by czuć się ze sobą okej.

Ostatni czas jest bardzo obfity w negatywne wydarzenia. Jaka myśl towarzyszy Ci w takich chwilach? Jeszcze bardziej doceniam to, co wypracowałam, do czego doszłam i którędy zamierzam iść. Ten rok zaczęłam od wielu zmian, dlatego stał się wywrotowy jeszcze zanim ogłoszono pandemię. Z kolei ilość poznanych w tym roku Kobiet pozwoliła mi poznać wartość siostrzanego wsparcia jeszcze przed protestami kobiet. Czuję, że jako kobieta działająca kreatywnie i niezależnie od nikogo, na swoich zasadach, mam ogrom możliwości. Tegoroczne wydarzenia dały mi mocno do zrozumienia, że szycie jest jedną z najpraktyczniejszych umiejętności. Dzięki niej mogłam szyć i dodawać do zamówień maseczki, mogłam wesprzeć szpitale.

Zdjęcia: joanka z.

Kategorie
Ekologia / Ludzie / Projektowanie
Udostępnij