Tartaruga, czyli dwie pary dłoni wyplatające z pasji

Ze starannością i precyzją, ponieważ nazwa pracowni oznacza żółwia. Gdzie rozwijać własną markę tekstylną, jak nie w Łodzi? Stolica polskiego włókiennictwa pokazuje, że warto iść pod prąd masowej produkcji i postawić na tradycyjne techniki rzemieślnicze. Wiedzą o tym doskonale Wiktoria i Jadzia – założycielki studia Tartaruga.

Na początek słów kilka o sprawczyniach tego bałaganu, które nitka po nitce wyplatają historię pracowni Tartaruga. Zarówno Wiktoria Podolec, jak i Jadzia Lenart zostały łodziankami (jak twierdzą) z wyboru. Pasjonując się światem wzorów i materiałów, przyciągnęły je studia, które dały im możliwość rozwijania swoich zainteresowań. To jednak nie wystarczyło. Po pierwszym zetknięciu się z tkactwem wiedziały, że chciałyby w swoich pracach wykorzystywać bogatą tradycję polskiego rzemiosła.

Początki w Art Inkubatorze

Tak też się stało. Przez pierwsze dwa lata działalności, Tartaruga znajdowała się na w artystycznej przestrzeni Art Inkubator. To świetne miejsce dla młodych twórców, którzy wchodzą ze swoją marką na rynek. Możliwość korzystania z łódzkiego lokum, to nie tylko sposób na nieco łatwiejszy start w biznesie, ale również pomost wymiany doświadczeń wielu pasjonatów twórczości. Znajdziecie więc tam licznych projektantów, architektów, fotografów i inne, kreatywne osoby, które nie boją się nowych wyzwań. Czas spędzony przy ul. Tymienieckiego dziewczyny wspominają z uśmiechem na twarzy. Teraz, przy ul. Bohdanowicza 2 w Łodzi, wynajmują lokal z Gosią i Maćkiem z Un’common (piękne, autorskie meble z marmuru), z którymi poznały się właśnie w Inkubatorze. Wchodząc do nowej pracowni dziewczyn byliśmy zachwyceni! Jasność i przestrzeń przenika się tam z pastelowymi materiałami i zielenią roślin.

Podwójna inspiracja

Klimy i tkaniny na ścianę, które robią dziewczyny odznaczają się wyjątkowym charakterem. Już na pierwszy rzut oka widać, że jasne kolory i subtelne wzory wpisały się na stałe w identyfikację łódzkiej marki. Mimo to, że w każdej z założycielek rozbrzmiewa czasem nieco inna estetyka, kolekcje tworzone przez Jadzię i Wiktorię są niezwykle spójne. Jedna inspiruje drugą – cudowny układ. Popijając wodę zapytaliśmy również o proces projektowania. – Jak dochodzi do tego, że akurat taki wzór pojawia się finalnie w projekcie? – nie musieliśmy długo czekać, by zobaczyć zeszyt ze szkicami dziewczyn i rzeką pomysłów do przyszłych realizacji.

Szacunek – wartość dodana

Warto wspomnieć, że Tartaruga nie jest zwykłą pracownią tkacką. Sam fakt, że w XXI w. zdolni ludzie decydują się, by robić wszystko ręcznie zasługuje na podziw. Dziewczyny produkując swoje rzeczy stawiają również na wełnę pochodzącą z recyklingu, a każdy produkt powstaje z szacunku do praw pracownika i środowiska. Wszystko to sprawia, że za każdym razem, gdy odwiedzimy Łódź, z chęcią wstąpimy do pracowni dwóch pasjonatek. Myślimy, że podobnie jak Jadzia, która stara zaprzyjaźnić się ze swoim kotem, my zaprzyjaźniliśmy się na stałe z Tartarugą.

Słowa: Redakcja

Zdjęcia: Redakcja

Kategorie
DIY / Rzeczy / Rzemiosło
Udostępnij