Szukając synonimu do sustainability trafiamy do Kostaryki

Zielona aureola otoczyła ten kraj już dawno temu. Mieszkańcy pozdrawiają się szczerym Pura Vida, które oznacza czyste życie i wiąże się z osiąganiem zgody z naturą, otoczeniem i sobą samym. Kraj dąży do profilaktyki i znacznie wyróżnia się na tle innych pod względem realnego zaangażowania w ochronę środowiska. Zabrałam swój eko radar i poleciałam do Kostaryki, by przekonać się, jak ma się moda i życie marzeń w dzikiej dżungli Ameryki Środkowej.

Ostatni dzień grudnia celebruję z plecakiem turystycznym na domówce u znajomych, właściwie będąc już w połowie drogi na berlińskie lotnisko. Wznoszę toast z lekko odmrożonymi policzkami, mając świadomość, że już za 15 godzin doznają szoku termicznego, co w tym przypadku jest ekscytujące. Najpierw Panama wita przepięknym zachodem słońca, zapachem potu, przypalonego jedzenia i ciężkim powietrzem, przez co chwilowo nie jest duchowo, a duszno. Następnego dnia swoje drzwi otwiera Kostaryka.

Wszystkie afirmacje prowadziły tutaj

Bioróżnorodny kraj, który jedną trzecią swojego terenu przeznacza na rezerwaty, stara się o ponowne zalesienie i ma duże plany, aby być pierwszym na świecie krajem wolnym od tworzyw sztucznych i węgla do 2021 roku. Wydaje się, że naród ten już żyje w bardziej przyjaznej dla środowiska przyszłości, niż my. Aż 99% energii pochodzi ze źródeł odnawialnych, takich jak energia wiatrowa, słoneczna i wodna. Kostaryka zobowiązuje się również do neutralności pod względem emisji dwutlenku węgla do 2021 roku, a to tylko kilka przykładów spośród wielu proekologicznych działań i dalekosiężnych planów.

Z ciekawością zaczynam od mainstreamu, czyli od ulic San José i… od razu bombardują mnie stragany i sklepy oferujące ogromne ilości belek kolorowego, wesołego poliestru. Niemal z każdego rogu docierają równie wesołe i głośne slogany o aktualnej promocji koszulek i klapek fast fashion, pachnących gumą i ropą. Uliczni, samozwańczy marketingowcy robią wszystko, by wzbudzić wrażenie, że po ich założeniu dociera się wszędzie jakby szybciej i na pewno żyje się lepiej. Kto się na to nabiera? Głównie turyści.

Nie jest to spójne z moim wyobrażeniem, ale idę dalej przepełniona nadzieją. Google Maps to prawa ręka, która jest w użyciu dość często, jednak w Kostaryce pewnych miejsc wyszukiwać nie było trzeba. Chodzi o lumpeksy! Bez trudu znajdowałam sklepy z odzieżą używaną, sklepy vintage, krawców, rzemieślników i marki mówiące o sobie, że są odpowiedzialne. Hasła na ścianach vintage shopów i second handów nie mówiły o zaletach ekonomicznych, jak zazwyczaj bywa to w Polsce, a raczej Save Mother Earth. Zatem styk różnych obozów i baby steps ciągle dotyczą także kraju, który ekologicznie jest już w lepszym punkcie.

 Wysokokontrastowe osobowości z hiszpańskim pazurem

Wydaje się, że autochtoni czują wagę zachowań proekologicznych, jednak nie do końca łączą tą świadomość z modą. Szczyt mody w Kostaryce był próbą rozpoczęcia tej rozmowy na trochę większą skalę. Lokalni przedsiębiorcy mogli wówczas zaprezentować swoje praktyki. Głoszono, że fundamentalne wartości dla mieszkańców Kostaryki chcą być wdrażane również w branży mody. Jednak przemysł mody trochę jest jednak spychany na kolejny plan. Vogue México y Latinoamérica widuję na małym, rozkładanym stoliku, przygnieciony innymi magazynami o wodospadach i innych atrakcjach turystycznych. Nie jest to raczej chodliwa pozycja w kraju, a ludzie wydają się mieć bardzo indywidualne podejście do mody. Znikomą część obchodzą trendy, co z jednej strony brzmi fantastycznie, bo przecież żyjąc w kraju chillowania w hamaku myśl o procesie kompletowania stylizacji brzmi wręcz odpychająco i nienaturalnie. Jednak w tym kontekście piszę to ze zmieszaną miną. Wyobraźcie sobie, że część osób wbrew soczystemu i rajskiemu otoczeniu natury, chce czuć się trochę jak na dyskotece, na której cekiny i japonki z ozdobami stanowią dress code, a druga część kultywuje tradycję nosząc ciężkie stroje regionalne (tutaj jednak głównie Panama, mniej Kostaryka) lub zachowując pewną tożsamość z dodatkiem własnego stylu, który sprytnie ograny jest naturalnymi tkaninami i plecionym koszem na ramieniu.

Wieś ratuje, koi i nie zawodzi

Puls Kostaryki osiągnięty zostaje dopiero poza miastami, gdzie prawdziwe jedzenie, upcykling i recykling są jak popularna mantra. Słowa te słyszy się tu tak często, jak „joga” i „medytacja”. Targi ekologicznych roślin, cyrkularność (w realnym tego słowa znaczeniu) i wszechobecna natura, która od pierwszej sekundy oferuje dobro i wchłania się przez wszystkie zmysły. Turyści zazwyczaj opisują doświadczenia z tego kraju jako bliskie transformacji psychicznej i fizycznej. I wcale się temu nie dziwię. Pisząc o turystach, to jednym z ciekawych programów działających w Kostaryce jest Certification for Sustainable Tourism (CST). Program ma na celu pomoc kostarykańskim firmom długofalowo spojrzeć na ochronę środowiska, kultury i społeczności w kraju. Mierzy interakcję między firmą a otaczającym ją środowiskiem, systemy i infrastrukturę firmy, stopień, w jakim firma pozwala swoim klientom stać się aktywnymi współtwórcami zrównoważonej polityki oraz sposób, w jaki współpracuje ona ze społecznościami lokalnymi.

Jeśli czegoś nie ma w Kostaryce, to tego po prostu nie ma

A jeśli jest, to zazwyczaj zrównoważone. 6 lat temu przemysł mody w ogóle nie istniał, a jak jest teraz? Co właściwie mówią o modzie lokalni twórcy? Wynurzam się z dżungli, by zrobić drugie podejście do stolicy Kostaryki. Rozmawiam z projektantką Andreą Belen, która stoi za odpowiedzialną marką Eterea.

Ewelina Antonowicz: Jestem w tej oazie już od kilku tygodni. Poza tym, że synchronizuję się z lokalną społecznością, korzystam z toalet kompostujących, celebruję posiłki w stanie medytacji, to także obserwuję, pytam, badam, konfrontuję różne podejścia i poznaję nowe wartości. Zastanawiam się co w czasach popularyzowania, a czasem nadużywania tego słowa w różnych kontekstach, oznacza dla Ciebie termin sustainability?

Andrea Belen: Kiedy myślę o zrównoważeniu i o odpowiedzialności, to zawsze kojarzę to po prostu z możliwością pozostawania. Jest to piękno środowiska, otoczenia i piękno wewnątrz nas samych, które trwa i nie ma terminu ważności. Jest proste i naturalne.

 To przecież brzmi jak coś, co potrafi każdy. A w kontekście przemysłu mody? Jakiego rodzaju rozwiązania są według Ciebie najbardziej potrzebne i co właściwie na tym etapie wydaje się najtrudniejsze do zmiany? Jednym z największych wyzwań w Kostaryce jest na pewno produkcja. Ciągle nie mamy tutaj jeszcze prawdziwie wydolnego przemysłu mody. Znalezienie tkanin, surowców, producentów i szwalni potrafi być bardzo trudne. Poszukiwanie jakości, odpowiedzialności, transparentności czy innowacji zawsze trwa wieki i wiąże się z dużym zaangażowaniem i uporem. Na pewno widzę ogromny trend wśród ludzi, którzy stają się coraz bardziej autentyczni w tym, że angażują się w życie w zgodzie z naturą, recykling, świadome jedzenie, dbałość o przedmioty, które posiadają i o siebie nawzajem. Jednak produkcja to wyzwanie. Może narzuca to posiadanie pojedynczych egzemplarzy w kolekcji, zrównoważenie potrafi być czasem obligatoryjne i nie. Za najbardziej istotne uważam szukanie rozwiązań, by zmieniać od podstaw ten ogromny i złożony system mody. Tworzenie pozytywnego wpływu na społeczności i mądre współprace wydają się niezwykle istotne. Empatia i wsparcie zamiast ignorancji i niezdrowej konkurencji.

Z punktu widzenia projektantki, jakie są Twoje obawy i nadzieje? Jak życzysz sobie, żeby wyglądała przyszłość mody? Moją obawą jest podejście części opornych konsumentów, a nadzieją edukatorzy i projektanci. Poza tworzeniem pięknych przedmiotów musimy edukować, mówić, przypominać i wskazywać drogę. Chcę, żeby za tymi potrzebami wizualnego piękna stały potrzeby zrównoważonego rozwoju.Poprzez publikacje, organizacje i nasze media społecznościowe staramy się przekazywać te wszystkie wartości, by świadomość konsumencka stale rosła. Większy zasięg tego typu działań w przyszłości byłby dobrym rozwinięciem. Moda jutra inspiruje, wspiera, skupia się na innowacjach, silnej wspólnocie i współpracy, wyższych wartościach i empatii. To przemyślane rozwiązania biznesowe i projektowe, za które bardzo trzymam kciuki.

Słowa: Ewelina Antonowicz / Koordynatorka polskiego oddziału Fashion Revolution

Zdjęcia: Ewelina Antonowicz, Etérea

Kategorie
Moda / Świadomość / Świat
Udostępnij