Święty Spokój 02: Magia świąt czy manipulacyjne tricki?

Grudniowa gorączka udziela się wszystkim. Na różne sposoby, ale każdy ją czuje. Jedni zaczynają od początkowego wyparcia i negacji, by później w panice rzucić się do kupowania prezentów na ostatnią chwilę, bo czują presję. Muszą. Inni już od początku grudnia podrygują do kawałków Sinatry i Carey, planując co, komu, gdzie, za ile, a nie myśląc po co i za co. Pytamy tylko, czy naprawdę musimy dać się w ten wir wciągnąć czy może ktoś to dobrze zaplanował?

Marketing, to trochę taka maszyna do napędzania konsumpcjonizmu. Dawno temu nie istniało takie święto jak Black Friday, Cyber Monday czy inne nakłaniające do kupowania, wydawania pieniędzy i jeszcze raz kupowania. Za sprawą przemyślanych strategii marketingowych firmy przeróżnej specyfiki pozyskują klientów. To nie jest też tak, że źli ludzie od marketingu chcą zniszczyć nasze portfele i planetę. To tylko praca, a żeby miała sens, powinna być wykonywana jak najlepiej. Stąd wykorzystanie każdej możliwej okazji, by się zawodowo wykazać. Tak oto powstało kilka świąt konsumpcjonizmu w ciągu całego roku i tak, rokrocznie jesteśmy przekonywani, do zakupów. Jak to się dzieję, że naprawdę odczuwamy tę presję czy nawet w pewnym momencie potrzebę kupienia?

Kolorowa reklamówka

Moda gwiazdkowego zakupoholizmu, jak większość takich przyszła do nas z zachodu i to nie całkiem tak dawno. Jeszcze blisko 30 lat temu, świąteczne paczki wypełnione były orzechami i mandarynkami, co sprawiało dzieciom prawdopodobnie większą radość niż dzisiejsze konsole do gier, komputery czy drony. Marketing ma wiele poziomów, a jednym z nich jest udowodnienia konsumentom, że ten zakup przyniesie im najwięcej radości i korzyści.

Najbardziej rozpoznawalnym działaniem są wszechobecne reklamy. W radiu, w telewizji, w gazecie, na przystanku, w autobusie, na bilbordzie, w ulotce wręczonej na ulicy, na szybie sklepu, na opakowaniu jednej kupionej rzeczy i na reklamówce… właśnie. Plastikowa torba na zakupy sama w sobie nazywa się reklamówką. By nie przyjmować do siebie reklam trzeba by zamknąć się w środku lasu, bez żadnych komunikatów zewnętrznych. Jednak reklamy wszyscy dobrze znamy, czasem na tyle, że nie zwracamy na nie szczególnej uwagi. Czy to znaczy, że wtedy na nas nie działa?

Wybory podświadomości

Nawet jawna reklama w formie plakatu czy przekazu radiowego zostaje w naszej pamięci. Nie tylko pamiętamy o pewnej wyjątkowej ofercie na poziomie świadomości, ale głęboko w nas kształtuje się przekonanie, że wybór tej właśnie marki będzie najsłuszniejszym rozwiązaniem. Z psychologii społecznej wiemy, że kłamstwo powtarzane wiele razy staje się prawdą. Stąd też pomimo świadomości o znanym nam wpływie reklam i tak dajemy się często nakłonić do wyboru rzeczy i usług, których niekoniecznie chcemy i potrzebujemy.

Szczególnie w okresie świątecznym łatwo jest nas kupić odpowiednią kolorystyką reklam wizualnych. Przed gwiazdką królują czerwienie, zielenie, złoto i biel, a dodatkowo sytuacyjność, wizerunek szczęśliwej rodziny, rozkoszy świąt i radości. W reklamach opartych na dźwięku dominują dzwoneczki, śmiech i mikołajowe ho ho ho budujące atmosferę mroźnej z zewnątrz, ale rozgrzewającej od środka, zimy.

Co więcej, nie tylko reklamowanie produktów jest działaniem marketingowym. Specjalny rozkład produktów na półkach i w przestrzeni zakupowej także kieruje nas do podejmowania konkretnych wyborów. Wybieramy to, co stoi w zasięgu naszego wzroku lub na dostawianych regałach czy w koszach, w przekonaniu, że jest to artykuł wyjątkowy.

Zaprogramowanie konsumpcjonizmu

Okres świąteczny, to czas na popis zdolności marketingowców. Angażowane są wtedy wszystkie nasze zmysły, bo kiedy jawny komunikat gubi się w tłumie innych, pora na marketing sensoryczny. Przemyślana nastrajająca muzyka, skomponowana wizualnie z otoczeniem i sytuacją pobudza chęć uczestnictwa w grudniowym szaleństwie. Jej głośność, gatunek i tempo są dobierane w taki sposób byśmy jak najdłużej chcieli zostać przy sklepowych półkach i zdecydować się na kolejne zakupy.

Kolejnym zmysłem, o którym nie myślimy wybierając prezenty, a który niejako podejmuje czasem decyzje za nas jest węch. Wszechobecny zapach cynamonu, goździków i pomarańczy kojarzy nam się miło ze świątecznym ciastem. Dlatego chętniej zrobimy zakupy w pomieszczeniach, które pachną w ten sposób, a nawet wybierzemy produkty, w których ten zapach został. Nasz mózg zostawia sobie ślady pamięciowe powiązane z danymi zapachami i przypomina sobie w ten sposób konkretne sytuacje.

Równie ważny jest zmysł wzroku i dotyku, które są ze sobą nieodłącznie powiązane. Przedmioty, które nawet po spojrzeniu wydają nam się ciepłe, miękkie i przyjemne w dotyku prędzej wylądują w naszym koszyku zakupowym. Dlaczego? Bo będziemy chcieli je chwycić i sprawdzić, a produkt, który już wylądował w naszych dłoniach ma zdecydowanie większe szanse na zakup.

Czy zbombardowani świąteczną presją jesteśmy w stanie uchronić się przed marketingowymi trickami? Niełatwe to zadanie, jednak z pewnością możliwe. Pierwszym krokiem jest hierarchizacja naszych priorytetów, ale o tym więcej w kolejnej odsłonie Świętego Spokoju, żeby się nie przebodźcować.

Słowa: Redakcja

Zdjęcia: Unsplash

Kategorie
Moda / Okoliczności / Świadomość
Udostępnij