Świat obiektywem Sobierajskiego cz I. Szwajcaria: Rajsko powiadam, rajsko

Sobierajskiemu zaproponowali pracę i utknął tam na pół roku. Człowiek bez planu, doceniający naturę, medytację i podróżujący z duchem Kraftu po świecie. Sprzęt do sportów ekstremalnych kupił w lumpeksie, a jeździć nauczył się z YT. Nasz Sobierajski. Tym razem w Szwajcarii. bez rozkładu jazdy. Co tam przeżył w Lauterbrunnen? Zapraszamy do części I naszego fotoreportażu.

Odwiedzając przyjaciela z dzieciństwa, dotarłem do stolicy Szwajcarii. Po tygodniu spędzonym w Bernie, zachwycony średniowieczną architekturą i kompaktowym rozmiarem miasta, razem z Danielem i Suzaną, wybraliśmy się na weekendową wycieczkę w Alpy. Każda minuta jazdy w stronę najwyższych gór Europy napawała ekscytacją. Otoczenie ośnieżonych, wysokich pasm górskich. Krystalicznie czyste jeziora, wypełnione wodą z topniejących lodowców. Krowy i owce pasące się na łąkach, położone na wzgórzach domostwa z okiennicami we wszystkich kolorach. Rajsko powiadam, rajsko.

Ostatnie 4 lata mojego życia są raczej dziełem przypadku, aniżeli planowanym rozkładem jazdy. Tak samo znalazłem się w Lauterbrunnen, gdzie poznałem bardzo serdecznych ludzi, którzy zaproponowali mi pracę i utknąłem tam na pół roku.

W dolinie mroku

Mrocznie brzmiąca nazwa miasteczka wzięła się od małej ilości słońca w ciągu dnia, ponieważ prostopadle ścięte góry po bokach odcinają to szwajcarskie miasteczko od słońca. Jest to raczej żartobliwa nazwa używana przez mieszkańców tego miejsca. W przewodniku ujrzymy raczej nazwę „Dolina 72 wodospadów” z informacją o pisarzu J.R.R. Tolkienie, który inspirował się tym miejscem przy tworzeniu krainy „Rivendell” siedzibą elfów z fabuły Hobbita i Władcy Pierścieni.

W momencie, kiedy dostałem propozycję pracy w tym miasteczku i wyobraziłem sobie mieszkanie to pomyślałem, że to będzie moja mała pustelnia – joga i medytacja. Górski surowy klimat Alp. Dźwięk zewsząd płynącej wody, wprowadzający spokój do ciała i umysłu, czysty balsam dla duszy.

Jak się okazało, miejsce to jest również mekką wszelkiej maści sportów ekstremalnych, a przede wszystkim base jumping i wingsuit flying. Oznaczało to spotkanie na swojej drodze wielu ciekawych ludzi, a moja żywotna i towarzyska natura rozpuściła wizję pustelni wśród rozmów i sportów. Nigdy przedtem nie próbowałem sportów ekstremalnych, ale kiedy mieszkasz na wys. 800 m n.p.m i na wyciąg masz 5 min z domu to… trzeba spróbować. Mój przyjaciel pożyczył mi swoją deskę snowboardową, a w secondhandzie znalazłem resztę sprzętu i zacząłem swoją przygodę w środku Alp.

Jazda z internetem

O poznaniakach, mówi się, że lubimy oszczędzać. Ja to nazywam minimalizmem życia. Gdyby nie to, raczej nie mógłbym podróżować po świecie od 4 lat. No i oczywiście, Polak potrafi.  Pięć godzin z instruktorem w szwajcarskich Alpach, to około 1600 zł. Lekcja z youtubem? – koszt wykupionego pakietu internetowego w telefonie. Żyjemy w pięknych czasach, gdzie wiedza i doświadczenie innych jest na wyciągnięcie ręki, nie bójmy się korzystać. Okej jedziemy! Próba za próbą. Jak się zakończy? Opowiem niebawem.

Słowa: Mateusz Sobierajski

Zdjęcia: Mateusz Sobierajski

 

Kategorie
Ludzie / Natura / Świat
Udostępnij