Świadomość i edukacja wciąż bywają powierzchowne – wywiad z Agatą Kurek, założycielką KOKOworld

KOKOworld – marka, która mówi „cześć” światu, „cześć” odpowiedzialnej modzie, „cześć” autentyczności i kolorom oraz temu, by układać życie według własnych zasad, „cześć” zabawie modą, wygodzie i energii. To nie tak, że tylko w Bangladeszu jest źle. W Polsce również, gdy nie zwracamy uwagi na procesy produkcji. Przeczytajcie wywiad z Agatą Kurek, która zachęciła nas do wielu refleksji. Nawet szyjąc w Indiach, można postępować według zasad Fair Trade.

Rozmawiała: Malika Ledeman

Jako marka KOKOworld zdecydowanie witacie się  nie tylko ze światem, ale i z modą odpowiedzialną. Czy w obraniu takiej strategii pomogły Twoje liczne podróże po świecie? Bez wątpienia pomysł na KOKO dojrzewał we mnie przez kilka lat, podczas których zresztą – jak słusznie zauważyłaś – dużo podróżowałam i w końcu spełniałam swoje dziecięce marzenia. Skłamałabym więc, gdybym powiedziała, że nie miało to wpływu na powstanie KOKO – miało i to duży. Fascynacja kulturami, wzornictwem, które obserwowałam, różnorodnością… – to było (jest!) częścią mnie, naturalnie więc stało się też częścią KOKO. Ci, którzy znają historię powstania marki, wiedzą, że na początku jej funkcjonowania dużo materiałów przywoziłam sama: było sporo batików z Indonezji, bawełny z Senegalu czy Brazylii albo naturalnej biżuterii z Kolumbii. Takie były początki. Znam wszystkich, którzy dla nas tworzyli (i tworzą). To mnie napędza.

A dziś? Dziś KOKO to już spora marka, która 99% kolekcji szyje w Polsce, wysyłamy kilkadziesiąt tysięcy zamówień rocznie, zatrudniamy kilkanaście osób i kilkadziesiąt szwaczek. Sama widzisz, że jeden plecak na przetransportowanie materiałów nie wystarczy. Model biznesowy musiał ewoluować, zmienić się. I dobrze! 

Masz rację, wszystko powinno ewoluować – moda również. Jaki według Ciebie powinien być dzisiejszy konsument? Dzisiejszy konsument powinien zwrócić uwagę na materiał, z którego wykonane jest ubranie: na jego skład, na pochodzenie – trzeba drążyć! Zdarza się, że nawet producenci nie wiedzą, gdzie powstają tkaniny. Na co jeszcze? Na pewno na sposób barwienia materiału – a ten często bywa szkodliwy dla naszego zdrowia, dotyczy to zwłaszcza jeansów; na to, w jakich warunkach coś zostało uszyte. Uwaga: nie na to, w jakim kraju, ale jak! 

Co masz na myśli? Skandaliczne warunki szycia są i w Polsce, i w Bangladeszu, i w Turcji, i w Indiach. We wszystkich z wymienionych krajów są jednak firmy i organizacje, które dbają, by procesy powstawania ubrań nie szkodziły ludziom (mowa tu rzecz jasna o warunkach pracy) i środowisku (dobieranie metod farbowania, sprawdzanie pochodzenia tkanin, sposobu uprawy roślin, z których te tkaniny powstają). Uparcie idą z duchem etycznej mody, mimo że dookoła „śmierdzi”.  Jeśli sami nie jesteśmy w stanie zweryfikować uczciwości firmy, możemy zaufać ocenie takich właśnie organizacji. Powinniśmy również jako konsumenci dociekać, jakie działania –  ale realne –  podejmuje firma na rzecz ochrony planety oraz jakie wartości (o ile w ogóle) wyznaje. Tylko tyle i aż tyle. 

Nie podpowiadasz nam zbyt łatwych rozwiązań, zdajesz sobie z tego sprawę? Masz rację, ale zbyt długo już pracuję w obszarze fashion, żeby udawać, że nie jest to dla mnie ważne, że jest letnie, że się nie przejmuję! Być może wynika to też z mojej postawy – dla mnie ubrania, kolekcje KOKO, zawsze były narzędziem, nie celem samym w sobie. Narzędziem do tworzenia firmy opartej na wartościach, narzędziem do dbania o ludzi i środowisko, do wyraźnego hamowania pewnych szkodliwych mechanizmów, do których zalicza się właśnie fast fashion.

Nie zmienimy naszej natury – ludzie zawsze będą chcieli ubrać się „ładnie”. Mówię to oczywiście w cudzysłowie, bo tę „ładność” każdy będzie definiował inaczej. Dla jednych będzie to synonim „modnie”, dla innych „odpowiedzialnie” My chcemy, by konsument nie musiał wybierać pomiędzy jednym a drugim. Cieszy mnie, że coraz więcej osób pyta o to, z czego ubranie zostało uszyte, przez kogo, w jakich warunkach… Zdecydowanie też coraz więcej klientów jest świadomych tego, o co pytać. Bardzo liczy się dla nich również jakość. Wiem, że bywa ona słowem wytrychem, ale wierz mi, kiedy widzę po dwóch, trzech, czterech latach klientki KOKO chodzące dalej w naszych ciuchach, myślę sobie „wow, to jest dobra inwestycja”.

W końcu dobre wiadomości. Poczekaj chwilę! Bez wątpienia jest więcej zapytań o wykonanie produktów, a świadomość na temat odpowiedzialnej mody rośnie. Porównuję to z czasem choćby sprzed pięciu czy dziesięciu lat. W KOKO widzimy tę zmianę głównie po pytaniach, jakie dostajemy od klientek z Niemiec, Austrii czy Holandii – u nich Fair Trade (ang. Sprawiedliwy Handel) zdążył się już mocno zakorzenić. Ale wróćmy na chwilę do polskich realiów – jest  też pewien smutny fakt, który obserwuję. Mianowicie wspomniane przed chwilą świadomość i edukacja wciąż bywają powierzchowne. Nie stoją za nimi prawdziwa ciekawość, wiedza, przekonania, tylko, jak sądzę, moda. Widzę to na przykład po pytaniach typu: „Czy macie bawełnę z Polski?” – z Polski?! Przecież bawełna nie rośnie w Polsce. Albo po komentarzach: „Jesteście marką z certyfikatem Fairtrade, a szyjecie w Indiach!” – tak, bo szyjąc tam, możemy mieć certyfikację, w Polsce nie ma takich warunków. To, co zaraz powiem, zabrzmi okropnie, ale ludzie nie wiedzą, że ten ich „Bangladesz” (zastrzegam, że nie chcę nikogo w tym miejscu urazić, odwołuję się do stereotypów, którymi posługują się osoby komentujące w ten sposób) często jest też w polskich szwalniach. Metka „made in Poland” wystarcza większości polskich konsumentów. Tylko że „made in Poland” – bez dociekania prawdy – nic nie znaczy.

Czy polski konsument jest gotowy, by wydawać na ubrania więcej, ale mieć pewność, że to, co nosi, zostało wyprodukowane w świadomy i mniej szkodliwy dla środowiska sposób? Jest! I mówię to z pełną odpowiedzialnością. Za taką potrzebą klienta stoją jego świadomość, przekonania i wartości – a to coś dużo głębszego niż chwilowa moda na bycie eko. Niestety, mechanizm fast fashion nauczył nas, że ubrania i inne dobra można mieć za bezcen – konsekwencje tego są gigantyczne i nieodwracalne. Problem jednak w tym, że to nie jest „za bezcen” – ktoś tę cenę płaci i, nie udawajmy, dobrze wiemy, że nie jesteśmy to my! Nie chcę opowiadać frazesów, że dobrej jakości produkty czy ubrania powinny starczać na lata. Widzę nasze klientki, znajome, siebie w ubraniach KOKO. Obserwuję, jak te ciuchy wyglądają po dwóch, trzech latach. Dla mnie to oczywistość, że ubrań nie wyrzuca się po jednym sezonie. Niektórzy do jakości i adekwatnej do niej ceny dopiero muszą się przekonać.

Skąd pomysł na wielobarwne printy? To chyba efekt moich podróży i fascynacja wzornictwem, na które się napatrzyłam w Afryce i Ameryce Południowej. Kolory to energia, życie, radość – brzmi infantylnie? Nie dla mnie, ja to czuję, wiesz? Cieszy mnie też ogromnie to, że nasze klientki uwielbiają barwy, jesteśmy chyba jedną z nielicznych firm, w których jaskrawości sprzedają się lepiej niż czerń!

Jednak moc kolorów szczególnie obecna była we wcześniejszych kolekcjach KOKO. Najnowsza kolekcja – citiZEN stawia na minimal. Dlaczego? Naprawdę tak ją odbierasz? Ja mam zgoła inne wrażenie! Kolekcja citiZEN odznacza się jednymi z najbardziej kolorowych projektów, jakie do tej pory wypuściło KOKO. Nie ukrywam też, że print Harmony to mój ulubiony. Okej, zgodzę się, że jest sporo nowych i minimalistycznych form. W kolekcji stawiamy też na klasyczne kroje w jednokolorowych wersjach, które ciekawie łączą się z printami. 

Jeśli sięgniemy pamięcią (słyszysz, jak to brzmi!) do czasów, kiedy przywoziłam w plecaku batiki i african wax (ich, jak sama nazwa wskazuje, afrykańskie odpowiedniki) z moich podróży, to rzeczywiście – możemy powiedzieć, że od tamtych wyjazdów sporo się zmieniło. Dla mnie jednak był to zupełnie inny etap: i firmy, i projektowania. Od kilku lat KOKO tworzy autorskie wzory, każda kolekcja ma inną myśl przewodnią, inny przekaz.

Mam wrażenie, że tworząc swoje projekty, nie do końca myślicie o trendach, a raczej o tym, co gra Wam w duszy. Jesteście prawdziwi jako marka. Czy to popłaca? Nie do końca jest tak, że ignorujemy trendy i rynek. Mocno wsłuchujemy się przede wszystkim w głos naszych klientek, bo to one są najlepszym źródłem informacji na temat aktualnych trendów, naszych kolekcji i przyszłych produktów. Mamy swój styl – to prawda – lubimy żywe kolory i nieoczywiste kroje, są i będą one obecne w naszych kolekcjach.  

Wydaje mi się, że podobnie jak trudno jest być w 100% autentycznym w świecie mody, tak trudno jest również o wybieranie jedynie ekologicznych surowców. Z czego wykonywane są ubrania KOKOworld? Małe sprostowanie – odpowiedzialnych to nie to samo co ekologicznych! Nie wszystkie produkty odpowiedzialne są eko. Odpowiadając jednak na twoje pytanie – jak ktoś mi mówi, że coś się nie uda, budzi się we mnie przekora: „a właśnie, że się uda”.

Masz jednak rację – bez wątpienia jest to wyzwanie, zwłaszcza przy założeniu, że 99% naszej kolekcji (z wyjątkiem linii Fairtrade, czyli pięciu produktów) to ubrania szyte w sprawdzonych przez nas szwalniach w Polsce. Dostępność odpowiedzialnych, certyfikowanych materiałów jest u nas, w porównaniu z innymi krajami, wciąż bardzo ograniczona. Zmieniamy to, rozmawiając z dużymi producentami, dostawcami, wywieramy nacisk. Chcemy wyraźnie sygnalizować, że polskie marki są zainteresowane zmianą!

W kolekcjach KOKO mamy w tym momencie całą gamę odpowiedzialnych i certyfikowanych materiałów: od nowości, które weszły w tym roku (bawełny Fairtrade, ekologicznego jeansu z Brazylii i wiskozy EcoveroTM) po materiały, które już od kilku lat królują w naszych kolekcjach – jak choćby TENCELTM, bawełna organiczna czy PET. Udało nam się sprawić (co ja mówię, nie udało, zapracowaliśmy na to), że w kolekcji jesień/zima 2020/21 udział certyfikowanych materiałów wynosi aż 70%! To wielki sukces! Wciąż sporym wyzwaniem są materiały drukowane – do dziś nie możemy znaleźć ani w Polsce, ani w Europie producenta, który dostarczałby je na odpowiedzialnych i certyfikowanych tkaninach. To nasza pięta achillesowa, ale i wyzwanie na kolejny rok.

I nigdy nie kusiło Cię, by pójść na pewnego rodzaju łatwiznę i produkować „więcej”, „taniej”? Jasne, że kusiło! Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie. Jestem typem sprzedawcy negocjatora: mam żyłkę do szukania nieoczywistych rozwiązań, więc kusiło bardzo! Oczywiście – coś może być tańsze, tylko pytanie, z czego w takim razie rezygnujemy? Ze sposobu wykonania, dobrych szwów, wykończonych ubrań, a może dajemy – zamiast kokosowych – plastikowe guziki? Nie chcemy wstawek?

Kiedy klient oburza się: „Dlaczego ta sukienka jest taka droga?”, pytam taką osobę, z czego chciałaby zrezygnować. Poliester zamiast bawełny organicznej albo wiskozy ECOVEROTM? Będzie taniej! Sukienka uszyta przez kobiety pracujące bez umów, w nieludzkich, dramatycznych warunkach? Będzie taniej! Bez wstawek i batików? Będzie taniej! Niewykończony dół i rękawy? Będzie taniej! Tylko widzisz – nikt jednak nie chce rezygnować! I ja też nie chcę!

Jakie więc plany ma marka na rozwój i na kolejne lata? Mamy w planie przede wszystkim unowocześnienie zaplecza technicznego naszego sklepu internetowego, a także wprowadzenie systemów informatycznych do organizacji pracy – to ogromne projekty (zazwyczaj kilkuletnie) i niewidoczne dla klientów. Dzieją się „na zapleczu”. Pochłaniają czas, zasoby, energię.

A z tych, które będziecie mogli zobaczyć – mamy w planie wypuszczenie nowych linii produktowych, jednak nie zdradzę jeszcze, co to będzie. Szukanie nowych odpowiedzialnych materiałów to stały element. Nasz Dział Projektowo-Produkcyjny intensywnie pracuje nad wprowadzeniem do przyszłej kolekcji nowych produktów certyfikowanych przez Fairtrade.

Przede wszystkim jednak, przyszłej wiosny czeka nas 10-lecie. Już rozpoczęliśmy przygotowania.

A Ty sama – czy czujesz się spełniona dzięki temu co robisz? To coś o 180 stopni innego niż wcześniej, gdy pracowałaś w korporacji. Zarządzanie firmą, produkcją, sprzedażą, marketingiem, wchodzenie na nowe rynki, wymyślanie nowych linii produktów – nie nudzę się. Lubię biznes, rozwój osobisty, rozwój firmy. Lubię patrzeć, jak organizacja się zmienia, jednak moje serce bardzo mocno jest związane z projektami społecznymi. Zanim powstało KOKO, byłam wolontariuszką, dlatego też KOKO jest firmą z odpowiedzialnością wpisaną w DNA.

Spełnienie, do którego nawiązujesz, to według mnie stan, momenty, w których czuję „wow”. Coś się udało, wspięliśmy się na inny poziom, osiągnęliśmy jako organizacja cel, który sobie wyznaczyliśmy. Jednak… to tylko chwila. Warto ją uczcić i… iść dalej. Robić swoje.

Życzę Ci więc byś zawsze szła swoją własną drogą. 

Zdjęcia: KOKOworld

Kategorie
Ekologia / Ludzie / Moda
Udostępnij