Simple Things Botanical Care – moc natury z Islandii

Simple Things Botanical Care to marka naturalnych kosmetyków tworzona przez Maszę Solak. Na Islandii. Chociaż dzieli nas 2681 km, nasza rozmowa zmniejsza ten dystans. Masza opowiada mi o początkach swojej marki, o naturalności i minimalizmie oraz o mocy świadomego dotyku. 

Skąd wziął się pomysł na tworzenie naturalnych kosmetyków? Jak zaczyna się historia Simple Things Botanical Care?  Wszystko zaczęło się do tego, że znalazłam się w miejscu, w którym nie miałam dostępu do żadnych naturalnych kosmetyków pomagających w pielęgnacji skóry problematycznej czy też zmian skórnych, którymi jestem w pewnym sensie zafascynowana, dlatego, że mam w rodzinie osobę, która ma wymagające problemy skórne. W pewnym momencie stwierdziłam, że nie będziemy używać już żadnych leków sterydowych, że nie będziemy masakrować się chemią, która i tak na dłuższą metę nie pomaga i zaczęłam się interesować, sprawdzać, jak można sobie pomóc czymś innym. Zauważyłam, że w każdym produkcie o którym czytałam na zagranicznych forach pojawiają się podobne podstawowe składniki i od tego się zaczęło. 

Pamiętasz pierwszą maść, którą przygotowałaś? Pierwsza maść którą zrobiłam? Ojej, to była w ogóle jakaś porażka… Teraz zrobiłabym to inaczej! Wtedy poczytałam o ziołach, które mogłyby mi pomóc, poszłam na łąkę, miałam klucz do rozpoznawania roślin, zebrałam je, zmacerowałam w oleju, uwaga kokosowym, bo nie miałam pojęcia, że mogę użyć innego. Wbrew pozorom to był strzał w dziesiątkę, do dziś pamiętam krwawnik i babkę w oleju kokosowym, połączone tylko i wyłączenie z woskiem, który dostałam od zaprzyjaźnionego pszczelarza. Zobaczyłam wtedy, że tak naprawdę wiele nie potrzebujemy żeby sobie pomóc i żeby zobaczyć dobre efekty. Oczywiście w różnych przypadkach mamy do czynienia z różnym spektrum chorobowym skóry i nie każdy efekty zobaczy od razu. Zafascynowałam się tym, jakie to niesamowite, że można sobie pomóc w taki sposób, łącząc coś co znamy, składniki, których nazwy znam, których nie musimy się bać. Często kiedy czyta się składy niektórych kosmetyków, można przerazić się tym co znajdziemy w środku. A tutaj pojawia się prosta maść, która ma kilka składników, zioła, olej i wosk pszczeli. 

Jak zaczęła się droga do poznawania natury, ziół? Nie jest proste, a ja ciągle się uczę. Miałam dużo szczęścia bo trafiłam na taką osobę, która mnie w to wprowadziła. Pierwszą maść stworzyłam 5 lat temu i od tego czas cały czas się rozwijam, uczę, doszkalam. Nie pamiętam takiego czasu kiedy nie byłabym na jakimś kursie czy zajęciach. Obecnie jestem studentką aromaterapii klinicznej i zajmuje się olejkami eterycznymi, skończyłam też kurs zielarstwa, multum kursów pobocznych, kosmetologię botaniczną. W pewnym momencie trafiłam na dziewczynę z Polski, Inez Herbiness Rogozińską, która ma tak niesamowitą wiedzę, że czasami aż nie wierzę, że jedna osoba jest w stanie wiedzieć wszystko to, co ona wie o roślinach, zna je jak nikt inny. Zaczęłam jeździć do niej na kursy, poznawać rośliny, które są odpowiednikiem tych sterydów które dostajemy w aptece. Zaczęłam wtedy kreować bardziej skomplikowane rzeczy jak kremy, sera, lotiony, maski, ale jednak zawsze najbardziej ciągnęło mnie do tworzenia tych najprostszych kosmetyków. Próbowałam też przekonywać ludzi do tego, cały czas to robię. Jeszcze przed pandemią, prowadziłam cykl warsztatów – W jaki sposób stworzyć botaniczne kosmetyki z tego co mamy w domu. I ludzie są tym zachwyceni widzę, że jest odzew, że tak naprawdę potrzebujemy powrotu do prostoty, powrotu do natury.

Natura, zawsze była obecna w Twoim życiu? Czy inne kobiety z twojego otoczenia, babcia, mama miały taki kontakt z naturą? Wyniosłaś to z domu, czy ta miłość pojawiła się dopiero w pewnym momencie? Nie, nie miałam czegoś takiego, ale… mieszkam na Islandii, tutaj natura wychodzi z każdego miejsca i zaułka. Na końcu mojej ulicy znajduje się ocean a 10 minut od miasta zaczyna się niczym nieokiełznana dzicz. Czuję tu silne połączenie z naturą, z której można korzystać. Wychodząc na łąkę jestem pewna tych ziół, które tam znajduję. Nie sią niczym skażone, nie ma tu żadnego oprysku. W okolicy znajduje się wodospad z którego mogę się napić wody w czasie spaceru, więc to jest naprawdę sielskie, dobre życie. Zawsze mnie ciągnęło w stronę takich rzeczy. W liceum byłam na profilu biologiczno chemiczny, chciałam iść na medycynę, nie udało się, ale te dążenie do kierunków medycznych, chęć pomocy, tego holistycznego podejścia do człowieka, to ciągle mi towarzyszyło. Myślę, że znalazłam kierunek, który jest mi nawet bliższy niż medycyna. Natura. Jestem może trochę taką współczesną wiedźmą… wkręcam się w to co robię, a ludzie chcą mi w tym towarzyszyć, chcą mnie słuchać. 

Korzystasz z tych ziół, które masz pod ręką, na pobliskiej łące? Tak, staram się korzystać tylko z tych lokalnych ziół. Kiedy zaczyna się czas zbiorów, wyruszam i zbieram wszystko co jest dostępne w danym momencie, liście brzozy, polne chwasty, krwawniki, skrzyp. Jeśli chodzi o oleje, to muszę się posiłkować małymi destylarniami w Polsce i w Wielkiej Brytanii, ponieważ u nas pewnych surowców nie ma. Staram się wtedy nawiązywać współpracę z małymi, polskimi firmami, prowadzonymi przez kobiety. Wspieram je, bo to właśnie kobiety były i są moim wielkim wsparciem, motorem do działania. Sprowadzanie produktów na wyspę trwa długo, ale to wszystko jest proces – w ten sposób widzimy, że nie można mieć wszystkiego od razu. Jeśli chcemy mieć produkty dobrej jakości, musimy na nie poczekać. Mój proces produkcji rozpoczyna się od zerwania ziół, po przez macerację aż do finalnego ubicia ich z masłem. Potem wkładam to do słoiczków, zakręcam, naklejam etykietę. Jest to więc na maksa slow kosmetyk, który jest przemyślany i nad którym pracuje swoimi rękami. 

W Twojej opowieści najbardziej wybrzmiewa ten zwrot się w stronę natury, to jak silną ludzie mają tego potrzebę. To kwesta pandemii czy zaczęło się to już wcześniej. Jak myślisz, to chwilowa moda czy jednak nowy kierunek? Mam nadzieję, że to jest jeden z pozytywnych aspektów tej pandemii i że ta moda na powrót do natury nie minie. Myślę, że my tak na prawdę nigdy z tej natury nie wyszliśmy, ale został nam narzucony taki styl życia, który w pewien sposób odłączył nas od tego co naturalne. Pandemia pokazała że jak jest wolniej to też jest dobrze, że to jest potrzebne. Ludzie lepiej wyglądają, spacerują, biegają… Nie potrzebujemy niczego więcej. Oprócz tego kontaktu.

Jakie kosmetyki tworzysz? Balsam chmurka, do którego świetnie wkłada się palce. Jest również  olejek do piersi, który był właściwie pierwszym produktem. Zauważyłam, że wśród wszystkich kosmetyków dostępnych na rynku bardzo ciężko trafić na kosmetyk do pielęgnacji piersi. Wszędzie możemy dostać kosmetyki do pielęgnacji skórek, pięt, brwi, wszystkich części ciała, a tak na prawdę nie ma produktów do dbania o piersi. Zastanawiałam się nad tym skąd się to bierze, czy to jest temat tabu, czy to jest po prostu niepotrzebne. Zauważyłam, że w świadomości ogólnej piersi wiążą się z rakiem piersi, piersi pojawiają się w kontekście macierzyństwa, albo naszego niezadowolenia z rozmiaru piersi, czy też w kontekście erotycznych aspektów naszego życia. Trudno natomiast o obraz piersi wolny od takich schematów czy kontekstów. A przecież to część ciała, wyjątkowa bo bardzo wrażliwa i delikatna, ważny obszar na mapie ciała kobiet. Przez dwa lata rozdawałam kobietom swoje kosmetyki za darmo, żeby je do tego przekonać, ale olejek do piersi podbił serca Islandek od razu. Nawiązałam też współpracę z tutejszym ośrodkiem dla kobiet z rakiem piersi. Samokontrola jest ważna, a ja mam misję nauczenia kobiet tego jak dotykać, pielęgnować swoje piersi, co pozwala nie tylko o nie dbać ale również szybko wykrywać ewentualne zagrożenie. Daję im olej z opowiedzianą historia, tajemniczym zapachem. W olejku  siedzi przede wszystkim mirra, kadzidło i olejek różany. Kobieta nakłada olejek na piersi, dba o nie, nawilża je. Czas na to żebyśmy wzięły swoje piersi w swoje ręce. 

Jest balsam, jest olejek. Znajdziemy coś jeszcze? Mam mało produktów i na tym się zatrzymam. Dziewczyny często proszą mnie o kosmetyki, Masza, zrobisz mi krem do buzi, ale tego jest na rynku tyle, że ja odsyłam je do firm sprawdzonych przeze mnie. Skoro te marki są świadome i wiedzą co robią, to dlaczego mam ich nie polecić? W moim przypadku to nie są tylko kremy zamknięte w ładnym słoiczku z etykietą, to są rytuały dbania o siebie, moim celem jest rozsyłanie delikatnego dotyku, balsam w kostce jest po to aby uczyć się dotyku swojego ciała. My często nie mamy nawet 15 minut dla siebie, a tym balsamem trzeba popracować. Bycie czułym wobec siebie jest niezbędne. Moje kosmetyki są narzędziem do okazywania sobie czułości. Minimalistyczne składy mają sprawić, że to jest dla każdego, bo im mniej tym lepiej. Bazy kosmetyków są takie same, podstawowe. Moich kosmetyków można spokojnie używać do pielęgnacji dzieci.

Czego ci życzyć w tym przełomowym momencie? Asia Okuniewska polecając Twoje kosmetyki wywołała chyba jakąś falę w Simple Things Botanical Care? Rzeczywiście dużo się wydarzyło, dzięki Asi, wiele nowych osób. Wszystkie słuchaczki Asi to jest miód na moje serce! Życz mi więc cierpliwości i wytrwałości w ukończeniu aromaterapii. I tego żeby produkty wychodziły w czasie… reszty mi nie trzeba, resztę mam. I jeśli mogę użyć tego medium rozmowy z Tobą, chciałabym powiedzieć jak fajna jest współpraca z kobietami, ile to mi dobrego zrobiło w życiu. Nawet nasza rozmowa! Moja firma powstała dzięki wsparciu innych kobiet. Zamknął się krąg – ja pracuję z kobietami, starając się zrozumieć ich potrzeby, a one sprawiają, że mam dla kogo tworzyć moje kosmetyki. 

Słowa: Weronika Zajkowska 

Zdjęcia: Klaudia Kaczmarek 

Strona: https://www.instagram.com/simple_things_botanical_care/

Kategorie
Kosmetyki / Natura / Rzeczy
Udostępnij