Rozkwitający skwer Eki z Małeki w rękach mieszkańców

Ławki, zieleń czy fontanna? Miejsce dla turystów czy lokalnej społeczności? Marzeń i oczekiwań mieszkańców Łazarza wysłuchał zespół konsultacji społecznych. Legendarny skwer Eki z Małeki zyskał kolejną szansę, by zaspokoić potrzeby mieszkańców. Porozmawialiśmy z Haną Rzepecką i Arturem Brzyskim, którzy na podstawie badań wytyczyli kierunki rozwoju miejsca. 

Opowiedzcie proszę o samym projekcie i czemu się nim zajęliście. Hana: Jest to kontynuacja prac, które robiłam w 2015. Uczestniczyłam w przygotowaniu projektu i wtedy odbyły się pierwsze konsultacje z mieszkańcami. Był to etap, który jest zrealizowany, wtedy też odbyła się pierwsza przebudowa. Plac z niedostępnego i ogrodzonego został oddany mieszkańcom. Z racji tego, że wchodzi tutaj strefa płatnego parkowania i będzie zmieniany ruch, postanowiono odświeżyć ten placyk i zrobić wokół tego konsultacje. We wrześniu odbył się tu Parking Day i został połączony z konsultacjami społecznymi. 

Artur: Podczas Parking Day zaaranżowano nowy układ dróg. Był prototyp i potrzeba sprawdzenia czy i jak ten układ będzie działał po wprowadzeniu strefy płatnego parkowania. Proces był niezależny, ale była to okazja do zbierania danych.

H: Podczas Parking Day zostały wyłączone te ulice i odbył się tam event. To znaczy, że wydarzyło się dokładnie to, czym może być to miejsce teraz.

A: Urząd Miasta zdecydował się się na dość unikalny w Poznaniu sposób projektowania zmian. To znaczy, że najpierw zapytano ludzi czego chcą, a dopiero później zaczęto projektowanie. Czyli odwrotnie niż w typowych konsultacjach społecznych, w których najpierw się projektuje, a dopiero potem pyta.

Na czym polegała wasza praca w tym projekcie? H: Razem z Dorotą przeprowadziłyśmy 21 wywiadów i zrobiłyśmy ankiety, w których pytałyśmy mieszkańców o ich marzenia i oczekiwania względem tego placu. Ankiety były zbierane w internecie, ale i osobiście. Wykorzystałyśmy ten Parking Day, a także rozniosłyśmy je do skrzynek we wszystkich klatkach wokół skweru, po to by dotrzeć właśnie do tych osób, które są nim najbardziej zainteresowane.

A: Moją rolą natomiast było przełożenie treści tych wywiadów na wnioski, z którymi mogli pracować architekci i ci, którzy zarządzają programem tego miejsca. Wyciągnęliśmy w sumie 112 unikalnych wniosków, około połowa dotyczyła preferencji i oczekiwań mieszkańców wobec architektury, a druga połowa programu.

H: Te wnioski przepracowaliśmy na warsztatach wraz z mieszkańcami, aktywistami, architektami oraz reprezentantami ZDMu, więc z wszystkimi tymi, którzy są odpowiedzialni za ten projekt, którzy działają wokół tego miejsca.

A: Zinterpretowaliśmy sobie, które wnioski są szczególnie istotne i mają wytyczyć kierunki i strategie rozwoju tego skweru. Jednym z kluczowych wniosków było to, że to miejsce ma zachować charakter sąsiedzki i lokalny, ponieważ tuż obok buduje się dużą przestrzeń publiczną, którą będzie Rynek Łazarski. 

H: To ważne, żeby ta przestrzeń była komplementarna wobec innych przestrzeni Łazarza, takich jak Park Wilsona czy Arena.

A: To co szczególnie zapamiętałem z warsztatów to porównanie do placu Asnyka na Jeżycach, który został zaprogramowany do spełnienia jednej funkcji. Jest tylko placem zabaw, ogrodzonym i zamykanym o określonej godzinie, a był jedyną szansą na przestrzeń publiczną na Jeżycach. Ta szansa została odebrana przestrzeni jeżyckiej, stąd nasz cel, żeby nie zaprogramować tego pod jedną funkcję. Na podstawie warsztatów i wniosków zbudowaliśmy z Hanką rekomendacje dla architektów.

H: Zbudowaliśmy też rekomendacje dla Urzędu Miasta dotyczącą programu. Zamiast wytycznych wyłącznie dla architektów, pojawiła się potrzeba kontynuacji animacji tego miejsca. To ważne, żeby skwer zachował swoją funkcje i historie. Powstały wytyczne, które architekci powinni spełnić, żeby umożliwić realizację dalszych wydarzeń wokół skweru, przez kogoś kto się tym zajmie. 

A: Naszą ambicją było wprowadzenie nowego standardu tego jak powinno się prowadzić tego typu procesy partycypacyjno-projektowe. Pełne wyniki badań i rekomendacje umieściliśmy w internecie, są dostępne dla wszystkich, do ściągnięcia i do zweryfikowania. Uważamy, że każdy kto uczestniczył w tym projekcie i jest zainteresowany powinien zbadać czy architekci uwzględnili to w swoim projekcie. Projekt będzie niedługo upubliczniony, a my sami go jeszcze nie widzieliśmy.

H: W marcu poprowadzimy kolejne warsztaty, podczas których będziemy weryfikować czy to co wyniknęło w projekcie, odpowiada temu, co było przez nas rekomendowane i co pojawiło się na warsztatach i w rozmowach. 

Czy zakładaliście jakie będą efekty tych spotkań z mieszkańcami? H: Właśnie dlatego pracujemy razem. Jestem projektantką, więc nie mogę takich rzeczy robić sama, bo mogłabym je wymyślić. Artur natomiast jest bardziej analityczny.

A: Było nam to zarzucane, że mamy swój światopogląd i miastopogląd i staraliśmy się go narzucać. Absolutnie tak nie było i metoda, w której pracujemy jest na to odporna. Wszystkie rekomendacje mają za sobą konkretne wypowiedzi mieszkańców. Żadna z rekomendacji nie jest tak naprawdę nasza. 

H: Jest głosem miasta, interpretacją opartą o badania i wyniki badań. Jedyne na co sobie pozwoliliśmy to, do niektórych pomysłów dołożyliśmy inspiracje jak by to mogło wyglądać. Na podstawie tego co już zostało powiedziane, pokazaliśmy jak można zrealizować daną potrzebę i oczekiwania mieszkańców. Zrobiliśmy to bardzo ogólnie, bo nie chcieliśmy narzucać konkretnych rozwiązań.

A: Kilka pomysłów, które mogłyby rozszerzyć myślenie architektów i to była jedyna rzecz od nas. Jeśli chodzi o interpretacje nie wykraczaliśmy poza wyniki badań. 

H: Artur otrzymał od nas surowe dane, stąd pewność, że nic nie zostało wymyślone. Warto podkreślić, że ten sposób zbierania danych, mimo tego że była tam ankieta, miał charakter jakościowy, a nie ilościowy. 

A: Potraktowaliśmy to jako sygnały, do tego jakie potrzeby i oczekiwania występują w tej lokalnej społeczności, ale w żadnym miejscu nie mówimy, że któraś z tych potrzeb jest ważniejsza od drugiej. Nie wartościowaliśmy tych potrzeb, zebraliśmy wszystkie w konkretnej strukturze i to architekci muszą zdecydować, które z tych będą chcieli wziąć pod uwagę, i przede wszystkim, które są możliwe do zrealizowania.

H: Może wytłumaczymy też mechanizm potrzeb. Mówimy o nich, a tak naprawdę zrobiliśmy wielką chmurę cytatów i staraliśmy się z nich wyciągnąć, co może się za nimi kryć.

A: To była inżynieria wsteczna. Na podstawie wybranych cytatów zastanawialiśmy się jakiego typu to jest potrzeba i jakie za nią idzie oczekiwanie. Wyszliśmy z założenia, że każdy może inaczej wyobrażać sobie spełnienie danej potrzeby i tym nazywamy oczekiwanie. Połączenie potrzeby z oczekiwaniem jest dla nas wnioskiem. Wrzuciliśmy pełną tabelę na ekizmaleki.pl i można sobie to przejrzeć. 

Na co teraz czekamy? H: Na gotowy projekt i później sprawdzimy czy to realizuje nasze wnioski. Odbędzie się to z udziałem mieszkańców, bo to jeszcze nie jest ostateczna decyzja.

A: Architekci przedstawią projekt, a naszym wyzwaniem będzie znaleźć formę interpretacji. Dla nas też jest to ambitne zadanie, bo wchodzimy na konsultacje społeczne i widzimy jak wyglądają. Boimy się, że pokazanie projektu rozpocznie dyskusje o układzie komunikacyjnym, a nie o przestrzeni. To jest ryzyko w tym projekcie, bo niezależne od tego co zaproponują architekci, liczba miejsc parkingowych się zmniejszy. My nie narzuciliśmy konkretnego układu komunikacyjny tego miejsca; te zmiany i tak by się zadziały. To jest wyzwanie, żeby architekci dostali taką dawkę informacji, która pozwoli im znowu w swoich ramach ten plac jeszcze ulepszyć. Takie projektowanie stosowane jest w IT czy w projektowaniu produktów, ale nie w mieście. Trzeba przeprowadzić konkretne konsultacje z mieszkańcami, więc jeżeli jest możliwość przeprojektowania tego placu, to my proponujemy to zrobić w ten sposób. Najpierw zaczerpnąć opinii i zbadać te potrzeby i oczekiwania osób, którzy są interesariuszami tej przestrzeni, a dopiero później przerobić to na rekomendacje, a finalnie na przestrzeń. Mamy nadzieje, że metoda którą narzuciliśmy i w którą wierzymy stanie się bardziej powszechna w projektowaniu. 

W Poznaniu to jest pierwszy taki projekt? H: Pierwszy. O tyle jest to ciekawe, że zaczął się pięć lat temu konsultacjami i od początku wiedzieliśmy, że to co jest teraz to prototyp tego, co może się wydarzyć w przyszłości. 

A: Na stronie można zobaczyć, jak ten plac wyglądał pierwotnie, jak wygląda dziś i jak tylko pojawi się projekt to wrzucimy go na stronę, żeby zobaczyć jak będzie wyglądał. To też jest nowa sprawa, że chcemy komunikować te zmiany. 

H: To nie było w zakresie naszego projektu, robimy to dodatkowo, trochę dla siebie, ale bardziej dla mieszkańców. 

A: Fajnie jest pokazać, że można inaczej prowadzić ten projekt, a przez to zmniejsza się ryzyko odrzucenia i niezadowolenia mieszkańców.

Rozmawiała: Karolina Łapińska

Zdjęcia: Zespół Eki z Małeki, Łukasz Trusewicz, kultura.poznań

Kategorie
Miasto / Projektowanie / Warsztaty
Udostępnij