Rolą projektanta jest powiedzieć: „stop”. Paweł Grobelny stawia na mikroskalę

Prosto i użytecznie. Żadnych designerskich fajerwerków. Ze skromnych siedzisk Pawła Grobelnego można korzystać m.in. w paryskiej La Défense, szanghajskim parku i poznańskim Chwaliszewie. Jako spec od przestrzeni publicznej Grobelny zbiera liczne nagrody za szacunek dla kontekstu. Kreatywnym spojrzeniem na miasto zaraża jako kurator wystaw, wykłada na warszawskiej ASP, dom i pracownię ma w Poznaniu. Polakom mówi: „patrzcie na Paryż”.

Rozmawiał: Jakub Głaz

Zdjęcia: Michiel De Cleene

Często porównujesz swoje projekty do wirusów. Mają zarażać nową jakością, ale to bardzo skromne i nieliczne realizacje. Oddziaływanie takich prac wzrośnie, gdy będzie ich znacznie więcej. W Polsce dopiero zaczyna się czas projektów w tej skali. Dotąd liczyły się wielkie reprezentacyjne realizacje: ulice, place, bulwary. Zapomniano o mniejszych przestrzeniach, także tych w rozmiarze mikro. Teraz to na nich trzeba skupić uwagę.

Te pokazowe place nie bardzo nam wyszły. Właśnie dlatego, że nie realizowano projektów dla mniejszych przestrzeni. To cenny poligon doświadczalny, na którym można testować pomysły i realizacje. Miejsc w skali mikro bardzo brakuje w mniejszych miastach. W centrum mamy świeżo wybetonowany rynek, na którym można sobie robić zdjęcia, a kilkadziesiąt metrów dalej – totalnie zaniedbana przestrzeń, mimo że budynki bywają odrestaurowane.

Nie wiemy, jak sensownie zaprojektować ławki, zieleń, chodniki? Nie tylko my. Tyle, że inni zdali sobie z tego sprawę. W Paryżu od czterech lat istnieje w urzędzie miasta jednostka, która zajmuje się eksperymentowaniem w przestrzeni publicznej. Jej szefem jest scenograf Jean- Christophe Choblet. To cenne, bo ma inne spojrzenie na problem. Przed pracą w urzędzie sprawdził się, tworząc m.in. miejską plażę nad Sekwaną. Jego zespół jest interdyscyplinarny. Oczywiście, pracują tam urbanista i specjalista od krajobrazu, działa kilku projektantów, z tym, że zajmują się głównie meblami. Ale są też psychologowie i socjolodzy. Tego zespołu pewnie by nie było bez wsparcia Anne Hidalgo, mer Paryża, która postawiła na uspokajanie ruchu, zieleń, udogodnienia dla pieszych i rowerzystów. Dzięki jej polityce Choblet nie działa na zlecenie, tylko wszedł do urzędu. Wprowadza przestrzenne wirusy w strukturę miasta. Sam jest wirusem zmieniającym urząd. Out Door Kino Grimbergen, Belgia 2012 r. Plenerowe kino przytwierdzone do modernistycznego centrum kultury BKSM Strombeek. Zadaszone siedzisko pozwala oglądać filmy wyświetlane w budynku (dźwięk emitowany jest tylko na zewnątrz), także po godzinach otwarcia galerii.

Co konkretnie robi? Odwróćmy pytanie. Czego nie robi? Na przykład nie organizuje wielkich konkursów. Więcej: czasem podważa ich sens. To reakcja na przeobrażenie placu Republiki w 2013 r. Kompletna metamorfoza: z objeżdżanej przez samochody wyspy plac stał się miejscem spotkań i wypoczynku. Choć paryżanie odebrali go bardzo pozytywnie, to projekt ma swoje minusy, Nie wszyscy mają dostęp do tej odgórnie zaplanowanej przestrzeni, są grupy wykluczone. Żeby nie powtórzyć błędu, postanowiono, że planowana transformacja siedmiu paryskich placów obędzie się bez wielkiego otwartego konkursu. W zamian Choblet zaproponował zawody dla czterech interdyscyplinarnych zespołów, które mają nakreślić wytyczne: co się sprawdzi, co jest naprawdę potrzebne.

Francuzi przestawili się na nowe myślenie o przestrzeni publicznej w ciągu ostatniej dekady. U nas się nie udało.Bo wszyscy oczekiwali dużego szybkiego efektu i postawili na bardzo widoczne, ale niedopracowane rozwiązania. Winni są m.in. urzędnicy. Ale też architekci, projektanci i urbaniści – przyzwyczajeni do takiego podejścia.

Mamy pracownie umiejące robić przestrzeń publiczną? Z tym jest kłopot. Problem zaczyna się chyba na etapie edukacji. Nie orientuję się dokładnie, jak kształcą polskie politechniki, ale chyba nie są nastawione na projektowanie przestrzeni. Trudno znaleźć poświęcone jej prace na wystawach semestralnych. Brakuje szkół, które kształcą w tej dziedzinie. Są jedynie pracownie w ramach uczelni, sam taką prowadzę w Warszawie, ale nie jest to osobny wydział.

Inaczej niż w Lyonie, gdzie studiowałeś. Akademia sztuk pięknych jest tam podzielona na dwa wydziały. Pierwszy to sztuki wizualne, a drugi nazywa się Design d’Espace i zajmuje się wyłącznie projektowaniem przestrzeni publicznej. Uczelnia ściąga z całego kraju wykładowców i projektantów zajmujących się tym tematem. Kto we Francji chce zajmować się przestrzenią publiczną, w pierwszej chwili myśli o studiach w Lyonie.

Co Cię skłoniło, żeby zająć się tą dziedziną? Zacząłeś w Polsce od mebli, typowego wzornictwa. Interesowało mnie to już podczas studiów na poznańskiej ASP, miałem pomysły na zmiany w centrum Poznania. Bezskutecznie szukałem pracowni, które zajmowałyby się takimi sprawami; wyjazd do Lyonu w 2003 r. był więc bardzo przemyślany. Pobyt tam i kontakt ze świetnymi wykładowcami przekonały mnie, że to była dobra decyzja: we Francji jest większa otwartość na interdyscyplinarność. W Polsce tego w ogóle nie było. Miałem zajęcia z psychologiem badającym zachowania w przestrzeni, kiedy u nas o tym nikt nie mówił. Dopiero teraz takie podejście przenika do szkół. Sam zorganizowałem na uczelni kilka zajęć z antropologami, socjologami miasta. Projektowanie zaczyna wreszcie czerpać z dorobku kognitywistyki.

Krótko mówiąc: jesteśmy spóźnieni. A Ty, po francuskiej uczelni, wkraczasz cały na biało i dostajesz nagrody. Za co jurorzy doceniają Twoje prace? (…)

 

Za co prace Pawła Grobelnego doceniane są na całym świecie?
Czym różni się polski klient i relacja z nim od zagranicznego? 
Czy jesteśmy gotowi na wdrażanie paryskich i ekologicznych rozwiązań? 

 

Przeczytaj cały artykuł w drukowanej wersji magazynu Kraft!

Już teraz możesz kupić w Locum Concept Store: KLIK
Poznaj listę miejsc, gdzie dostaniesz nas stacjonarnie: KUPISZ NAS TU!

Kategorie
Ludzie / Projektowanie / Świat
Udostępnij