Risk Made in Warsaw X Kobas Laksa: Początek rozmowy o miejskiej naturze

„Gigantyczne zjawisko wielkiego miasta będzie się rozwijać wśród radosnej zieleni” pisał Le Corbusier w latach 20. XX wieku. Podejrzewamy, że czytający te słowa, a sto lat później mieszkaniec miasta, jeśli się uśmiechnie, to nie radośnie, tylko raczej gorzko, patrząc na betonowy śmietnik i kikut po wyciętym drzewie, po czym zamknie okno, by nie wpuszczać do domu smogu. My jednak uważamy, że teza szwajcarskiego architekta i urbanisty wcale nie była aż tak naiwna. 

Miasto nie tylko może, a wręcz musi rozwijać się wśród zieleni.

„Nie ma przyszłości bez natury, a nie ma natury bez zmiany funkcjonowania miast” – mówi Antonina Samecka, współzałożycielka Riska. Ta przyszłość zależy zarówno od podejścia władz, urbanistów, aktywistów, jak i mieszkańców, którzy chcieliby mieć dokąd pójść na spacer z psem. Teraz, gdy natura wymusiła na nas zmianę nawyków, mamy szansę, by przemyśleć swoje nastawienie i zacząć wprowadzać przyjazne środowisku rozwiązania. A jest się czym inspirować! W centrum Mediolanu powstał las. Tyle, że pionowy.

Las w mieście

„Bosco Verticale”, to zaprojektowane przez architekta Stefano Boeriego dwa wysokie budynki mieszkalne, które od zwykłych blokowisk różnią się tym, że ich tarasy mieszczą ponad 20 tysięcy roślin i 900 drzew (niektóre osiągają nawet 9 metrów!), skutecznie walczących ze smogiem i redukujących emisję CO2. Singapurska organizacja National Biodiversity Centre, kierowana przez zwaną tamtejszą „matką natury” dr Lenę Chan, od 2009 roku wdraża akcję tworzenia zielonych przestrzeni w miejscach zagarniętych dotąd przez betonową dżunglę. Dzięki temu w Singapurze, metropolii o połowę mniejszej od Londynu, jest teraz więcej rodzimych gatunków roślin i ptaków niż w całych Niemczech. W Seulu, w miejscu gigantycznej autostrady powstała rzeka otoczona terenami zielonymi i przestrzenią dla mieszkańców. Dzięki tej rewitalizacji średnia temperatura okolicy spadła o ponad 3°C, za to znacznie wzrosła liczba gatunków ryb (z 4 do 25), ptaków (z 6 do 36) i owadów (z 15 do 192). Takich budujących – dosłownie i w przenośni – historii jest znacznie więcej.

Rozwój miasta jest możliwy dzięki ludziom, którym zależy na tym, by dobrze się w nim żyło. Pradziadek Antoniny Marcin Weinfeld był tuż po zakończeniu II wojny światowej naczelnikiem wydziału w Ministerstwie Odbudowy, a następnie głównym architektem w Komitecie Budownictwa, Urbanistyki i Architektury. – Kwestię dbałości o funkcjonowanie Warszawy mamy więc w genach. Współzałożycielka Risk made in Warsaw, Klara Kowtun, dodaje: „Miasto to nasze środowisko naturalne. Nie da się nie mieć zdania na temat tego, jak działa. Nie trzeba być ekologiem, by doceniać przyrodę, ani specjalistą, by świadomie odbierać miejskie przestrzenie.” By opowiedzieć naszą eko Warszawę zaprosiłyśmy do współpracy Kobasa Laksę, artystę znanego z postapokaliptycznych fotomontaży.

„Risk to opowieść o dziewczynach w mieście, a ja jestem miasta uważnym obserwatorem.” – mówi Laksa.

„Moje prace tworzą klimat grozy – także dlatego, że praktycznie nie ma w nich zieleni.” – stwierdza artysta i dodaje: „Miasto jest żywym organizmem, z którym łączy nas symbioza. Z jednej strony to my utrzymujemy je przy życiu – takie miejsca jak Detroit bez ludzi powoli umierają… Z drugiej strony niszczymy tkankę miejską intensywną i nieprzemyślaną rozbudową, zaniedbaniem już istniejących obiektów i masową wycinką drzew. Badam miejskie anomalie” – mówi Kobas Laksa.

„Od jakiegoś czasu obserwuję, że jest tu coraz mniej owadów i ptaków. To niepokojące. Przyglądam się, jak natura próbuje przebić się przez beton.” – dodaje. Co i kto może jej pomóc? „Miasto żyje dzięki idealistom. Nie tylko aktywistom czy ludziom kultury. Śmieciarz, piekarz, lekarz – wszyscy kształtujemy miejsca, w których mieszkamy. W tym projekcie mówię o wspólnej zależności miasta i człowieka. Nowością jest fakt, że tym razem tego człowieka pokazuję.” I to konkretnego.

Bohaterki projektu

Na bohaterki prac Kobas wybrał „wyraziste, miejskie osobowości: dziewczyny, które zarówno miasto tworzą, jak z niego korzystają”, jak dziennikarka i prezeska Fundacji Nowej Kultury Bęc Zmiana Bogna Świątkowska, dla której „relacja z miastem jest jak relacja z człowiekiem – powinno się je próbować zrozumieć.” Przed obiektywem artysty stanęły też reżyserka, pedagożka teatru, twórczyni Teatru 21 Justyna Sobczyk, badaczka street artu i sztuki w przestrzeni publicznej, prezeska Fundacji Puszka Aleksandra Litorowicz, piosenkarka Alicja Boratyn, makijażystka i stylistka Karolina Wałach, freelancerka Aniela Czartoryska i współzałożycielka Riska, Klara Kowtun.

„Fotomontaż pozwala stworzyć złożoną opowieść, nawet jeśli na pierwszy rzut oka widać na nim po prostu dziewczyny na tle miasta. Każda praca – i każda postać – opowiada trochę inną historię.” – mówi Kobas.

Fotomontaże odzwierciedlają zarówno relacje bohaterek z miastem i naturą, jak osobiste skojarzenia artysty. Można wypatrzyć na przykład plakaty miejskich akcji zorganizowanych przez Bognę Świątkowską i Justynę Sobczyk czy próbować rozpoznać przedstawione w nieoczywistych ujęciach warszawskie budynki i pomniki. Wszystkie jednak łączy poczucie „gęstości, multiplikacji miasta”, która fascynuje Kobasa jako artystę, a niepokoi jako człowieka.

„W tym, co stanowi naturalność miejskiej rozbudowy, widzę coraz więcej patologii, jak brukowanie kostką Bauma czy wyrywanie drzew z korzeniami, przez co duże połacie miasta nie stają się ani bardziej atrakcyjne, ani inspirujące. Omijam takie miejsca i nawet nie wyciągam aparatu.” Można za to wyciągnąć wnioski. Prace Kobasa są dla nas początkiem rozmowy o miejskiej naturze. Ich interpretację pozostawimy wyobraźni mieszkańców miast, którzy chcą w nich funkcjonować coraz sensowniej.

Słowa: Redakcja, RISK

Zdjęcia: RISK, Kobas Laksa

Kategorie
Miasto / Projektowanie / Świadomość
Udostępnij