Porozmawiajmy o pszczołach – poznacie pasiekę Lisie Nory

W ramach cyklu „Porozmawiajmy o pszczołach” zapraszam Was na rozmowę z Szymonem Radziewiczem, pszczelarzem i właścicielem pasieki „Lisie nory”. Podzielił się z nami swoją wiedzą, opowiadając o życiu pszczół, ich zwyczajach i rolach jakie odgrywają w ulu. Szymon w swojej pracy wykazuje się ogromną miłością i szacunkiem do tych niezwykłych owadów, a to co i jak opowiada jest niezwykłe – czytajcie i dowiadujcie się. 

Moje pierwsze pytanie będzie dosyć standardowe, ale niech nas zaprowadzi dalej: jak to się zaczęło? Kilka lat temu, kiedy wprowadziliśmy się na tę działkę i zaczęliśmy tworzyć na niej ogród. Posadziliśmy rośliny, założyliśmy szklarnię i zorientowaliśmy się, że nie ma na niej pszczół. Kupiłem więc pierwszą pszczelą rodzinę. Niestety zostałem oszukany, trafiłem na handlarza, któremu zależało na zysku, a nie na dobru pszczół, była to więc słaba rodzina. Na szczęście później spotkałem wspaniałego człowieka, Konstantego, pszczelarza z pasją, który wszystko mi pokazał, podzielił się ze mną swoją wiedzą, przekazał to, co powinno się wiedzieć zakładając pasiekę. I tak się zaczęło, 6 lat temu od dwóch uli, dziś jest ich 120. 

Masz je tutaj, na tym podwórku? Na posesji mamy szkółkę, młode rodzinki z tego roku. Pozostałe pszczoły są w pasiekach wędrownych, rozmieszczonych w różnych miejscach na Podlasiu, między innymi w Sejnach, Gródku i Hajnówce. Maksymalna ilość uli na pasieczysku to 20, po pierwsze dlatego, że bardzo trudno byłoby zająć się większą liczbą rodzin  jednego dnia, a po drugie gdyby na danym pasieczysku było więcej pszczół, mogłyby zacząć ze sobą konkurować. Pszczoła lata do 3 km, z tym że do 1,5 km są te loty opłacalne. Jeżeli leci dalej niż 1,5 km to musi  wziąć ze sobą więcej miodu na paliwo, niż przyniesie nektaru. 

Pszczoły są w takim razie niezwykle inteligentne. To jest niesamowite wiesz? Zapraszam na przegląd na pasiekę, sama się przekonasz, to jest coś niesamowitego, każdy to powinien zobaczyć. Mówi się, że to po prostu owada, a one są rozumne, inteligentne, potrafią liczyć, rozpoznają twarze. Mimo że w sezonie pszczoła żyje 5 tygodni, ze względu na to, ile pracy musi wykonać. Te pszczoły, które się teraz urodziły, czyli wygryzły ze swoich komórek, będą żyły pół roku, przezimują, ogrzeją matkę i wychowają wiosenne pokolenie pszczół, bo nie będą musiały pracować w polu. 

Zastanawiam się nad tym,  czy na Podlasiu jest dużo pasiek? Tak, nawet tu w okolicy. 

A pszczoły w miastach – zdarza się? Naturalnym miejscem dla pszczół jest las. Z tym że, już nie mamy tych prawdziwych, leśnych pszczół. My mamy zwierzęta hodowlane, półdzikie, tak zmodyfikowane przez człowieka, żeby były bardzo pracowite, bardzo wydajne, nieagresywne. To nie jest ta dzika pszczoła, od której wszystko się zaczęło. Na tym terenie występowała czarna pszczoła, rasa środkowo europejska, jest zachowana linia Kampinowska i Augustowska, ale one też nie mają zbyt wiele wspólnego z pszczelim pierwowzorem. Modyfikacje biorą się z ciekawości, chęci zysku czy  stworzenia swojej własnej linii pszczół. Niestety,  często przynoszą szkody. Jeszcze kilka lat temu mówiło się, że rodzina pszczela bez ingerencji przeżyje dwa lata, dziś nie przeżyje roku, nie wyjdzie z zimy w takiej sile żeby się rozwinąć.

Czyli te modyfikacje powodują że pszczoły są w coraz gorszym stanie? Mamy ich coraz mniej? Nie, pszczół w Polsce przybywa, w porównaniu do lat poprzednich, przynajmniej tak pokazują statystki. Bardzo dużo się hoduje pszczół, powstaje bardzo dużo małych pasiek. Należy jednak zachować ostrożność jeśli chodzi o wiarygodność tych danych. Zdarza się, że pszczelarze nie uwzględniają w swoich raportach strat poniesionych w okresie zimowym – niektóre pszczele rodziny nie przeżywają zimy i wtedy pasieki są stratne. Ich właściciele nie podają tych danych w raportach, bo utrata pszczół wiąże się z utratą dofinansowań.

Bo ja jako osoba, która do tej pory nie była w żadnej pasiece, żyję z taką świadomością, że jeśli chodzi o pszczoły jest coraz gorzej, że zbliżamy się do jakiegoś punktu zero, w którym niedługo nie będzie pszczół, albo będziemy korzystać z mechanicznych pszczół, bo takie pomysły też widziałam.. czy mamy się czego obawiać, czy to jest strach wyssany z palca? 

To nie jest strach wyssany z palca, bo w krajach europy zachodniej, rolnicy już płacą pszczelarzom za zapylanie roślin, u nas do tego za mojego życia na pewno nie dojdzie. W Polsce jesteśmy w dobrym stanie jeśli chodzi o pszczoły bo nie mamy aż tak rozwiniętego rolnictwa, jeszcze nie wytruliśmy wszystkiego, jeszcze nam się chce hodować pszczoły, niezależnie od tego czy to przynosi zyski czy nie, jeszcze mamy dziadków stuletnich, bo pszczelarze tak żyją, którym się chce chodzić przy tych pszczołach, których to bardzo często trzyma przy życiu. Bardzo często powstaje też dużo dużych pasiek, nastawionych na zysk, ale z tym w pszczelarstwie bywa różnie. 

Jak wygląda typowy dzień pszczelarza? Zaczyna się bardzo wcześnie, w sezonie wyruszam zazwyczaj o 5 rano. Po pierwsze dlatego, że pracy jest bardzo dużo, po drugie dlatego, że o tej porze nie jest jeszcze tak gorąco. O 6 ku zdziwieniu pszczół zaczynamy działać. Chociaż zdarza się, że o 6 pszczoły już latają, jeśli mają pożytek towarowy, jak to się mówi między pszczelarzami, rzepak, facelię, to one już pracuję. Pszczoła lata zasadniczo od 11 stopni Celsjusza… ale wróćmy do tego czym zajmujemy się na pasiecie. Odpalamy podkurzacz, warto to zrobić, bo pszczoły boją się dymu. Jest taka ciekawa historia, że dym przypomina pszczołom o tym jak zachowują się w czasie pożaru w lesie. Muszą się wtedy najeść i mają pełne wola, przez co nie mogą się złożyć do użądlenia. Dym, którego używamy zaburza przepływ feromonu alarmowego. Możemy więc otworzyć ul, rozdzielać plastry, gniazdo, a one mimo wszystko tak gwałtownie nie żądlą. 

Macie jakieś specjalne stroje ochronne? Ciężko się w nich pracuje, z resztą – nie ma takiej potrzeby. Mamy jedynie kapelusze z siatką. Jakiś czas pracowałem bez niego, ale zdarzały mi się użądlenia w powieki, a dowiedziałem się, że użądlenie w oko może skończyć się jego utratą. Dlatego zakładamy kapelusze, często nakładamy spodnie z długimi nogawkami ze względu na inne owady. Pszczoły nie są agresywne, kiedy np wybieramy miód w ciągu słonecznego dnia, większość zbieraczek jest w polu, na łące i wtedy w ulu jest spokojnie… Miód zabieramy w ramkach, mamy ich trochę na zmianę. Dajemy im puste…przed sezonem mieliśmy około 800 ramek, które wykonaliśmy samodzielnie, część było kupionych, w sumie około 1000. Wszystkie drewniane, według mnie takie są najlepsze. Narażę się tu pewnie pszczelarzom, którzy pracują na ulach plastikowych, poliuretanowych, styropianowych… 

Czy to nie jest szkodliwe dla pszczół i dla miodu? Moim zdaniem jest.. badania pewnie można znaleźć pewnie takie i takie w zależności kto za nie płaci. Drewno jest drogie, traci swoją popularności, jest ciężkie do pracy, ale jest naturalne. Jeżeli coś się dzieje z rodziną, choruje w czasie zimy, obumiera, to ja taki ul skrobię od środka i opalam ogniem, w ten sposób odkażam i szykuję dla kolejnej rodziny. W przypadku sztucznych uli, trzeba kupić kolejną chemię, która się tym zajmie. Drewno przyjmuje wilgoś, oddaje wilgoś wtedy kiedy trzeba. Mamy coraz więcej świadomych klientów, którzy wiedzą, ze lepiej zapłacić 5 zł więcej i kupić naturalny miód, od pszczół, które mieszkają w naturalnym drewnie, niż oszczędzić i dostać miód z plastiku. Co więcej my leczymy nasze pszczoły naturalnie, nie używamy chemii. Wykorzystujemy tymol, kwasy organiczne. 

Na co mogą chorować pszczoły? Mają bardzo dużo chorób. Większość z nich jest wywoływana przez Varroa destructor, gatunek pajęczaka, który żeruje na pszczołach. Ul należy rozpatrywać jako jeden organizm, jedno zwierzę. Jeśli jest słaby, za mały, jeśli coś się dzieje z matką, to tak jak w każdym organizmie różne choroby się pojawiają. Na szczęście pszczoły mają swoje cudowne lekarstwo, najskuteczniejsze na świecie i jest nim propolis.

A co dzieje się z miodem, zanim trafi do słoików? Przywozimy go w ramkach tu na miejsce. Zrywamy tak zwany zasklep – każda komórka jest w plastrze traktowana indywidualnie, pszczoła zamyka ją wieczkiem woskowym, pszczoły naszych ras zostawiają tam pęcherzyk powietrza, a pszczoła kaukaska zamyka to wszystko na mokro. Każdy gatunek ma swój styl. Zrywamy więc ten zasklep tak zwanym widelcem, wstawiamy taką ramkę do wirówki i pod wpływem siły odśrodkowej ten miód zostaje oddzielony od ramki. Miód spada na dwa sita, które odsiewają to, co nie powinno się znaleźć w słoiku – pszczele nóżki na przykład, czy wosk. 

Czy osoby, które mieszkają w mieście, nie mają żadnego kontaktu z pszczołami na codzień, mogą robić coś, żeby tych pszczół było więcej, albo żeby przylatywały do ogródków w miastach i zapylały rośliny? Trzeba pamiętać, że nie tylko pszczoły zapylają, co więcej są bodaj najgorszymi zapylaczami, ale ze względu na to, że jest ich tak dużo to robią swoją robotę. Jest mnóstwo gatunków dzikich pszczół, są też trzmiele. Co można robić? Dużo ludzi ma swoje ogrody, w których coś tam uprawiają, i opryskują kwiaty tych roślin w ciągu dnia – to zabija pszczoły. Pszczoła opryskana nawet czystą wodą, tarci swój zapach, nie trafia do ula, nie zostaje do niego wpuszczona. Bądźmy więc ostrożnie z chemią, jeśli musimy opryskać swój ogród, zróbmy to w nocy, bo pszczoły wtedy nie latają. 

Rozmowę kończymy degustacją plastra z miodem… 

Słowa: Weronika Zajkowska 

Zdjęcia: Ewa Lorenc 

Strona: https://www.facebook.com/Lisie-Nory

Kategorie
Ludzie / Natura / Zdrowie
Udostępnij