POLAND CALLING: Szlakiem berlińskiej twórczości – Zuzanna Kotecka, założycielka „Nomads at Home” o definicji domu i wolności w biznesie

Nowy Rok z przytupem! Rozpoczynamy nowy, duży cykl, w którym przedstawimy Wam berlińskie zakamarki, gdzie znajdziecie polskie marki i projektantów, którzy podbili serca stolicy Niemiec. Pamiętacie film Berlin Calling? Przyszedł czas na nas. Wszystko za sprawą naszej wysłanniczki: Natalii Dorockiej. Zaczynamy od wywiadu z wyjątkową architektką.

Zuzanna Kotecka / architektka mieszkająca w Berlinie. Twórczyni projektu „Nomads at Home” skierowanego do współczesnych nomadów – osób często przeprowadzających się, żyjących „na walizkach”. Pomaga ekspatom stworzyć ich własny dom w obcym kraju. W ramach „Nomads at Home” prowadzi bloga z poradami, projektuje wnętrza oraz organizuje warsztaty urządzania pokoju dziennego.

Jak powstało Nomads at Home? Wszystko zaczęło się od tego, że kiedyś pracowałam w dużym biurze architektonicznym. Projektowaliśmy przestrzenie użytkowe głównie dla dużych, znanych marek. To była dobra, interesująca praca, lecz bardzo wymagająca, z drastycznymi terminami i nie aż tak twórcza. Jestem typem osoby kreatywnej i potrzebowałam bardziej indywidualnego kontaktu z klientem. Zaczęłam się zastanawiać, co zrobić, by pójść swoją drogą. W tym samym czasie, rozmawiając z moimi znajomymi, zrozumiałam, że wiele osób nie potrafi odnaleźć się w tym mieście, nie czuje się w nim jak w domu. Wynajmują mieszkania, z których często muszą się co kilka miesięcy przenosić. Znam ten ból, ponieważ sama wcześniej przez pięć lat co roku się przeprowadzałam. W pewnym momencie poczułam potrzebę stworzenia sobie tej bardzo istotnej bazy. Teraz Nomads at Home ma już ponad rok. Na początku był to blog, jeździłam do ludzi i przestawiałam im meble. Z czasem mój wolontariat zamienił się w biznes, dziś oferuje szeroki zakres usług takie jak warsztaty, ebooki z gotowymi rozwiązaniami czy usługi projektowe.

Nomads at Home powstało w Berlinie. Czy to też był impuls? To miasto, o którym mówi się, że nikt nie zostaje w nim “na zawsze”. To fakt, często młodzi ludzie przyjeżdżają tutaj zdobywać nowe doświadczenia, zachłystują się wolnością jaka to miasto ze sobą niesie, po czym wracają do siebie. To dobre miejsce, żeby dorosnąć, ale nie cały Berlin jest taki. Mnóstwo osób tutaj prowadzi stabilne życie, ma rodzinę, prowadzi biznes. Lubię Berlin. Być może w przyszłości czeka mnie więcej przeprowadzek, ale jeszcze nie teraz. Zainwestowałam sporo czasu, by zbudować Nomads at Home. Jak dla każdego imigranta zbudowanie zaufania wymagało więcej wysiłku i jak na razie nie chce tego porzucać.

Czy miewałaś trudne momenty i wątpliwości, że to może się nie udać w tak dużym mieście? W końcu już wiele projektów tu istnieje, więc konkurencja jest spora. Z natury jestem optymistką i nie miałam większych kryzysów. Berlin jest wielkim miastem i nawet jeśli jest tu wielu architektów wnętrz, to każdy z nas ma zupełnie inny styl, który będzie rezonować z kimś innym. Również nasza osobowość jest nie bez znaczenia. Architekt to bardzo osobisty zawód, bo często wchodzimy do prywatnych pomieszczeń naszych klientów, dociekamy, jak żyją, co lubią. Dlatego warto wybierać architekta nie tylko ze względu na dobry wygląd projektów, ale należy się również zastanowić, czy dobrze się z nim czujemy. Wiadomo, że gdy prowadzi się własny biznes trzeba być bardziej odpornym na stres i mieć odłożone oszczędności. Natomiast wolność jaką to ze sobą niesie jest nie do przecenienia.

Myślisz, że w Polsce też przyjęłaby się taka inicjatywa? Mam wrażenie, że w Polsce jest inaczej pod tym względem. Jesteśmy bardziej przywiązani do własności: ziemi, mieszkania, samochodu. Wydaje mi się, że wiecej byłoby klientów przychodzących do mnie z kupionym mieszkaniem, odłożonym budżetem z myślą o inwestycji na lata. W Berlinie ludzie się aż tak bardzo nie przywiązują do mieszkań, zdecydowana większość je wynajmuje, choć to też się powoli zmienia. Myślę, że w Polsce to byłby Nomad, ale trochę inny. A może w ogóle nie Nomad, tylko po prostu dom. Wymyśliłabym raczej inną koncepcję całego biznesu.

Projektujesz i prowadzisz warsztaty z myślą o niewielkich i tymczasowych przestrzeniach. Czy proces ich urządzania różni się znacząco od tego, jak podchodzisz do innych projektów? W obu przypadkach proces jest zawsze taki sam. Zaczynam od wywiadu i staram się zrozumieć jak dany klient żyje, czego potrzebuje i o czym marzy. Jedni uwielbiają gotować, inni jedzą tylko na mieście. Jedni lubią mieć swoje mieszkanie tylko dla siebie, inni zapraszają grono ludzi. Potem sprawdzamy, jakie mamy warunki i na co pozwala nam przestrzeń. Wiadomo, że jak ktoś marzy o wielkim lofcie, a ma jeden pokój, to nie zagra. Zrozumienie tych rzeczy to podstawa do stworzenia konceptu. Uczestnicy przychodzą z planami swoich mieszkań, więc rozwiązujemy konkretne problemy. W przyszłości zamierzam wprowadzić więcej rodzajów warsztatów. Z tego co zauważyłam, ludzie przychodzą nie tylko dlatego, że chcą mieć ładne mieszkanie. Zazwyczaj stoi za tym bardziej osobisty powód. Na przykład – wprowadzam się z moim chłopakiem, jak możemy podzielić tę przestrzeń? Czy to ja projektuję większość, a może urządzamy wszystko razem? Jak to zrobić, gdy mamy zupełnie różne style? Chciałbym iść w kierunku związanym z psychologią, pomagać ludziom rozmawiać ze sobą.

W niektórych przypadkach pewnie byłby z tego dobry reality-show. No tak, bo często takie rzeczy wychodzą w praniu.  Zaganiani codziennością nie mamy czasu przedyskutować tego, jak chcielibyśmy żyć czy jaką wizję domu chcielibyśmy stworzyć razem. Stworzenie miejsca i czasu, gdzie moglibyśmy to przedyskutować ze swoim partnerem wydaje mi się dość ważne. Zawłaszcza, że każdy z nas ma inną definicje domu. Rok temu Ikea wydała raport, mówiący, że aż jedna na trzy osoby nie czuje się jak „w domu” w swoich mieszaczkach. Dlaczego tak jest? I czego właściwie potrzebujemy, by czuć się jak w domu? Zależy mi, żeby Nomad był bardziej osobisty i dotykał tych tematów. Na wielu stronach architektów są bardzo piękne zdjęcia pustych wnętrz, ale za bardzo nie wiadomo, o co chodzi. Dlaczego te rozwiązania są lepsze lub gorsze? Kto tam mieszka, czemu się na to zdecydował?

Moment wyprowadzki „na wynajmowane” to chyba pierwszy impuls do zredefiniowania tego pojęcia. Dom rodzinny już nie jest domem, a ten nowy jeszcze nie. Jeśli nie inwestujemy niczego w urządzenie tego miejsca, zawsze będzie to tylko kilka przypadkowo ustawionych mebli. Oczywiście, też nie chodzi o to, by kupować luksusowe meble i drogą sztukę. Jednak stworzenie spokojnej oazy nawet w tymczasowym mieszaniu jest ważne. Po męczącym dniu w pracy nie ma lepszego miejsca niż dom. Nie ma wątpliwości, że posiadanie wygodnego, uspokajającego i szczęśliwego miejsca, które odpowiada Twoim potrzebom i stylowi życia, jest niezbędne. Dom jest również wyrazem naszej tożsamości. Posiadanie domu, który odzwierciedla, kim jesteśmy, może również pomóc w walce z kryzysem tożsamości kulturowej, który w pewnym momencie przeżywa prawie wszyscy emigranci.

Czy istnieją konkretne rozwiązania dla małych przestrzeni, które często stosujesz? Małe przestrzenie mogą stanowić wyzwanie, z czasem gromadzimy coraz więcej rzeczy. Kreatywność jest zawsze odpowiedzią na wiele problemów, jednak istnieje kilka podstawowych zasad. Małą przestrzeń musimy wykorzystać w całości, dlatego warto powiesić rzeczy na ścianach lub podnieść łóżko, żeby mieć dodatkowe miejsce do przechowywania. Składane elementy też są dobrym rozwiązaniem. Trochę jest już takich rzeczy na rynku i będzie się pojawiać coraz więcej. Na przykład kartonowe meble czy zestaw składanych mebli Itaka, który pokazywałam na blogu.

Jak więc postrzegasz aspekt ekologii i less waste, gdy projektujesz przestrzenie dla osób mających w perspektywie przeprowadzkę? Na szczęście mamy coraz większą świadomość ekologii i wydaje mi się, że firmy również zaczynają zwracać na to uwagę. Nawet Ikea wprowadziła możliwość wynajmowania mebli. Wiem też, że w Berlinie istnieją startupy, które również świadczą takie usługi. Jeżeli możemy znaleźć meble w second hand – to super. Wiadomo, że czasem trzeba coś kupić, ale potem można te przedmioty oddać komuś, kto ich potrzebuje. Zresztą, w Berlinie od bardzo dawna działają słynne “wystawki”. Ludzie wystawiają niepotrzebne meble na ulice, często w nienaruszonym stanie. Ma to sens, szczególnie w takim mieście jak Berlin, gdzie ludzie przyjeżdżają na dwa lata i wyjeżdżają. Jak każdy będzie kupował nowe łóżko, to będziemy niedługo mieszkać na śmietniku.

To prawda, choć przez to też większość mieszkań młodych ekspatów wygląda podobnie – materac na podłodze i wieszak na ubrania w roli szafy. To już jest taki berliński styl!

W jaki sposób więc zabrać się za tworzenie tego naszego wyjątkowego miejsca? Najlepiej jest to wszystko zaplanować wcześniej, a wiem, że ludzie tego nie robią. Jadą na zakupy i widzą niesamowitą sofę – akurat w promocji. Kupują ją, a potem okazuje się, że nie pasuje lub nie mieści się. Chwila zastanowienia się przed może okazać się zbawienna. Warto też pomieszczenie zmierzyć, narysować w skali i poeksperymentować z ustawieniem mebli, a dopiero potem iść na zakupy. Wtedy czy z architektem wnętrz czy bez, będą to słuszne decyzje.

Co poradziłabyś w kwestii urządzania wnętrz współczesnym nomadom? Na pewno żeby się nie stresować, bo błędy można poprawić. Zastanowić się nad tym, co sprawia radość i otoczyć się tymi rzeczami. A kiedy otaczasz się rzeczami, które naprawdę lubisz, czujesz się też świetnie. Wnętrza i przestrzeń mają na samopoczucie ogromny wpływ. Nie bez znaczenia są też proporcje. Gdy pojedziesz do Amsterdamu, to wszyscy zauważają jak tam jest przyjemnie, a to dlatego, że budynki wzniesiono w odpowiedniej skali. Pójdź potem na Alexanderplatz w Berlinie. Każdy czuje się w tym miejscu okropnie przez proporcje. Masz być mały jak mróweczka. Jeśli mieszka się na co dzień w przestrzeni, która nie pozwala nam się zrelaksować i czuć świetnie, to potem można mieć w życiu problemy również na wielu innych płaszczyznach. Często ludzie mają trudności z określeniem tego, co lubią. Dla nich polecam ćwiczenie przy użyciu Pinteresta. Warto poświęcić trochę czasu i stworzyć tablicę, na której zapisujesz wszystko, co ci się podoba. Nie myśląc o tym, po prostu – w tym tygodniu są to takie rzeczy, w następnym inne. Najlepiej wrzucać to do „jednego worka” i po jakimś czasie spojrzeć na ten folder jeszcze raz. Gwarantuję, że znajdziesz tam jakiś patent dla siebie i odnajdziesz swój styl.

Rozmawiała: Natalia Dorocka

Zdjęcia: Zuzanna Kotecka / Nomads at home

 

Kategorie
Ludzie / Miasto / Projektowanie
Udostępnij