Opowieść o szczęściu – historia Szczerego Pola

Dokąd idziesz?
Nie wiem – odpowiedział Włóczykij.
Drzwi zamknęły się i Włóczykij wszedł w las.
Miał przed sobą sto mil ciszy. – Tove Jansson, “Dolina Muminków w Listopadzie”

W którym momencie zaczyna przemawiać do nas głos intuicji albo wewnętrznej energii, która mówi nam o tym kim jesteśmy? Czy dopiero kiedy jesteśmy gotowi go usłyszeć? Może jest z nami cały czas, delikatnie popychając nas na ścieżkę świadomości i odkrywania. Bo czasami przecież przychodzi do nas coś, jakieś wspomnienia, jakaś chwila, albo myśl, która w swoim locie pozwala się na chwilę pochwycić. Karol swoją opowieść o szczęściu zaczyna, no właśnie kiedy? To pytanie które sobie zadaliśmy, a odpowiedzi mogą być dwie, tak jak dualne jest całe jego bycie. Pierwsza odpowiedź jest taka, że szczęście było z nim od zawsze, druga, że kilka miesięcy temu, to po prostu do niego przyszło. Szczere pole nie zaczęło się więc nie w konkretnym momencie, jest wciąż otwierającym się początkiem, rytuałem odkrywania.

Czym jest Szczere Pole? Tak najprościej, to ma być o szczęściu, po prostu o szczęściu. To wcale nie było moim marzeniem przez całe życie, to po prostu do mnie przyszło, dało mi szczęście, a ja chciałbym się tym szczęściem dzielić, rozwijać je wspólnie z ludźmi, stworzyć wspólnotę.

Zaczynamy więc naszą rozmowę o tym jak się dzielić, jak to szczęście rozwijać, co się pod tym wszystkim kryje. Szczere pole zawiera w sobie dwie ważne opowieści, jedna mówi o odwadze w stawaniu się sobą, druga o naturze, po prostu.

Karol Sławek robi świece. Świece z pszczelego wosku, naturalne, ubrane w porzuconą ceramikę, którą znaleźć można na pchlich targach… Każda świeca to inna historia, każda wybiera sobie własnego właściciela. Każda jest początkiem rytuału, pretekstem do tworzenia własnej przestrzeni, szukania siebie i odnajdywania własnej drogi. Brzmi górnolotnie, ale…

Pierwsze świece Karol wylewa w czasie pandemii. Czasu jest więcej, praca nad dyplomem w Akademii Teatralnej staje w miejscu, przychodzi do niego powiew natury, duch dzieciństwa. Bo sam Karol mówi o tym, że świece są kontynuacją czegoś co było z nim od zawsze. Kontakt z naturą, świadomość ciała i przestrzeni, potrzeba rytuału, teraz  łatwiej to nazwać, teraz można to zamknąć w wosku przelewanym do ceramicznego naczynia. Można obserwować jak świeca się pali, można eksperymentować, dodawać, odejmować. W końcu powstaje receptura, która zamienia pszczele złoto w ulotne szczęście.

Rytuał. Słowo, które może posłużyć nam jako klucz otwierający zrozumienie idei Szczerego Pola. Rozmawiając przy czarnej kawie poświęcamy rytuałom dużo myśli i czasu.

bardzo potrzebuje rytuałów. Mam wrażenie, że nie tylko ja – moi znajomi, ludzie w podobnym do nas wieku. Poszukujemy czegoś, kiedyś to była wiara, kościół, ale teraz od tego odchodzimy  i potrzebujemy własnych rytuałów, które nas ugruntowują, ukorzenią. Zaczepiam się o to, bo rytuał jest niezwykle ważny w procesie tworzenia świec i potem, kiedy przekazuje je dalej.

Karol swój rytuał rozpoczyna od wybrania wosku, pogawędki z lokalnym pszczelarzem, od którego ten wosk pozyskuje. Ważne jest to, że w Szczerym Polu wszystko ma być blisko, w zgodzie z naturą, można powiedzieć w nurcie zero waste. Dlatego później rozgrzany wosk wypełnia ceramikę znalezioną przez Karola w miejscach zapomnianych. Świece trafiają do nas i rozpoczynają kolejny etap, bo teraz to od nas zależy czy wypalimy ją od razu, czy podzielimy sobie tę przyjemność na kilka wieczorów i poranków. Świece można palić z intencją. Tu zaczyna się kolejny poziom Szczerego Pola, ten związany z historią, która kryje się w każdym płomieniu.

Pierwsza linia tych świec, jest bardzo autorska i bardzo mała, pięć świec i pięć ważnych dla mnie wartości – początek, nadzieja, wdzięczność, odwaga i wolność. Chciałbym się nimi podzielić z ludźmi. Wdzięczność jest dla mnie jak najlepsza przyjaciółka, najlepszy przyjaciel, w tej linii świec będą robione w filiżankach, bo wdzięczność jest dla mnie jak rozmowa z przyjacielem. Początki są dzbankami, bo chcę żeby z początków się nalało i płynęło gdzieś dalej. Nadzieja jest dla mnie kolorem i to jest bardziej rozmyte. Ale wybór nie jest przypadkowy.

A odwaga?

Odwaga jest zaskakująca. Jest z innego materiału, nie jest ceramiczna i jest trochę szalona. Nic więcej nie powiem. Z tym cię zostawiam. Odwaga jest taka dlatego, taka dziwna, bo odwaga to odwaga bycia sobą. Przede wszystkim. I bycie szczerym ze sobą.

Z tej szczerości wypływa właśnie wszystko co związane ze Szczerym Polem. Szczerość z naturą, szczerość z ludźmi, którzy decydują się dołączyć do tego rytuału. To, co w tym wszystkim jest najciekawsze, to właśnie to łączenie – łączenie żywego wosku ze starą ceramiką, łączenie natury z tym co człowiecze, łączenie aktorstwa z duchami dzieciństwa, łączenie świec z teatrem.

Jesteś łącznikiem?

Może to jest moja misja. Moje życie jest bardzo dualne, bardzo rozdzielone na dwa, ja zawsze byłem łącznikiem, łączącym skrajne rzeczy, bo jestem skrajnym człowiekiem. Czegoś się dowiedziałem, ale o czymś dalej nie wiem. Początek długiej i ważnej drogi.

Słowa: Weronika Zajkowska

Zdjęcia: Katarzyna Kuklik

Kategorie
Ekologia / Kosmetyki / Ludzie
Udostępnij