Odkrywać Wrzenie Świata na własną rękę. Wywiad z Mariuszem Szczygłem i Rafałem Szczechurą

Jesienią poszliśmy o krok dalej. Zamiast słów „myślę więc jestem” powiedzieliśmy: „Czytam, więc żyję!”. Mało tego, doceniając siłę papieru i odwiedzając ciekawe, polskie księgarnie, każdy z Was wspiera rodzimą kulturę i pasję założycieli tych miejsc. Tak tylko mówimy. Porozmawialiśmy więc z przedstawicielami warszawskiego Wrzenia Świata i Instytutu Polskiego Reportażu: Rafałem Szczechurą i Mariuszem Szczygłem. To jednak nie wszystko. W premierowym wydaniu Kraftu mogliście znaleźć również wywiady z innymi, inspirującymi konceptami książkowymi.

Czym wyróżnia się to miejsce? R. Szczechura: Jest domem i kolebką reportażu. Po prostu. M. Szczygieł: Jesteśmy przyjaźni dla tych, którzy tu przychodzą, i dla tych, którzy tu pracują. Chcemy zmieniać każdą z tych grup. Na lepsze, w naszym pojęciu. Jest to też taka przestrzeń, gdzie nie wyrywa się dziewczyny na papierosa, jak zauważyłem to ostatnio na jednym z 18-nastkowych przyjęć. Przykładowo Kinga pracowała wcześniej w PR-rze i zrozumiała, że Wrzenie Świata to miejsce dla niej, dopóki nie znajdzie pracy marzeń. Dlaczego lubi tu pracować? Przychodzi tu, by sprawiać przyjemność sobie i innym.

Kto przychodzi do Wrzenia Świata? M.Sz.: Zauważamy, że ludzie umawiają się tu na pierwsze randki. To jest piękne. Nie wiemy, dlaczego przychodzą akurat tu, ale zdecydowanie wyróżnia to miejsce zachowanie baristów, gości i niezobowiązujący sposób urządzenia lokalu. Czasem jestem świadkiem tego jak nasz księgarz, Rafał, dzwoni do redaktorki danej książki, by pomóc załatwić trudnodostępną pozycję. R.Sz.: To prawda, nasi goście nigdy nie odchodzą z kwitkiem. Często można spotkać u nas różnych reporterów i reporterki. Jest to pewien wabik. Sam również inicjuję spotkania z pisarzami i podpisywanie książek, by ktoś, kto wybiera je na prezent, mógł je podarować z autografem np. Filipa Springera czy Ewy Winnickiej.

 Po co wisi na ścianie czerwona skrzynka z nazwiskami autorów? M.Sz.: Chociażby po to, by dostać wspomniany podpis. Swoją skrzynkę ma tu np. Hanna Krall i też można zostawić do niej wiadomość. Czasami ludzie przynoszą książki do podpisu i czekają aż ktoś z nas pojedzie do domu tej autorki. Pani Hanna podpisze i dzieło wraca do czytelnika. Dodatkowo przyciąga też to, że jest to księgarnia wydawnictwa Dowody na Istnienie. R.Sz.: No i mamy też fajne przekąski! To także goście lubią. Można tu popracować, odciąć się od wszystkiego, odpocząć. Nie ma tu również poczucia sztywności. Wiele osób również tu pisze – Wrzenie jest elementem wielu opowieści.

Ta księgarnio-kawiarnia chyba nie potrzebuje promocji, prawda? M.Sz.: To jest mało rozreklamowane miejsce. Jego inicjatorem był Wojtek Tochman, który wpadł na pomysł zrobienia biblioteki z kawą. Założyliśmy więc księgarnio-kawiarnię, a w lokalu obok już się robi katalog biblioteki. Od samego początku miejsce to nie miało być reklamowane w sposób nachalny. Każdy odkrywa je na własną rękę. R.Sz.: Dokładnie. Każdy może zrobić, co tylko chce z tą znajomością. To jest piękne. M.Sz.: Naszą ideą było też zrobienie w końcu czegoś innego. Czegoś w opozycji do szybkich sieciówek. Jesteśmy przeciwko makdonaldyzacji kultury!

Którą książkę polecilibyście Panowie każdemu? M.Sz.: Ja polecam wszystkim Czesałam ciepłe króliki. To książka, która pomaga znaleźć pion w życiu i jego sens. Zorientować się, jak porażka może być przygodą.R.Sz.: Książkę Doroty Brauntch pt. Domy bezdomne, która mówi, po co jesteśmy i w którym kierunku warto iść.

Rozmawiała: Malika Ledeman

Zdjęcia: Maciej Podgórski

Podobają Ci się nasze treści? Bądź jeszcze bliżej świata Kraftu i kup nasz magazyn (a nawet prenumeratę!) w wersji drukowanej: SKLEP ONLINE 

Kategorie
Książki / Ludzie / Miasto
Udostępnij