Muzyka płynąca z natury – o tworzeniu, wibracjach i dźwiękach zespołu DUKT

Pewnego dnia rzucili wszystko i zajęli się muzyką. Od tego czasu podążają ścieżką eksperymentu, pozwalając swojej muzyce wzrastać i wibrować w różnych kierunkach. Najważniejsze jest bycie, uważne zwracanie się w stronę świata i siebie. O tym, ile można usłyszeć i jak można słuchać, przekonamy się najlepiej zanurzając się w muzyce zespołu DUKT. Tymczasem, poznajmy lepiej twórców – Erwina i Filipa. 

Jak doszło do tego, że zaczęliście wspólnie tworzyć muzykę? Kiedy postanowiliście założyć zespół?  Erwin: Pierwsze wspomnienie związane z tym, pierwsza myśl, że zaczniemy razem grać, narodziła się w Zakopanem, w liceum im. Antoniego Kenara. Filip wtedy w ogóle nie zajmował się muzyką, poświęcał się pisaniu scenariuszy i sztukom wizualnym, ale zaczynał nieśmiało brzdąkać na gitarze. Któregoś razu coś go naszło, siedzieliśmy wtedy na Lipkach a on zapytał – „a co jakby tak nagle, wszystko rzucić i zająć się muzyką?”. Wtedy właśnie zajęliśmy się muzyką.

Co najbardziej interesuje Was w procesie tworzenia muzyki? Filip: W procesie tworzenia muzyki mnie osobiście najbardziej interesuje kontakt z człowiekiem. Zarówno z drugim muzykiem, z którym gramy, jak również z publicznością. Szczególnie ciekawy jest rodzaj wyjątkowego dialogu, który się wtedy wydarza w obu tych relacjach. Interesuje mnie ten stan, kiedy jesteśmy wewnątrz muzyki, kiedy ona nas wszystkich okala, kiedy ona nas wszystkich przepaja. Bycie wewnątrz tej przestrzeni muzycznej, która się tworzy – właśnie te wrażenie, ten rodzaj emocji i uczucia, jest czymś co mnie najbardziej pociąga. 

Erwin: Mnie najbardziej interesuje taka nieprzewidywalność tego, co się za chwilę wydarzy. Czyli to, żeby to była muzyka naprawdę szczerze improwizowana, nie opierająca się na żadnych wzorach czy patternach. Jest wtedy przestrzenią nieodkrytą, za każdym razem tworząca zupełnie inną historię. I tak, rozpływanie się, znikanie po to żeby muzyka mogła dziać się sama. 

W którą stronę chcecie zmierzać na swojej muzycznej ścieżce? Erwin: Myślę, że naszą ścieżką główną, jest przede wszystkim eksperyment, czyli próbowanie nowych rzeczy, eksplorowanie różnych gatunków. Nigdy nie myśleliśmy o naszej muzyce w kategoriach jakiegoś określonego gatunku, zawsze nazwaliśmy to improwizacją, po prostu. Nie mamy też jednego punktu, do którego chcemy dotrzeć. Raczej skupiamy się na bardziej ulotnych zajawkach. To co nas zajmie przez miesiąc, dwa miesiące może wprowadzić w inną stronę, nie mamy żadnej latarni do której dążymy.        

Filip: Oprócz tego, że chcemy coraz więcej, chcemy stawać się coraz lepszymi muzykami. Poprzez stawanie się lepszym muzykiem ja rozumiem rozwijać w sobie umiejętność do tego, żeby coraz więcej słyszeć. Być coraz bardziej czułym na wszystko dookoła, coraz bardziej wrażliwym. To umiejętność coraz lepszego rozumienia tego,  co cię otacza dźwiękowo. I przetworzenia tego na dźwięki, które innych ludzi też skłonią do takiej większej wrażliwości. 

Skąd czerpiecie inspiracje do tworzenia?  Filip: Na pewno z natury, z tego co jest dookoła, ze wszystkich dźwięków dookoła.  I wydaje mi się z takiego przepływu energetycznego w świecie, czyli wszystkiego co przepływa. Czy to emocji w relacjach między ludźmi, czy prądów elektrycznych. Wszystkiego, co się cały czas zmienia. Wibracja – to jest nasza główna inspiracja.         

Erwin: Wibracja i fala, dwie rzeczy na których stworzony jest świat, który znamy. Im bardziej eksplorujemy ten temat, tym bardziej jesteśmy zafascynowani tym, że rzeczywiście wszystko jest pewnego rodzaju falą. Natomiast mógłbym dodać, że oprócz tego o czym powiedział Filip, myślę, że inspiracją są również przypadkowe rytmy, którymi wypełniona jest natura, przyroda, przestrzeń. Rytmy czy dźwięki, różnorodność tekstur dźwiękowych. Myślę, że fascynuje nas całe spektrum tego, w jaki sposób dźwięk może się zachować. Jak może wybrzmieć, z czym może się kojarzyć na poziomie abstrakcyjnym. To są rzeczy nienazwane, ale szalenie interesujące. 

Jaką rolę w Waszym procesie twórczym odgrywa natura? Czy ma jakiś wpływ na kierunki, w których podążacie?  Filip: Uważam, że w naszym procesie natura odgrywa fundamentalną rolę, że na pewno obserwacja tej natury jest podstawą tego co my gramy. Jako muzycy, chcemy zachowywać się w sposób naturalny, czyli być cały czas tu i teraz, tworzyć samo przez się. Drzewo które rośnie w górę nie myśli o tym jakie będzie, tylko cały czas się staje. My dążymy do tego żeby tak samo funkcjonowała nasza muzyka.     

Erwin: Dokładnie, dlatego poszukujemy takich rozwiązań, które pomogą nam dokumentować muzykę, żeby była ona nagrana w tym konkretnym momencie. Raczej nie myślimy, nie potrafimy nawet, działać w taki sposób, że nagrywamy ścieżka po ścieżce. Po latach doświadczeń wiemy już, że w naszym przypadku sprawdza się naturalny, spontaniczny impuls, który jest w danym momencie. Nie znajdujemy go nigdy w procesie nagrywania ścieżkowego. Myślę też, że natura jest dla nas o tyle ważna, że oboje jesteśmy ze wsi i wychowaliśmy się wokół dzikiej natury. Myślę, że w mieście zarówno mi i Filipowi trochę tego brakuje. 

Jakie doświadczenia czerpiecie dla siebie z procesu tworzenia? Erwin: Dla mnie, takim najważniejszym doświadczeniem, które towarzyszy procesowi tworzenia jest połączenie się, właściwie zniknięcie w muzyce. Jest to taki moment, w którym nie ma mnie, nie ma drugiej osoby, nie ma trzeciej, tylko przestrzeń, w której muzyka się wydarza. A my wszyscy, którzy tu jesteśmy, możemy jej słuchać. To jest takie doświadczenie bardzo, bardzo oczyszczające i związane też z przepływem emocji. Bardzo różnych emocji. To jest taki stan, w którym emocje przychodzą i odchodzą w bardzo nieprzewidywalny sposób. Dla mnie, jest to bardzo ważne doświadczenie, które nie zawsze da się przeżyć, nie zawsze można w nie wejść. 

Filip: To raz, ja się z tym zgadzam i się pod tym podpisuje. Dodam jeszcze, może to jest to samo, ale uchwycone z innej strony. Ważnym doświadczeniem z procesu tworzenia jest dla mnie również nauka odpuszczania. Ilekroć coś tworzę, coraz częściej tego doświadczam. Na początku dużo chciałem powiedzieć, coś zrobić, wydawało mi się, że coś muszę. Im więcej tworzę, tym bardziej uczę się odpuszczać, puszczać i w pewnym sensie właśnie nie robić, zostawiać. 

Jaki moment jest najtrudniejszy w czasie tworzenia?  Filip: Dla mnie, to jest to samo co wyżej – puszczenie. Na przykład, masz jakiś pomysł, ale z jakiegoś powodu, nie może być wykorzystany, albo ty nie akceptujesz pomysłu drugiego człowieka. Zagranie jakiegoś dźwięku jest stosunkowo proste, zawsze można to zrobić. Natomiast nie zagranie dźwięku, w momencie kiedy tego potrzebujesz, dlatego żeby wybrzmiał dźwięk kogoś innego – to jest o wiele trudniejsze.     

Erwin: Bardzo trudne jest też wypracowanie pewnego zrozumienia w grupie ludzi, z którymi gramy, działa to analogicznie do rozmowy. Jeśli nam się z kimś dobrze rozmawia, to bardzo możliwe, że będzie się nam dobrze grało muzykę. Ale tak jak w czasie rozmowy, również w muzyce, każdy częściowo ukrywa samego siebie. Często z obawy o to, jak wybrzmi coś, co zaproponuje, szczególnie jeśli jest to intymne. Zbudowanie intymnej relacji w gronie muzyków jest tak naprawdę dosyć trudne, czasochłonne, pracochłonne. Czasami to po prostu jest, a czasami trzeba przebić się przez pewne doświadczenia, żeby ta intymna relacja mogła powstać i płynąć. 

Czy cały ten “slow-down”, który przeżywamy wpływa jakoś na Waszą muzyczną rzeczywistość?   Flip: Oczywiście. Siłą rzeczy nie koncertujemy na żywo z ludźmi w stopniu w jakim kiedyś koncertowaliśmy i w jakim byśmy chcieli. Na pewno jest to przykre, ale uczy też doceniać te momenty kiedy możemy zagrać. Kiedy mamy możliwość usłyszeć kogoś grającego jakąkolwiek muzykę na żywo, to jest to o wiele mocniejsze doświadczenie. Teraz okazja do zagrania na żywo jest zawsze świętem. 

Erwin: Mogę tylko uzupełnić o to, że kiedy granie dla ludzi było czymś zwykłym i normalnym, w momencie kiedy zostało to zatrzymane, my jako muzycy uświadomiliśmy sobie, jak bardzo tego potrzebujemy. Natomiast kiedy rozmawiamy z innymi ludźmi, widzimy, że oni też naprawdę tego potrzebują – spotkań i muzyki. Zrozumieliśmy obopólnie jak to jest istotne.      

Filip: Są takie głosy mówiące o tym że streaming jest przyszłością dla muzyki, że w czasie takich transmisji również można nawiązać relację z publicznością. Nie mogę się z tym zgodzić. Wielokrotnie graliśmy dla publiczności na żywo i energia, która się tam wytwarza, to co się tam dzieje, jest nie do podrobienia. Na wielu płaszczyznach gra tam też zapach, emocje, miejsce. Jest dużo składników, których nie da się zastąpić. Nie da się ich wytworzyć w czasie transmisji internetowej. Prawdziwy kontakt oraz emocje o takim ładunku mogą się wytworzyć tylko, kiedy dochodzi do kontaktu na żywo. To jak rozmowa przez kamerkę – jest to jakieś, możesz przekazać informację, ale na pewnym poziomie nie porozumiesz się z człowiekiem tak, jak gdybyś miała rozmawiać z nim na żywo.

Jakie macie plany i czego Wam życzyć na najbliższy czas? Erwin: Naszymi planami jest to, aby po prostu grać jak najwięcej, grać dla ludzi. Myślimy o koncertach plenerowych. Myślimy o sprzęcie który pomoże nam grać bez prądu, muzykę elektroniczną właśnie. Ale chcemy….    

Filip: … bez stałego dostępu do prądu… 

Erwin: Tak, tak, jakieś przenośne źródło… walizkowy setup. Chcemy też tworzyć kameralne koncerty, otwarte dla ludzi, tak żeby mogli nas posłuchać, zrelaksować się przy naszej muzyce. To właściwie tyle, jeśli chodzi o nasze najbliższe plany. A czego nam życzyć? 

Filip: Życzyć nam tego, co i wam i wszystkim ludziom. Jak najwięcej kontaktu z żywym człowiekiem i żywą muzyką, jak najwięcej emocji w życiu, szczególnie tych pozytywnych. 

Słowa: Weronika Zajkowska 

Zdjęcia: Anna Jowita Ciołkiewicz | Jeremiasz Czaja | Dorota Palmer

Muzyka: https://dukt.bandcamp.com

Instagram: https://www.instagram.com/__dukt__/

Nadchodzące wydarzenie: https://www.youtube.com/watch?fbclid=IwAR2Af89Lq7hus27Sh3PV86pdQdTxTMn6AYLN6SQ-4kdY9MX2z3udS8OyRf4&v=lP2d_-d7HZQ&feature=youtu.be

 

Kategorie
Ludzie / Natura / Sztuka
Udostępnij