Luźny (felie)ton: Po co Ci to… coś

I wzornictwo, względna trwałość, funkcjonalność, lekki połysk. Pamiętam jak dziś, gdy babcia rozbrajała stół w jadalni, by wyjąć z niego blat i ustawić pod kątem 45 stopni pomiędzy parapetem a dywanem. Dawało to jakieś 45 min. przedniej zabawy w domową zjeżdżalnię i pewnie z 450 zł. oszczędności w portfelu. Bo nie było trzeba kupować zjeżdżalni.

– Mamo! No kup mi. – Co? – Coś. Czym jest to cw dzisiejszych czasach, co spędza sen z powiek matek i córek? Wiemy, że czegoś chcemy. Czasem nawet powiemy dziękuję bądź proszę, by zaakcentować powagę danej sytuacji. Wiercimy. Dziury w ścianach, by powiesić kolejne obrazy i te we własnych głowach, powiększając w nich zamęt.

Natury nie zmienimy. Zmysły zaprogramowane na odczuwanie wciąż pragną dotyku, zapachu i smaku. W końcu materia (przedmioty fizyczne poznawalne zmysłami, które umieszczone w obiektywnej rzeczywistości są niezależne od świadomości), to coś z czym jesteśmy związani od dziecka. Coś. Warto jednak wrócić do przytoczonego chwilę wcześniej wtrącenia. Niezależne od świadomości. Niezależnie od… świa(…).

Procesy zakupowe powinny być niezależne. Niezależne od emocji, które kierują nami każdego dnia. Skoro sterują nimi zmysły, to może warto wykorzystać ten wzroku, by rozejrzeć się dookoła. Odziedziczone w spadku meble mogą okazać się trwalsze niż hipermarketowe nowości, a niewielka ilość smaru może załatwić ustarkę w starym rowerze. Zapomnijmy o leżeniu na kafelkach w supermarkecie. Przestańmy chcieć coś, a zacznijmy coś tworzyć. Tak jak babcia zjeżdżalnię w jadalni.

Słowa: Malika Ledeman

Zdjęcia: Julia Sidorowicz

Kategorie
Projektowanie / Rzeczy / Vintage
Udostępnij