Jak oni to robią: Zisou – poczucie oddechu prawdziwym powietrzem

Z irlandzkiego miasteczka Dun Laoghaire prosto do miejscowości Rumianek. To właśnie tu powstają subtelne i bliskie naturze torebki Zisou. Czy da się lubić duże miasta tylko „na chwilę”, by spełniać marzenia i realizować swoją rzemieślniczą pasję? Porozmawialiśmy o tym z Magdą Owczarek, założycielką marki drewnianych torebek.

Co sprawia Tobie największą trudność podczas pracy z drewnem? Nic, to dla mnie czysta przyjemność. Każdy etap ma swój zapach: drewna przy szlifowaniu, bejcy przy wybarwianiu. Drewno to bardzo wdzięczny materiał do pracy.

Dlatego zdecydowałaś się na pracę właśnie z takim surowcem? Wcześniej rozważałam pracę na stacji benzynowej. Uwielbiam zapach benzyny. Drewno zwyciężyło jednak ze względu na efekt finalny, który można osiągnąć, jak już ma się trochę wprawy. Z benzyną nie byłoby tak łatwo.

Wy macie już doświadczenie. Procesy twórcze Zisou zostały oparte na klasycznych technologiach, prostocie i minimalizmie. Jak to robicie? Wszystko wykonuję ręcznie. Nakładanie bejc i lakierów odbywa się wieloetapowo, aby uniknąć płaskiego koloru i dobrze zabezpieczyć powierzchnię. Dzięki temu, efekt jest za każdym razem trochę inny. Z każdego kawałka drewna staram się wydobyć jego najpiękniejszy i najbardziej unikalny charakter. Klientki, kiedy spotykamy się ponownie, zawsze bardzo się dziwią, że pamiętam dokładnie moment i model torebki, którą im sprzedałam. Dla mnie każda z nich jest wyjątkowa. Prostota i minimalizm nadaje charakter naszym projekom. Uwielbiam art deco i klasyczną formę.

Jak wspominacie swoją pierwszą, poznańską pracownię Drewutnia? Był to bardzo beztroski okres. Opierał się na marzeniach i przekonaniu, że jak robi się coś ciekawego, to musi się udać. Przestrzeń pracowni, przy poznańskiej Grobli, była bardzo klimatycznym miejscem. 120m2w starej cegle, wysokie sufity. Niemalże od początku mieliśmy mnóstwo zamówień. Byliśmy jednym z pierwszych takich miejsc w Polsce. Wciąż coś się działo. Teraz, kiedy mam już trochę doświadczenia w biznesie, wiem, że mieliśmy ogromne szczęście.

A jak wasza przestrzeń do pracy wygląda obecnie? Zmienił się również skład osobowy? Kiedy urodziły się dzieci postanowiliśmy przenieść się z centrum miasta na wieś. Znaleźliśmy dom z 1905 roku, w Rumianku, pod Poznaniem i tu od kilku lat pracujemy. Drewutnię tworzyło kilka osób. Marka Zisou, jest moim „dzieckiem”. Pomaga mi mąż, coraz częściej, ze względu na rosnącą ilość zamówień, potrzebuję wsparcia.

Do kogo dziś skierowany jest wasz produkt? Wiem, że z punktu widzenia skutecznego marketingu, trzeba określić klienta docelowego, ale ja nie chcę. Do wszystkich, którym się spodoba. Bardzo często, np. na targach, sprzedaję torebki osobom po których nigdy nie spodziewałabym się ich zakupu. Bardzo chciałam, żeby torebka była unikatowa i subtelna. Żeby zwracała uwagę w nienachalny sposób. Żeby kobieta, która ją nosi, lubiła czuć się dobrze. Takie są moje klientki.

Hmm… kocham każdy projekt od Zisou. Przychodzi mi jednak do głowy „syndrom kobiecej torebki”. Co z osobami, które lubią nosić worek, w którym zmieszczą cały swój dobytek. Bardzo mi miło! Nasze torebki nie są zaborcze. Ja oprócz mojej ulubionej zawsze mam wór na ramieniu!

To tak samo jak ja! Ale fakt, świat się zmienia i zmierza w kierunku minimalizmu. Dostrzegasz przewrót w świadomości konsumenckiej? Zdecydowanie.Prym wiedzie Warszawa, tam świadomość wydaje się być największa.

Inne miasta też idą w tym kierunku. Chciałabym zwrócić jeszcze uwagę na  wasz najnowszy slogan Bag to nature, który pięknie ujmuje kolekcję. Jak go rozumiecie? Przez kilka lat, przed otwarciem Drewutni, mieszkaliśmy w przepięknej, irlandzkiej miejscowość Dun Laoghaire. Morze, przestrzeń. Po powrocie do Poznania, pierwsze wrażenie – tłok, brak tlenu. Wydawało nam się, że żeby nasz pomysł „wypalił” trzeba być w centrum wydarzeń. Na szczęście okazało się, że niekoniecznie. Bardzo lubię duże miasta. Na chwilę. Ale przy każdym powrocie do Rumianka mam to poczucie oddechu prawdziwym powietrzem.

Na koniec powiedz mi proszę czy od zawsze zajmowałaś się „drewnianym rzemiosłem”. To wrodzony talent czy rzecz nabyta? Jako dziecko zawsze przynosiłam coś z osiedlowego śmietnika, szlifowałam, malowałam, przerabiałam. Później długo szukałam swojej drogi. Studiowałam Politykę Gospodarczą, byłam doradcą  ds. inwestycji giełdowych, prowadziłam Centrum Dokumentacji Europejskiej, byłam fryzjerką…. Miejsc pracy naliczyłam aż 14. Szukałam przestrzeni, w której będę czuć się jaku siebie. Nie znalazłam. Dlatego musiałam stworzyć ją sama.

To pokazuje, że w przyrodzie nic nie ginie. Co dalej? W przyszłym roku ruszamy do Paryża i Mediolanu. Pojawia się mnóstwo propozycji z różnych stron.

Brzmi cudownie.

Rozmawiała: Malika Ledeman

Zdjęcia: Zisou

Kategorie
Ludzie / Moda / Rzemiosło
Udostępnij