Jak oni to robią: Zest – Ubrania joie de vivre

Emilia Ziółek pokazuje, że minimalizm i prostota oznaczają niekoniecznie to samo. Zobaczcie, jaka jest założycielka marki Zest, która wraz ze świeżym podejściem do projektowania odzieży przyniosła ze sobą ciepło Włoch i prostotę Normandii. Czy projektantka chodzi we własnych ubraniach każdego dnia a marka stanowi jej lustrzane odbicie?

Zest to polska marka, jednak mam wrażenie, że nadaje swoim projektom zagraniczny szyk. Jakiego kraju? W dużej mierze inspiruje mnie Francja, ale nie chodzi o Paryż. Bardziej myślę o słonecznych, jak i deszczowych regionach: Normandii czy Bretanii z której pochodzę, o użytkowości przedmiotów, prostym życiu, prostym jedzeniu. Dodatkowo pasjonują mnie Włochy za sprawą idealnego połączenia codzienności z szykiem.

Czy właśnie codzienność i szyk cechują kobietę Zest? Jest takie określenie joie de vivre – radość życia. To idea, która mi przyświeca i do takich osób wydaje mi się, że trafiają moje projekty. Myślę, że moje klientki to kobiety, które mają świadomość jakości, ale jednocześnie czują dystans do rzeczywistości. Są niezależne. Również na płaszczyźnie indywidualnych wyborów tego w co się ubierają a nie sklasyfikowanych trendów.

Sama też taka jesteś? Czy Twoja marka jest poniekąd Twoim odbiciem? Zdecydowanie tak. W mojej marce odbijają się moje własne preferencje, zarówno estetyczne, jak i etyczne. Mam cele i marzenia, ale staram się w ich realizacji nie zapominać o radosnej stronie życia.

Nie uwierzę jednak, że sama chodzisz od stóp do głów we własnych projektach. Gdzie się ubierasz? Od czasu, kiedy Zest gości w mojej szafie niemalże codziennie zobaczysz mnie w czymś z mojej kolekcji. Mocno testuje swoje kroje, by być pewną, że ubrania spełniają założenia projektu. Przed założeniem marki, koleżanki nie mogły wyjść z podziwu, jak mało rzeczy posiadam. Ja po prostu mam „manię” jakości, kieruję się zasadą mniej a lepiej.

Dla niektórych jest to wręcz niepojęte podejście. To prawda, ale ważnym elementem jest dla mnie ekologia i świadomość konsumpcji. Zaczęło się od żywności i plastikowych opakowań, później odzieży. Wierzę, że przedmioty lepszej jakości są trwalsze a dzięki temu wolniej stają się odpadem a wręcz potrafią świetnie się re-używać z drugiej ręki.

Stawiasz na jakość, która idzie w parze z minimalistyczną formą i gładkim materiałem. Dlaczego nie pattern? Nie określiłabym moich ubrań jako minimalistyczne. Bardziej odpowiada mi słowo „proste”. Cenie formy użytkowe, które nie są przeprojektowane, albo odbierane jako pretensjonalne. Detalem mojej aktualnej kolekcji jest kolor, krój i faktura. Jeśli chodzi o printy, to nie wykluczam ich w przyszłości. Cały czas szukam jednak rozwiązań, które będą spełniały zarówno warunki jakościowe jak i ekologiczne.

Myślisz, że tendencje ekologiczne na stałe wpiszą się w ramy przemysłu odzieżowego i będziemy mogli zobaczyć modę odpowiedzialną na wybiegach? Tak, myślę, że to już konieczność cywilizacyjna. Uważam, że jesteśmy u progu dużej rewolucji w postrzeganiu konsumpcji. To właśnie konsumpcja zmusi pośrednio producentów i projektantów do zwiększenia poczucia odpowiedzialności za działania swoich marek. Mam nadzieję, że Ci najbardziej oporni będą odrzucani przez samych konsumentów.

Czyli rozumiem, że za kilka lat projekty Zest również zobaczymy na catwalku. Jakie masz plany na rozwój swojej marki? Jeśli chodzi o catwalk… na razie nie mówię ani tak ani nie. Moja docelowa wizja marki, to firma średniej wielkości, która będzie mogła zawsze kontrolować opisane przeze mnie aspekty etyczno-jakościowe. Nie mam marzeń o tym, aby wejść w masową produkcję i zapomnieć o dotychczasowych założeniach. Bardzo chciałabym samowystarczalnie żyć ze swojej pasji, pojawić się na rynkach zagranicznych, poznawać świat, ludzi, inspirować się.

Rozmawiała: Malika Ledeman

Zdjęcia: Weronika Szustak

Kategorie
Moda / Projektowanie / Rzeczy
Udostępnij