Jak oni to robią: Andrzej Mędrek Ceramika – Historia i tradycyjnie zaparzona, japońska matcha

Najpierw coś słodkiego, żeby uwolnić smaki i osłodzić gorzki dla niektórych posmak tego, co później, czyli tradycyjnie zaparzonej matchy. Parę słów o ceremonii herbacianej, o jej eleganckiej formie, i pięknym, w swej prostocie i surowości, pawilonie herbacianym. Ręcznie wyrabiane czarki, bambusowe łyżeczki chashaku, japońskie miotełki chasen i wyróżniające się wyjątkową formą i oryginalnością żeliwne czajniki. Tego wszystkiego doświadczyć można w Krakowie, w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha, dzięki Stowarzyszeniu SENSHINKAI Chadou Urasenke Tankoukai Kraków, które zajmuje się szeroko rozumianą Drogą Herbaty, znaną w Polsce jako japońska ceremonia herbaciana. Ich kwartalne spotkania pozwalają nam poszerzyć swoją wiedzę i udać się w podróż do azjatyckich krajów, nie przekraczając granicy miasta.

W niesamowitą podróż zabiera nas również nie tylko twórca unikalnych wyrobów ceramicznych, które możemy znaleźć w lokalnym sklepie muzeum, ale również właściciel własnej marki ceramicznej – Andrzej Mędrek. Jak sam opisuje autorską markę: „to fascynacja wyjątkową ceramiką, szacunek oraz podziw dla rzemiosła, owocujące naturalną potrzebą dzielenia się pięknem”.

Urodzony w Krakowie, nagradzany i doceniany na całym świecie. Jego prace znajdują się w zbiorach m.in. Muzeum Narodowego w Krakowie i prezentowane były na wielu wystawach takich jak: W ogniu tworzone… Ceramika krakowska po 1945 (Muzeum Narodowe w Krakowie, 2008), International Exhibition of Small Form Porcelain (Riga Porcelain Museum 2011, 2012, 2013), Różne oblicza ceramiki (cykl wystaw organizowanych przez Związek Ceramików Polskich), Polak Artysta Ceramik (Triennale Bolesławiec 2018), Korale Koloru Koralowego (Łódź Design Festival) oraz na tegorocznym wydarzeniu Month of Design (Ljubljana, Słowenia). Prowadził warsztaty między innymi w Edynburgu. Jak przebiega nasza rozmowa?

„Może przyjechać Pani nawet teraz”, słyszę przez telefon i umawiam się w jego pracowni, gdzie pojawiam się za dwie godziny. Jest podczas tworzenia nowego projektu, który zostawia na czas rozmowy. Świeżo zaparzona kawa, w pozłacanych kubkach własnego wyrobu. I choć dla niego tylko miejsce pracy, dla mnie zamienia się w miejsce pełne inspiracji, gdzie nieład, zwłaszcza w tym przypadku, z pewnością można nazwać artystycznym.

Tworzy Pan od ponad 30 lat. Tradycja rodzinna, czy pasja, która ukształtowała się z czasem? Przypadek. Cała moja przygoda rozpoczęła się, gdy zacząłem obszywać rzeczy potrzebne na wyprawy himalajskie. Dopiero później los i znajomi artyści pokierowali mnie w stronę ceramiki. I tak zostało. Tradycja? Biorąc pod uwagę moje początki i opinię najbliższych na temat tego co robię, dopóki nie zostałem doceniony przez Muzeum Narodowe – na pewno nie (śmiech). Aktualnie mam z kim dzielić się wszystkim co tworzę, kto tak samo interesuje się tym nie od dziś. I to jest ważne.

Organizacja materiałów teraz – różni się od tego, jak odbywało się to na początku? To, czego używam teraz to gotowe masy ceramiczne. Są lepiej dostępne i bardziej rozpowszechnione, mimo że nadal sprowadzane głównie z Niemiec czy z Wielkiej Brytanii. Bywały czasy, że wystarczyło wyjechać 40 kilometrów za Kraków, żeby wykopać tyle gliny, ile było trzeba, wrócić, wyszlamować, przygotować i wypalić. Większość złóż, na które jeździłem osobiście, została zamknięta.

Pora roku miała znaczenie? Warunki atmosferyczne na pewno pomagały w obróbce i przygotowaniu gliny do pracy. Można było oczywiście zrobić to w jeden dzień, ale chcąc mieć produkt lepszej jakości warto było poświęcić temu znaczniej więcej czasu. Po dwóch czy trzech latach, kiedy glina zdążyła kilka razy wyschnąć, zmoknąć ponownie, zamarznąć i tak kilka razy – była najlepsza.

Jak już wcześniej wspomniałam, moim źródłem informacji o Pańskich pracach było spotkanie dotyczące kultury japońskiej i parzenia herbaty. Czarki, z których mogliśmy spróbować Matchy były Pańskiego autorstwa. Czy jest to kolejny temat zaliczający się do kręgu Pańskich zainteresowań? Muszę przyznać, że jeśli ktoś zaproponuje mi kawę lub herbatę, zwykle wybiorę pierwszą z opcji. Chcąc nie chcąc jednak, już od wielu lat, zmuszony jestem orientować się w specjalistycznym dość słownictwie kultury japońskiej, chińskiej czy koreańskiej, choć specjalistą bym siebie nie nazwał. Prawdą jest natomiast, że obecny następca tronu Japonii, brat obecnego Cesarza był podejmowany w Centrum Manggha herbatą, podaną w naczyniach mojego autorstwa. Wizyta miała miejsce w bieżącym roku, imię następcy brzmi Akishino. Miło to wspominam.

Zastanawiam się, czy pośród tylu miejsc, w których znalazły się Pańskie prace, jest jakieś, które uznałby Pan za szczególnie wyjątkowe? Ciężko odpowiedzieć na to pytanie. Każde wyróżnienie wiele znaczy, każde sprawia, że czujemy się docenieni.

Z jednej strony uczymy się lepić z gliny od najmłodszych lat, jednak patrząc tutaj na to, co powstaje finalnie, jedyne o czym myślimy to talent i profesjonalizm. Znacznie odbiega to od dziecięcych wyobrażeń. Można się tego nauczyć, czy płynie to we krwi? Wszystkiego można się nauczyć. Trzeba wiele praktyki, żeby to, co powstało móc nazwać sztuką, ale po tysiącach egzemplarzy w końcu się udaje (śmiech). Praktyki, i teorii – tu mogę polecić dwie książki dla zainteresowanych tematyką ceramiki – pierwsza, którą powinien przeczytać każdy początkujący i nie tylko – John Britt, The Complete Guide to High-Fire Glazes. Druga dla tych, co już trochę się znają – Stoneware Glazes: A Systematic Approach, napisana przez Ian’a Currie.

Rozmawiała: Zuzanna Kozerska

Zdjęcia: Sabina Chwastyk /  założycielka sklepu ToczTo, gdzie znajdziecie prace Andrzej Mędrek

Kategorie
Ludzie / Projektowanie / Rzemiosło
Udostępnij