Jak oni to robią: rzeźby na tamborkach od NibyNiebo

Kolory podpowiadają jej jak ma ich używać, a świat, który ją otacza dostarcza jej wizualnych informacji. Z połączenia tych inspiracji oraz biegłości w rzeźbie i hafcie, Justyna Wołodkiewicz tworzy tamborki zachwycające kolorem. Swoją siłę napędową znajduje w codzienności, ogrodzie i rodzinie. Sekrety procesu twórczego i źródła pokładów kreatywności, zdradza w naszej rozmowie. 

Robisz przestrzenne tamborki, jak zrodził się pomysł na takie połączenie technik? Za każdym razem, gdy próbuję prześledzić ten łańcuch przyczyn i skutków docieram do mojego projektu artystycznych zabawek – ruchomych pajacyków na sznurku. Wykonywałam je z modeliny – i to były właśnie moje początkowe doświadczenia z tym materiałem. Minęło kilka lat, w trakcie których rozwijałam mój rzeźbiarski warsztat. Haft właśnie powracał do łask i to w różnych zaskakujących odsłonach. Ta myśl pozostała gdzieś z tyłu głowy. Owszem banalne to, ale prawdziwe, haftowałam w dzieciństwie. Miałam dwie cegiełki: rzeźbę i haft. Moment gdy je połączyłam był całkiem spontaniczny i niespodziewany – oczami wyobraźni zobaczyłam podziurkowany kawałek modeliny, przyszyty do materiału. Od razu wiedziałam, że natrafiłam na morze możliwości. Modelina okazała się świetnym kontrastem dla włókien. Była w centrum uwagi, podczas gdy haft niejako uzupełniał całość. Z czasem rozwinęłam różne rodzaje kompozycji. Przeniosłam też ciężar uwagi na to co haftowane, co widać w niektórych pracach. I wciąż eksperymentuję.

Twoje projekty wyglądają jak ze snów, zdradzisz czym się inspirujesz? Dziękuję!Kontakt z bogatą paletą kolorów – czy to są nitki, modelina, farby, czy kredki działa na mnie pobudzająco i inspiruje! Cały otaczający świat zarówno naturalny jak i sztuczny stanowi bazę informacji wizualnych – te przemawiają do mnie najbardziej. Korzystam z nich, bardziej lub mniej świadomie. Bawię się łącząc różne idee, obrazy, formy. Im mniejsza presja – czasu albo efektu – tym więcej zabawy z tworzenia. Czasami powracam do moich dawniejszych prac i tworzę ich nowe wersje dodając coś czego wcześniej nie było. Czasami wypróbowuję całkiem nowe kompozycje.

Może opiszesz krótko etapy powstawania każdej z kolekcji- od pomysłu, przez materiały, do realizacji? Pomysł to zawsze jakiś obraz w mojej wyobraźni, który powraca na przestrzeni czasu. Myśl bardziej kolorowa od innych codziennych myśli, co przykuwa moją uwagę. Ten pierwotny obraz przyszłego haftu jest bardzo prymitywny – może być pojedynczym kształtem z kilkoma szwami. Gdy potencjał tego pomysłu jest duży, pobieżnie szkicuję różne warianty. Czasami w szkicu zaplanuję ogólnie kolorystykę – np. szara maska na szarym lnianym tle. Zazwyczaj jednak dobór kolorów odbywa się spontanicznie, w miarę powstawania pracy. Po wyrzeźbieniu i wypieczeniu w piekarniku przystępuję do wybrania tkaniny i ułożenia kompozycji z modelinowych elementów. Lubię mieć je przytwierdzone do materiału, więc przyszywam je kilkoma roboczymi szwami. Ostatni najdłuższy etap to haftowanie. Kolory nici, rodzaje ściegów, połączenia z rzeźbionymi częściami to decyzje spontaniczne. Bardzo lubię dobrać na początku paletę mulin – choć nigdy nie trzymam się jej sztywno. Sposób w jaki korzystam z kolorów jest dla mnie samej tajemnicą. W dużej mierze opiera się na intuicji i nastroju. 

Rozumiem, że tym właśnie żyjesz. Czy może robisz coś jeszcze? Poza tworzeniem nowych prac zajmuję się uczeniem, zarażaniem inspiracją do działania artystycznego. Od niedawna organizuję kameralne warsztaty w różnych większych miastach Polski. Na tych spotkaniach podczas wyszywania rozmawiam o sztuce, technikach hafciarskich, poszukiwaniu swojego artystycznego głosu, kontekście sztuki w życiu codziennym… Powstałą pracę uczestniczki zabierają do domu wraz z materiałami. Zapisy prowadzę przez moją stronę. Myślę, że mam w sobie jakąś iskrę nauczycielską, bo to przewijało się w moim życiu od dawna. Innym projektem, który narodził się przy okazji rozwijania warsztatu hafciarskiego jest wyszywanie aplikacji ze szklanych drobnych koralików na ubraniach secondhand. Tutaj bardzo ważne jest dla mnie nadanie nowego życia sukienkom i sweterkom, by mogły wrócić w obieg. Od lat stosuję zasadę zaopatrywania się w garderobę z drugiej ręki. Same aplikacje z koralików są ekstremalnie czasochłonne, a wzory które realizuję rozbudowane i skomplikowane. Właśnie takimi je lubię! Jestem świadoma, że siła napędowa – kreatywność – sięga daleko poza sferę sztuki. Znajduje odzwierciedlenie w życiu codziennym i relacjach z ludźmi. To właśnie stanowi inspirację do życia jakie prowadzę poza swoimi ściśle artystycznymi działaniami. Tym życiem jest na przykład ogród warzywno-owocowy, który znika każdej zimy, by wiosną zacząć od nowa. Tutaj sztuką jest zharmonizować się z naturą i poznać subtelne potrzeby roślin. Dużą częścią mojego życia jest rodzina. Wychowuję Nowe Pokolenie, a to wymaga uwagi, czasu i dużo cierpliwości. Własnoręcznie przygotowywane i wspólnie jedzone posiłki, czas spędzany z dziećmi w ogrodzie albo podczas dojenia kóz i karmienia kur jest w naszych czasach luksusem, na jaki ciężko się zdobyć, nawet jeśli bardzo się tego pragnie. 

Od zawsze haftowałaś, czy może coś nagle popchnęło Cię w stronę wyrażania siebie właśnie kolorowymi tamborkami? Haft, który teraz tworzę jest zupełnie czymś innym, niż haft z lat 90-tych, który tworzyłam jako dziecko. To co mnie zainspirowało do powrotu do tej dziedziny to odkrycie tego szczególnego połączenia materiałów – w ten sposób mogłam tworzyć coś dosyć oryginalnego, ale też wyrażać to co chciałam. Natrafiłam też na technikę, która jest pasjonująca. Nie mogę się tym nasycić, nigdy się nie nudzę, mam mnóstwo pomysłów. Pozostaję jednak otwarta na inne możliwości.

Rozmawiała: Karolina Łapińska
Zdjęcia: NibyNiebo

Kategorie
Ludzie / Rzemiosło / Sztuka
Udostępnij