Jak oni to robią: Lumann – można siadać, można dotykać

Polski design to temat, który budzi coraz większe zainteresowanie. Coraz częściej szukamy sklepów i showroomów, w których możemy kupić produkty od polskich projektantów. LUMANN to sklep, który jako pierwszy w Gdańsku, zaczął sprzedawać polskie wzornictwo. Można kupić tu polski design i wszystko co potrzebne, aby pięknie i dobrze mieszkać. Dodatkowo, to nie tylko sklep, ale również galeria, w której znajdują się prace młodych, polskich twórców m.in. Dawida Majgata. Idąc ulica nie sposób ominąć witryny sklepowej, a po przeczytaniu słynnego sloganu „Lumann-można siadać, można dotykać” już nic nie jest w stanie nas powstrzymać, aby tam wejść. Jak to jest prowadzić w dzisiejszych czasach sklep z designem? Rozmawiamy na ten temat z Anią Łukawską, właścicielką Lumann.

Od czego zaczęła się przygoda z Lumann? Lumann, to przekucie pasji i zainteresowań na pracę. Może przekucienie jest właściwym słowem, bo w moim przypadku pasja i praca wciąż ze sobą funkcjonują. Wykształciłam się w zupełnie innym kierunku, ale w pewnym momencie postanowiłam, że resztę życia chcę spędzić robiąc, to co kocham. I bardzo cieszę się z tej decyzji.

Skąd pomysł na nazwę i kto za tym stoi? Pomysł na nazwę Lumann był dość trywialny. Jest połączeniem pierwszych liter mojego nazwiska i imienia, a przy okazji kojarzy się z oświetleniem, które także mamy w ofercie. W momencie, gdy ją wymyśliłam pomysł wydał mi się świetny – nawiązanie do osoby i jednocześnie do asortymentu. Z czasem okazało się, że przez skojarzenie z lumenami dużo osób szufladkuje nas jako sklep wyłącznie z oświetleniem, a przecież to meble, tekstylia i dodatki dominują w naszej ofercie. Mimo to nie zdecydowałam się na zmianę nazwy. Moja relacja ze sklepem jest tak zażyła, że to trochę tak, jakbym zmieniała imię dziecku. Lumann, to firma typowo rodzinna. W pracę nad Lumannem, zwłaszcza w jego początkowej fazie, zaangażowało się bardzo dużo bliskich mi osób. Nie sposób wszystkich ich wymienić bez obawy przed pominięciem najważniejszych matek i ojców przedsięwzięcia.

Jak można opisać asortyment sklepu i do jakiego odbiorcy skierowany jest showroom? Na ofertę sklepu składają się przede wszystkim meble, oświetlenie i dodatki zaprojektowane przez wybitnych polskich projektantów i wyprodukowane w Polsce. Produkty autorstwa znanych i cenionych już na całym świecie twórców stoją u nas w otoczeniu rzeczy pochodzących od młodych i jeszcze mało rozpoznawalnych osób. Wśród naszych Klientów nie brakuje osób, które swoje zakupy warunkują polskim pochodzeniem produktu i dla których istotny jest etyczny wymiar produkcji. To często osoby, które skłonne są zapłacić wyższą kwotę za produkt pochodzący od polskiego rzemieślnika i projektanta, wykonany ręcznie i z naturalnych materiałów. Są to osoby bardzo świadome swoich wyborów i potrzeb.

Najpierw założyłaś sklep internetowy. Planowałaś wtedy otworzenie punktu stacjonarnego? Sklep internetowy wystartował w lipcu 2014 r., ponad pół roku przed oficjalnym otwarciem sklepu stacjonarnego. Jednak od samego początku, to sklep stacjonarny był moim celem głównym. Pięć lat temu znalezienie polskich produktów w internecie nie było już trudne, jednak możliwość ich dotknięcia i zobaczenia ich na żywo niemal graniczyła z cudem. Zależało mi na stworzeniu miejsca, w którym będzie można usiąść i dotknąć polskiego wzornictwa. Stąd hasło sklepu: Lumann – można siadać, można dotykać.

W jaki sposób dobierasz produkty do sklepu? Czym kierujesz się podejmując współpracę z markami? Kryterium doboru stanowi przede wszystkim jakość produktu, polski rodowód i mój subiektywny gust. Nie byłabym w stanie zaproponować Klientowi czegoś, do czego sama nie jestem przekonana. Nasi Klienci często zauważają, że Lumann jest bardzo skandynawski, ale moim zdaniem wynika to z tego, że ta estetyka jest mi bardzo bliska i podświadomie dobieram ekspozycję przez jej pryzmat. Na decyzję o współpracy z producentem wpływa nie tylko atrakcyjność produktu, ale także relacja z człowiekiem, który reprezentuje markę. Dość często kieruję się intuicją i pierwotnymi instynktami – muszę czuć pozytywną energię po drugiej stronie. Do tej pory udało mi zebrać potężne grono wspaniałych ludzi. Może trochę poza tematem, ale na tym etapie warto o tym wspomnieć – nie zapomnijmy, że za tymi pięknymi meblami, lampami i dodatkami stoją prawdziwi ludzie. Czasem, w otoczeniu tych materialnych dóbr, zdarza się nam o tym zapomnieć.

Czy możesz pochwalić się posiadaniem w swojej ofercie produktów, których nie znajdziemy w innych sklepach? Mamy kilka produktów, których twórcy stawiają na współpracę wyłącznie z małymi lokalnymi butikami. Wynika to także z preferowanych przez nich metod ręcznego wytwarzania produktu, które często uniemożliwiają produkcję na masową skalę, która zaspokoiłaby potrzeby sieci sklepów. Nie prosimy współpracujących z nami projektantów i producentów o wyłączność. Z jednej strony skala naszej działalności tego nie uzasadnia, a z drugiej, obecność produktu w kilku, kilkunastu miejscach zwiększa rozpoznawalność produktów. Zależy nam na promocji i wzroście popularności polskiego wzornictwa i cieszymy się, że jesteśmy jednym z ogniw, które może temu sprzyjać.

Lumann to sklep wyłącznie z polskimi produktami? Od początku istnienia sklepu zależało mi, by polski projekt i polska produkcja dominowały w naszym asortymencie. To też pierwsze aspekty, o które pytamy dostawców zanim zdecydujemy się na współpracę. W tym momencie asortyment jest w 99% polski. Uważam jednak, że fanatyzm na żadnym polu nie jest pożądany, dlatego jeśli coś bardzo nas urzeknie, to nie wzbraniamy się przed wprowadzeniem tego do naszej oferty. Tak na przykład stało się w przypadku dywanów Studio Elevaar, które są ręcznie tkane w Indiach. Barwy i obłędne wzory sprawiły, że nie mogłyśmy się im oprzeć.

Rozmawiała: Aleksandra Ciesielska

Zdjęcia: Kamila Gołębiewska / viabirdie.com

Kategorie
Rzeczy / Rzemiosło / Wnętrze
Udostępnij