Jak oni to robią: Igua Handmade – szyciowy freestyle

Wszystko powstaje od ręki, jest niepowtarzalne i przepełnione dobrą energią. Ewa Zachmyc, znana bardziej jako Pani Igua, opowiada o początkach powstania pracowni i idei jaka stoi za całym szyciowo-życiowy freestylem.

Od czego zaczęło się szycie? Zaczęło się kilka lat temu. Po studiach poszłam do pracy i tak szukałam swojego miejsca na ziemi. Pewnego razu doznałam oświecenia, jak jechałam tramwajem zobaczyłam reklamę komisu odzieżowego i to mnie zainspirowało. Czemu ja nie mogę otworzyć takiego sklepu, przecież lubię tego typu miejsca? Ten pomysł mi się spodobał. Stwierdziłam, że nie chce juz pracować dla kogoś, że czas na zmiany i spełnienie. Pierwsze spotkania z igłą było przez biżuterie sutasz, a jak człowiek zacznie to chce więcej. Później wpadł pomysł, że można też zaczać szyć maszyną i… tak to się dalej potoczyło. Wkręciłam się w szycie i stwierdziłam, że sprawia mi to prawdziwą przyjemność. Zatem połączyłam komis odzieżowy z pracownią. Po czasie kiedy moja marka miała już stabilną pozycję zrezygnowałam z części komisowej i teraz działam tylko jako pracownia. Lubię to, że przychodzą ludzie, nikt nie stoi mi nad głową, że sama wymyślam i tworzę. Szyję takie rzeczy , z którymi czuję wibracje, które sama chciałabym nosić.

Idea zero waste przyszła z czasem czy od początku taki był zamysł? Od początku wykorzystywałam materiały do przerobienia, lecz były to sporadyczne łączenia. W ostatnim czasie robię tego więcej, bo poczułam do przeróbek i wykorzystania resztek materiałów prawdziwą miłość. Mam różne materiały: zarówno nowe, używane i resztki. Dzięki połączeniom nowych, starych i resztek powstają unikatowe okazy. Chętnie też przyjmuję stare ciuchy. Możesz przyjść do mnie z dana rzeczą , z którą Ci jest trudno się rozstać, bądź bardzo Ci się ona podoba i mogę wykorzystać ją w nowym okazie, ze starego, coś nowego.

Śledzę Twoje działania i od jakiegoś czasu mam wrażenie, że wiele osób się interesuje Twoją pracą. Tak, grono iguo-maniaków powiększa się. Klienci przychodzą , polecają, chcą więcej i chcą inne rzeczy. Plusem mojej pracy jest to, że czasem uszyje plecak, czasem nerkę, czasem coś zupełnie innego i przez to nie nudzę się i nie ma nudy w moich dziełach. Powiem Ci, że kiedyś przeszła mnie myśl , by zaczać szyć w domu, ale szybko zmieniłam zdanie, ponieważ lubię kontakt osobisty z klientami. Oni dodają mi energii. Fajne jest, że kiedy szukają prezentu dla bliskiej osoby przychodza do mnie i razem główkujemy co można stworzyć, co z czym połączyć. Jest to lepsza zabawa, niż kupić gotowy prezent i przez to ja mam małe wyzwania, które lubię.

Od nerki do kaptura… Bo ostatnio zmokłam!

Właśnie chciałam pytać, jak to się dzieje, że powstają coraz to nowe Iguowe okazy. Nigdy nie wiadomo skąd przyjdzie inspiracja. Czasem patrzę na tkaniny i one aż krzyczą: Zrób ze mnie coś. Czasem też milczą. Nie lubię nudy, więc wymyślam ciągle coś innego. Okazy powstają też z własnej potrzeby, gdy potrzebowałam etui na laptopa, to sama je sobie uszyłam.

Plan na przyszłość? Czy dalej chcesz sobie tak szyć i wymyślać coraz to nowe okazy, czy może coś więcej?
Pasuje mi szycie bez schematów, to że tworzę w większości unikaty na skalę światową, więc na tym sie skupię . Zobaczymy, co przyniesie przyszłość. Mam nadzieję , że będę swoje okazy widzieć na mieście i w świecie, że moje dzieła będą noszone z uśmiechem i będą emanować dobrą energią, bo to mnie nakręca.

Słowa: Karolina Łapińska

Zdjęcia: Redakcja/ Karolina Łapińska

Kategorie
Ekologia / Ludzie / Projektowanie
Udostępnij