Jak oni to robią: HAJDE – Łapanie możliwości i do przodu!

Nie słuchajcie wujka dobra rada. Lepiej znaleźć inspirację prosto z lasu i oceanu. Słyszycie? To tam na polanie słychać krzyk „hajde!”, który zachęca do zrobienia śmiałego kroku do przodu. Założycielki warszawskiej marki, Ola i Ula, pokazują, że należy wkładać w tworzenie całe swoje serce. Ale nie tylko. Robiąc kolekcje etycznej odzieży i akcesoriów nie obędzie się bez wyjątkowych materiałów z całego świata.

Pewnie „Ewa”, to dla was nie tylko imię. Macie z tymi trzema literami masę wspomnień, prawda? Tak. Na Łuczniku „Ewa”, bardzo prostej domowej maszynie, powstawały prototypy naszych produktów. Tworzyła je Ula Basińska, z która wspólnie założyłyśmy markę HAJDE. Ula nauczyła się szyć całkiem sama. Jeśli chodzi o tę maszynę, to dużo do niej mówiłyśmy, głaskałyśmy ją i prosiłyśmy, żeby ładnie szyła.

Poza maszyną pewnie coś jeszcze jest potrzebne do realizacji swoich celów. Przepis jest prosty. Dużo wytrwałości, pewności siebie, wsparcie bliskich i dużo dziecięcej energii, dzięki której można spełniać nawet najśmielsze marzenia. Wszystko jest wtedy możliwe. Warto też podkreślić, że niczego byśmy nie zdziałały bez ciężkiej pracy, wyrzeczeń i samozaparcia.

Czyli, gdy mamy już wszystko, to wtedy już… HAJDE?! HAJDE to starosłowiańskie słowo, które znaczy po prostu „chodźmy!” Słowo to pojawiło się w naszych głowach za sprawą starych piosenek harcerskich i muzyki bałkańskiej. Chodziłyśmy wtedy dużo na potańcówki z muzyką bałkańską i dużo szalałyśmy.

 Zdecydowanie dużo lubicie też nazywać Wasze produkty, a najlepiej nazwami zwierząt i roślin. Jakimi zwierzęciem byłabyś gdybyś mogła? Byłabym pewnie jakimś wodnym/morskim stworzeniem, bo kocham wodę. Najchętniej zostałabym całym oceanem. Ula za to byłaby pewnie tym wędrownym zwierzęciem, które zwierzając świat przynosi inspiracje do tworzenia nowych kolekcji.

HAJDE wiele podróżuje w poszukiwaniu swoich inspiracji? HAJDE to podróż, w którą ruszamy każdego dnia wstając z łóżka, energia do działania i czerpanie z tego, co daje nam życie każdego dnia. Łapanie możliwości i do przodu! Mieszkam w dużym mieście więc uciekam z niego, kiedy tylko mogę. Nawet na jeden dzień wsiadam w auto z przyjaciółmi i jedziemy nad morze, jezioro, rzekę czy do lasu! Jeśli chodzi o inspiracje do nowych kolekcji, to od paru lat tak się samo dzieje, że przyjaciele przywożą nam materiały. Teraz dostałyśmy piękne tkaniny z Australii i szykujemy piękne, aborygeńskie wzory.

 Jednak z początku raczej nie mogłyście pozwolić sobie na „żywe inspiracje” zagraniczne. Co powiedziałybyście młodym twórcą, którzy są dopiero na początku swojej drogi? Jeśli chcecie coś na prawdę robić, to trzeba to czuć całym sobą. Wtedy wszystko się uda. Nie słuchajcie innych – mamy, taty, cioci czy przysłowiowego wujka dobra rada. Skupcie się na swoim wewnętrznym glosie i idźcie za nim. Nie będzie łatwo, bo to ciężka praca, ale końcowa satysfakcja wynagradza wszelkie trudy.

 Macie za sobą pierwsze wzloty i upadki? Oczywiście. Było ich bardzo dużo – zarówno wzlotów i upadków, jak to w życiu.  Najczęściej nie starcza sił na realizację wszystkich pomysłów i przychodzi frustracja, że cały czas robimy to samo. Zdarzyło się też, że wprowadziłyśmy nowy produkt i wcale się nie przyjął.

Jak sobie radzicie z takimi sytuacjami? Trzeba wiedzieć czego się chce, co chce się osiągnąć i pamiętać o tym, że wszyscy popełniamy błędy, wyciągać z nich wnioski i do przodu! Hajde! Nadmierny perfekcjonizm nie sprzyja. Trzeba potrafić sobie odpuścić i nie być zbyt surowym wobec siebie.

Macie taki spot bajka. Jaka jest przyszłość Waszej? Najbardziej marzy nam się sklep stacjonarny, prawdziwy z witryną gdzieś w pięknym miejscu w Warszawie, Gdańsku, Krakowie czy Berlinie.

Rozmawiała: Malika Ledeman

Zdjęcia: Wiktor Franko

Kategorie
Ludzie / Natura / Rzemiosło
Udostępnij