Happa to Mame – smak Japonii na poznańskich Jeżycach

Smaki Japonii wydają się absurdalnie egzotyczne i niedostępne. Poznaniacy mają jednak wyjątkową okazję rozsmakować się zarówno w słodyczach jak i japońskiej kulturze w pięknie zaprojektowanej przestrzeni przy ulicy Szamarzewskiego. Porozmawialiśmy z Marcinem i Shotą, założycielami Happa to Mame.

Jak zaczęliście tworzyć Happa to Mame? Shota: To było jedno z moich marzeń, żeby otworzyć kawiarnie w Polsce. Zacząłem od małego biznesu i poprosiłem Marcina o pomoc. Zaczęło się rozkręcać, zaczął się tworzyć klimat, coraz więcej ludzi nas odwiedzało aż otworzyliśmy takie malutkie miejsce. Z czasem robiło się tylko coraz lepiej. 

I potem znaleźliście to miejsce? Marcin: Tak. Miejsce, które mieliśmy wcześniej było bardzo małe. Nie mieliśmy nawet toalety, więc nie mogliśmy podawać porządnie tego co robiliśmy. 

S: Nie mogliśmy używać ceramiki, korzystaliśmy z papierowych kubeczków.

M: Tak nie powinno być. Kiedy myślisz o Japonii, widzisz piękną ceramikę. Chodzi o to, jak serwujesz jedzenie i napoje, to musi wyglądać pięknie. Zdecydowaliśmy się na większe miejsce nie tylko po to, żeby pomieścić więcej osób, ale przede wszystkim, żeby serwować nasze rzeczy w odpowiedni sposób. 

Czy to pierwsze miejsce też nazywało się Happa to Mame? M: Tak. Od zawsze było to Happa to Mame. W sumie, kiedy poznałem Shotę, opowiedział mi, że chciałby to miejsce nazwać Leaf and Bean, bo właśnie to znaczy Happa to Mame – liść i fasola. Jednak uznaliśmy, że lepiej użyć japońskiej nazwy, bo brzmi bardziej autentycznie i jest łatwiejsze do zapamiętania. Pierwsza propozycja brzmiała dosyć pusto, podczas, gdy Happa to Mame brzmi wyjątkowo. Czasami ludzie nazywają nas Happy Mama, co jest całkiem urocze. 

Czym jest dla Was to miejsce? Czy to tylko kawiarnia? S: W sumie robię tu rzeczy, które uwielbiam robić. To moje hobby. Kawa, którą podajemy jest zaparzana moją ulubioną metodą. Podobnie jak matcha i zielona herbata czy słodycze. 

M: Kiedy się poznaliśmy, Shota opowiedział mi, że gdy był w liceum znajomi się z niego śmiali. Wszyscy jedli normalne słodycze, a on lubił chodzić do miejsc serwujących Wagashi, bo to właśnie tradycyjne słodycze, takie jak u nas. 

S: Zachowywałem się jak starzy ludzie.

M: Japonia pędzi, a ludzie ciągle szukają czegoś nowego. Robienie daifuku jest bardzo tradycyjne i stwierdziłem, że to właśnie powinniśmy pokazać w Polsce. To nie tylko kawiarnia, jesteśmy centrum kultury japońskiej, chcemy pokazywać to co prawdziwe. Wszystko czego u nas spróbujesz, dostaniesz też w Japonii. Możesz przyjść do nas przed wycieczką do Japonii i przygotować się na smaki, które tam spotkasz, bo serwujemy najdziwniejsze słodycze jakie możesz tam znaleźć. 

A jak się poznaliście? M: Obracam się w dosyć międzynarodowym środowisku…

S: Także poznaliśmy się przez znajomych.

M: Dobrze się dogadywaliśmy i zaczęliśmy współtworzyć interes.

S: Marcin wcześniej malował, więc miał czas, by mi pomóc.

M: Tak, prowadziłem wcześniej swój interes, ale kiedy zdecydowaliśmy się na współpracę skupiłem się tylko na tym. Sprawia mi to wiele frajdy, kiedy widzę jak ludzie lubią to miejsce. Poza tym, tworzymy świetny zespół. Shota jest cichy i okazuje swoją życzliwość przez działania, a ja jestem tym, który dużo mówi. On jest dłońmi, a ja buzią tego miejsca. 

Czy to znaczy, że sam zaprojektowałeś to miejsce? M: Zdecydowaliśmy się zaczerpnąć z naszych ulubionych miejsc w Japonii. Byliśmy na wycieczce i odwiedziliśmy miejsca, które nas zainspirowały. Można zobaczyć na naszym Instagramie, jak to wyglądało, ale generalnie dominował beton i drewno. 

S: Mieliśmy kilka pomysłów, które Marcin narysował, żebyśmy mogli przekazać to w ręce architektów i budowniczych. 

M: Potrzebowaliśmy kogoś, kto złoży to w całość. Z głową pełną pomysłów, ale bez doświadczenia, nie można tak po prostu zbudować kawiarni. 

Wiem, że odbywają się tu koncerty, ale czy możecie mi powiedzieć, jakie jeszcze wydarzenia wypełniają te przestrzeń? M: Jak wspomniałem wcześniej, postrzegamy to miejsce jako centrum kultury japońskiej, więc chcemy pokazać ludziom jak to wygląda w Japonii. Mamy tu nie tylko koncerty, ale też ceremonie herbaciane czy wydarzenia z sake w roli głównej. Większości rzeczy, które dzieją się w Japonii nie da się doświadczyć w Polsce, nie ma do tego dostępu, bo Japończycy dobrze to chronią. Mamy te możliwość, wiemy jak bardzo Polacy uwielbiają Japonię, więc chcemy im ją przybliżyć. Mamy mnóstwo znajomych, którzy robią niesamowite rzeczy. Znamy Shizukę, która jest genialną pianistką czy Yukiko – mistrza herbaty. Jesteśmy też otwarci na nowe osoby, które w swojej twórczości łączą się z Japonią. Na 6 marca zaplanowaliśmy wystawę kolaży na bazie starej japońskiej książki, autorstwa Moniki Lisieckiej. Dodatkowo, wydarzenie będzie wzbogacone degustacją sake. Myślę, że ludzie widzą, że wkładamy tu całe swoje serce. Nie tylko zaprojektowaliśmy te przestrzeń i otworzyliśmy kawiarnie, praktycznie tu mieszkamy. Ludzie nie przychodzą do kawiarni, którą stworzyliśmy, oni odwiedzają nasz dom. Dlatego zazwyczaj zaprzyjaźniamy się z klientami, bo można do nas po prostu wpaść pogadać. 

S: Chcieliśmy tego bardzo, bo zauważyłem, że w Polsce brakuje takiej komunikacji zarówno między pracownikami jak i klientami. Chcieliśmy zbudować miejsce, w którym wszyscy będą mogli porozmawiać, gdzie klienci i pracownicy będą dla siebie przyjaźni. 

Rozmawiała: Karolina Łapińska

Zdjęcia: Tytus Gustaw Groźny

Kategorie
Ludzie / Okoliczności / Rzemiosło
Udostępnij