Feeria Woods – bogactwo lasu zaklęte w miedzi

Tworzenie leśnej biżuterii jest dla Agnieszki podróżą do swojego wnętrza, która za każdy razem na nowo Ją umacnia i wzbogaca. Jej twórczość opiera się na intuicji i zaufaniu, jakim obdarzają Ją klienci. Nic nie dzieje się bez przyczyny, a dojrzewające w nas cele i marzenia czekają na odpowiedni moment. Każdy koniec może być początkiem nowej, niezwykłej historii.

To co wychodzi spod Twoich rąk jest prawdziwym dziełem sztuki. Wszystkie detale są idealnie dopracowane, robione z pasji i miłości. To czuć. Od każdego naszyjnika bije niesamowita energia. Dlaczego zdecydowałaś się tworzyć akurat biżuterię? Wszystko zaczęło się od czystej fascynacji. Od zawsze kochałam naturę, jej siłę, nieprzewidywalność. Od dziecka odnajdowałam się także w pracach manualnych. Godzinami mogłam wycinać, rysować, pisać, dawało mi to spokój. Pamiętam swój pierwszy talizman – szyszkę zawieszoną na sznurku. Wyobrażałam sobie, że jestem dzięki niemu zawiązana z lasem. Chyba zawsze po prostu szukałam znaczenia tego, co mnie otacza. Wystarczyło to wszystko magicznie połączyć – miłość do natury, cierpliwą umiejętność pracy rąk oraz szukanie znaczeń. Nie wiem, kiedy to się stało, ale myślę, że działo się to na przestrzeni wielu lat. Potrzeba czasu, by zadziało się w naszym życiu to, co zadziać się powinno. 

W zupełności się zgadzam, musimy zebrać wszystkie elementy układanki, by powstała z nich spójna całość . Jestem bardzo ciekawa jak wyglądały Twoje początki. Jak powstało Feeria Woods? Wydaje mi się, że było to około siedem lat temu. Byłam w momencie życia, w którym większość ludzi postanawia, co chce z nim zrobić. Kim chce być. Ja tego nie wiedziałam. Czułam, że mogę być każdym, ale nie potrafiłam zwizualizować sobie tego, kim mam być ja. Jeździłam wtedy wraz ze znajomymi na konwenty fantastyczne, podczas których mogłam podziwiać piękne kostiumy wiedźm, elfów – ludzi, którzy zapragnęli stać się na moment kimś innym. Któregoś razu zobaczyłam na szyi pewnej kobiety okazały naszyjnik. Taki jakby magiczny medalion. Nie pamiętam już, jak wyglądał, ale pamiętam, jakie wrażenie na mnie wywarł. Zrobiłam dochodzenie i tak poznałam technikę wire wrapping, w której obecnie tworzę. Na początku moim marzeniem było, by taki naszyjnik posiadać. Niestety okazało się, że tego typu prace nie są na moją kieszeń. Pomyślałam: „Może więc nauczę się, jak taki zrobić?”. Poszłam na krótki kurs podstaw, który zmotywował mnie na tyle, by zacząć tworzyć. Kupiłam narzędzia, druty, a także poszłam na wyprawę  do lasu, aby znaleźć kamienie, którym dałam nowe życie. 

Wracałam potem na te wspomniane konwenty już nie jako uczestnik, lecz wystawca. Pokazywałam swoje pierwsze prace. Teraz śmieję się, że nie były one na tyle dobre, by je pokazywać, lecz ludziom się podobało. I utwierdziło mnie w przekonaniu, że powinnam to robić dalej. Z czasem jednak porzuciłam tworzenie, dostałam pracę w szkole językowej i to mnie pochłonęło. 

W zeszłym roku, kiedy nastała pandemia, straciłam pracę, lecz tym razem już nie czekałam. Założyłam konto na Instagramie, zaczęłam uczyć się nowych technik i pomyślałam, że teraz to jest ten czas. I rzeczywiście był. 

Skąd wziął się pomysł na taką nazwę? Od dziecka kocham książki. A co za tym idzie – słowa, gry tych słów, znaczenia. Karmię się poezją. Dlatego wiedziałam, że nazwa, pod którą skryje się cały mój leśny świat, będzie od początku do końca moja. Pracując jako korektor tekstu w dzienniku, zachłysnęłam się słowami do samego końca. Czytając pewnego razu tekst, natknęłam się na słowo „feeria” właśnie. Znane mi było, lecz przystanęłam przy nim na chwilę dłuższą. Feeria, czyli bogactwo, różnorodność, wieloznaczeniowość. Polskie słowo, które ma w sobie dwie literki „e” pod rząd! Nie ma wielu takich słów w naszym języku. Woods to po angielsku las. Czyli element mojego życia tak ważny. Feeria Woods, czyli leśna różnorodność. A do tego brzmi jak imię i nazwisko!

Jak przebiega proces powstawania takiej biżuterii? Cykl życia każdego talizmanu to kilka etapów. Najpierw jest wybór kamienia. Jaki ma być jego kolor? Wielkość? Znaczenie? Czy ważny jest Twój znak zodiaku? Następnie szukam dla wybranego kamienia miedzianej kreacji. Czasami planuję, czasami po prostu zaczynam i moje ręce same wiedzą, co mają robić. Gdy ukończona jest forma, pora na sprawy kosmetyczne. Docinanie, polerowanie, przyciemnianie, ostatnie poprawki. Kolejnym etapem jest sesja talizmanu. To także zaliczam do procesu. Staram się, by moje zdjęcia pokazywały dzikość natury, zawierały jej najcenniejsze elementy. Następnie talizman spotyka człowieka w tym świecie obrazów.

 Wszystko robisz własnoręcznie? To czasochłonne? Staram się, by wszystko, co robię, wyszło spod mojej ręki. Chcę, by każdy komponent był dobrej jakości. Nie akceptuję miedzi z domieszkami innych metali, nie zapraszam do pracy ze mną syntetycznych kamieni. Wiem, że do wytwarzania biżuterii techniką wire wrapping istnieje wiele narzędzi ułatwiających pracę – lecz nie chciałam nigdy z nich korzystać. Żmudne zawijanie drutów mnie uspokaja, przynosi ukojenie. Nie chcę zabierać sobie tej przyjemności.

Jeśli chodzi o czas, wszystko zależy od wielkości oraz skomplikowania. Najbardziej zaawansowany talizman robiłam cały dzień, z krótkimi przerwami, kolejnego dnia kończąc go. Te mniej okazałe zajmują mi około godziny, dwóch, ale z biegiem lat moja technika jest też coraz lepsza, a ruchy rąk stały się szybsze wraz z rozwijaniem się. 

W końcu trening czyni mistrza, a Ty już jesteś Mistrzynią w swoim fachu. Tworzysz biżuterię intuicyjnie, po konkretną osobę czy raczej to klienci przedstawiają Ci swój zamysł? A może najczęściej decyzja pada na gotowy już produkt? Jedną z najwspanialszych rzeczy w tym, co robię, jest zaufanie. Większość osób, które proszą mnie o wykonanie biżuterii, na pytanie, jak ją widzą, mówią mi: „Zrób tak, jak Ci podpowie kamień, poczuj to”. Nigdy wcześniej nie byłabym w stanie przewidzieć, że tak będzie wyglądała moja praca, że będę obdarzona aż takim zaufaniem ze strony klientów. Czasami jest tak, że ludzie opowiadają mi o sobie, bym mogła wybrać kamień najbardziej dopasowany do nich samych. Niekiedy wysyłają mi swoje szkice, bym mogła się nimi inspirować. Rzadko jestem w stanie stworzyć coś gotowego od ręki. Brakuje mi na to po prostu czasu.

Każdy kamień (oczywiście pochodzący z natury) ma swoją unikalną moc, oddziałuje na coś innego. Czy jest jakieś rzetelne źródło gdzie możemy o tym poczytać, dowiedzieć się co będzie dla nas na ten moment najlepsze? Może opisałabyś krótko działanie tych najbardziej popularnych? Dla mnie najlepszym źródłem wiedzy o minerałach jest atlas. Niestety niewiele w nim magii. Korzystam także z książek „Kamienie, które leczą” oraz „Uzdrawiająca moc kryształów”. Można w nich znaleźć pięknie opisane działanie minerałów oraz ich moc. Staram się łączyć więc rzetelne informacje napisane przez mineralogów ze światem magii, wierzeń, mocy kamieni. Tak, aby ta magia szła w parze z pragmatyzmem. 

Jeśli chodzi o działanie kamieni – ametyst na przykład to kamień rozwoju i kreatywności. Labradoryt to jasność myśli i wiara w siebie. Kryształ górski to oczyszczenie. A agat to lek na lęk. 

Twoja biżuteria jest wyjątkowa i niezwykle tajemnicza, ale czuć w niej także spokój. Tworzysz „leśną” biżuterię, „lasoszyjniki”, mocno nawiązujesz do natury. Czy to odzwierciedlenie Twojej duszy?  David Thoreau napisał w swojej książce: „Zamieszkałem w lesie, albowiem chciałem żyć świadomie, stawiać czoło wyłącznie najbardziej ważnym kwestiom, przekonać się, czy potrafię przyswoić sobie to, czego może nauczyć mnie życie, abym w godzinę śmierci nie odkrył, że nie żyłem”. Tak chcę żyć. Świadomie, szczęśliwie, zgodnie z tym, co mam w sercu. A bycie w naturze pomaga mi w tym. Uspokaja mnie, dziwi, zabiera w podróż w głąb. Koi wewnętrzne demony. Dlatego też odpowiedź na to pytanie brzmi: tak. To, co tworzę, to cała ja, moja dusza i podejście do świata. Każda z moich prac to podróż. Czymś mnie umacnia, czegoś uczy, o coś wzbogaca. Dlatego też daje tyle spełnienia. I poczucia, że jestem tam, gdzie powinnam być. 

 Piękne jest to co mówisz. Gdzie widzisz Siebie i swoją markę za kilka lat? Masz jakieś plany na najbliższy czas? Mam głowę pełną planów! Czasami śmieję się, że mam ich za dużo, bo doba ma tylko 24 godziny. W tym roku powstanie pierwszy leśny tutorial, podczas którego uchylę rąbka tajemnicy tym, którzy zechcą poznać technikę, w której tworzę. Na wiosnę także… posadzę las. A właściwie posadzimy – ja wraz z wszystkimi ludźmi, którzy noszą przy sercu wykonany przeze mnie talizman. Każdy lasoszyjnik to kilka złotych, które odkładam do leśnej skarbonki. Zebrane w ten sposób pieniądze zostaną przeznaczone na sadzonki drzew, które znajdą swój dom w lesie. Chińskie przysłowie mówi, że pierwszy najlepszy czas na posadzenie drzewa był 20 lat temu. A drugi najlepszy na to moment to dokładnie teraz. 

Brzmi wspaniale! W takim razie mocno trzymam kciuki, by wszystko powiodło się zgodnie z planem. 

Rozmawiała: Oliwia Maniawska 

Zdjęcia: Feeria Woods

Kategorie
Ludzie / Natura / Rzemiosło
Udostępnij