dzieńdobry– z ich ubraniami każdy dzień będzie dobry

Jaśmina i Norbert – poznajcie założycieli marki dzieńdobry, których połączyła twórcza energia oraz uzupełniające się charaktery. On: detal i intuicja. Ona? Sprawiła, że jej rysunki ożyły i pojawiają się na produkowanych ubraniach. Sprawdżcie, który wzrór okazał się absolutnym hitem i czym jest dzisiejsze pojęcie slow fashion.

Rozmawiała: Malika Ledeman

Czy gdybym przywitała się z Wami „Hej” to byłoby niezbyt stosowne? Niestosowne na pewno nie, ale bardzo często znajomi i klienci witają się z nami mówiąc „dzień dobry dzień dobry” z dużym uśmiechem na ustach – za każdym razem nas to bawi.

No dobrze, powiedzcie więc skąd pomysł na nazwę „Dzień dobry”. Bo pierwsze co przychodzi mi do głowy to fakt, że z Waszymi produktami świetnie witać każdy dzień. 

Jaśmina: Tak, nasze hasło przewodnie brzmi: „Niech każdy dzień będzie dobry” – i to chcemy przekazywać. Ale historia samej nazwy jest taka: około osiem lat temu, szukając nazwy dla naszej raczkującej marki, mieliśmy takie założenia: miała być w języku polskim, łatwa do zapamiętania i najlepiej żeby wywoływała uśmiech. Wymyślaliśmy różne cuda – najdziwniejszą, którą pamiętam jest „Łyżke 7”. Pewnego dnia wchodząc do jakiegoś sklepu powiedzieliśmy „dzień dobry” do pani ekspedientki i zarazem spojrzeliśmy się na siebie porozumiewawczo, mówiąc – a może „dzieńdobry”? No i tak zostało. Ja osobiście miałam różne stosunki do naszej nazwy przez te osiem lat, ale teraz bardzo ją doceniam, bo na prawdę za każdym razem, kiedy przedstawiam naszą markę, zdecydowana większość osób się uśmiecha. A najpiękniejsze są dla mnie historie, kiedy nasze klientki mijają się na ulicach w tych kolorowych kurtkach i mówią sobie nawzajem „dzieńdobry” z porozumiewawczym uśmiechem! Słysząc te historie serce mi rośnie!

„Dzień dobry” wyrosło z Was – Jaśminy i Norberta. Oboje macie wykształcenie zdobyte w Łodzi. Jak się poznaliście? Bo studiowaliście na innych uczelniach. 

Jaśmina: Poznaliśmy się na imprezie w Kielcach przez wspólnych znajomych. Od razu zaiskrzyła między nami twórcza energia i bardzo szybko zaczęliśmy razem działać. Od początku uzupełnialiśmy się i wzajemnie motywowaliśmy pod względem tworzenia marki. W tym czasie ja kończyłam studia w Krakowie, a Norbert już studiował w Łodzi. Dzięki tej znajomości przeniosłam się do Łodzi i rozpoczęłam studia magisterskie na ASP na kierunku Druk na Tkaninie.

Norbert jako filmowiec ma na swoim koncie wiele nagród związanych z filmem i współpracuje z licznymi artystami scenicznymi. Umiejętności scenograficzne, fotograficzne czy reżyserskie przydają się w prowadzeniu marki odzieżowej?

Norbert: Prowadzenie marki odzieżowej, to zbiór doświadczeń zebranych w życiu. Te w połączeniu z intuicja, wrażliwością i odrobiną szczęścia mogą stworzyć ciekawą kompozycje biznesową. Każda dodatkowa umiejętność na pewno pozytywnie wpływa na prowadzenie marki. Na planie zdjęciowym, czy w życiu, czy w pracownii w Łodzi zmagamy się z wieloma zagadnieniami i czasem podświadomie podejmujemy decyzje, które są wyrazem naszego charakteru.

Jaśmina: Poza tym Norbert dzięki praktyce w fotografii ma dużo lepsze oko do szczegółów, od razu zwraca uwagę na detale, jak chociażby zła linia ramion w prototypie marynarki, czego ja zupełnie nie potrafię dostrzec. Jest też dużo bardziej konkretny, stanowczy i szybciej podejmuje decyzje – takie cechy przydają się i w pracy na planie i we własnej firmie.

Jaśmina, Ty rysowałaś i malowałaś od zawsze. Skąd więc pomysł, by przenieść to akurat na ubrania?

Jaśmina: Pomysł przeniesienia moich grafik na ubrania wyszedł od Norberta. Ja dosyć długo nie byłam do tego przekonana, bo perspektywa produkcji koszulek z nadrukami była dla mnie mało „artystyczna”. Ale Norbert potrafi mnie przekonać i na całe szczęście! W między czasie mój proces tworzenia ulegał zmianie, której bardzo potrzebowałam – długie samotne godziny spędzane nad grafiką komputerową przestały mnie satysfakcjonować. Cieszyłam się, kiedy moje prace z 2D stawały się 3D, zaczęły „wychodzić z komputera”, ludzie zaczęli je na sobie nosić, moje rysunki jakby ożyły. To było i nadal jest odświeżające doświadczenie.

Dogadujecie się?

Norbert: I tak i nie. Bywa między nami bardzo różnie, ale znamy się już na wylot i wiemy czego się po sobie spodziewać, więc nawet kiedy się sprzeczamy, wiemy, że w końcu dojdziemy do porozumienia. Obojgu nam tak samo zależy na tym co robimy i to motywuje nas do ciągłej pracy nad sobą dla dobra naszej firmy. Nie jest łatwo mieć wspólnika, ale nie wyobrażamy sobie tej pracy bez siebie na wzajem.

To chyba ogromne szczęście, że stacjonujecie w Łodzi. Macie tu duże zasoby rodzimych szwalni, które mogą Wam pomóc, ponieważ szybko się rozwijacie. Spodziewaliście się tego?

Jaśmina: To nie zasługa szczęścia, a nasz świadomy wybór miejsca, w którym jest wszystko co potrzebne do tworzenia ubrań. Od początku wiedzieliśmy, że „dzieńdobry” będzie stacjonować w Łodzi. Pojawiliśmy się w tym mieście ze względu na studia, a zostaliśmy ze względu na pracę. Mimo, że w Łodzi bywa nam różnie, nie wyobrażamy sobie przenieść pracowni w inne miejsce. Współpracujemy tu od lat z kilkunastoma wspaniałymi ludźmi, którzy oprócz swoich usług, służą nam również swoją pomocą, doświadczeniem i serdecznością – z wieloma zdążyliśmy się już zaprzyjaźnić, co tym bardziej wiąże nas i naszą markę z tym miastem.

Co się zmieniło na przestrzeni lat?

Jaśmina: Na przestrzeni ośmiu lat działania „dzieńdobry” zmieniło się wszystko. Zaczęliśmy od hobbystycznego drukowania pojedynczych koszulek dla znajomych. Pierwsze koszulki i bluzy pod druk znajdowaliśmy w Łódzkich ciucholandach. Na początku wszystkie ubrania przerabiałam na maleńkiej maszynie do szycia, metki i suwaki wszywałam ręcznie. Na ASP poznałam technikę sitodruku i farby do ubrań dzięki czemu często po godzinach pracy uczelni własnoręcznie odbijaliśmy sita na bluzach i koszulkach. Miałam też okres, kiedy malowałam i naszywałam różne rzeczy bezpośrednio na bluzach. Raz powstała też mini kolekcja ubrań farbowanych w wielkim garze w naszej studenckiej kuchni. Tworzyliśmy wtedy prawdziwe unikaty, zawsze ciekawi mnie co teraz się z nimi dzieje. Kilka lat temu przeszliśmy też etap produkcji gładkich ubrań w ciemnych kolorach – wszyscy pytali się w tedy: co się stało z Waszymi wzorami? Gdzie są te kolory? To był najcięższy czas dla naszej firmy. W tym momencie nasza produkcja wygląda zupełnie inaczej, współpracujemy z konstruktorką, kilkoma szwalniami, zamawiamy coraz większe ilości materiałów i co najważniejsze nie robimy już wszystkiego sami.

Wydaje mi się, że Waszą największą siłą są wzory. Jak wpadacie na nowe nowe kolekcje i to, co będzie w niej dominować? 

Jaśmina: Projektowaniem wzorów zajmuję się ja, ale Norbert jest ich pierwszym komentatorem i w zasadzie najczęściej ostateczne decyzje dotyczące, który wzór wchodzi do produkcji należą do niego. Ja w projektowaniu jestem dosyć spontaniczna – nie planuję kolekcji z rocznym wyprzedzeniem – a tak na prawdę powinno to wyglądać właśnie w ten sposób. Ale ja lubię tą swoją spontaniczność i wydaje mi się, że dzięki temu cały czas mam z tworzenia dobrą zabawę. Lubię też momenty, kiedy wybór tego, który wzór ma pojawić się na danym produkcie zostawiam klientom – często zadaję im te pytania w social mediach. Czuję wtedy, że ta marka żyje, jest organiczna, zmienna, a ludzie dla których jest tworzona mają na nią realny wpływ. Przez takie funkcjonowanie nasze kolekcje nie są do końca spójne, ale myślę, że nie są też nudne. Co do samych wzorów – uwielbiam, kiedy mogę opowiedzieć przez nie jakąś historię i oddać ją ludziom, żeby mogli ją na sobie nosić. Moim ulubionym przykładem tego typu jest wzór „Banany” z letniej kolekcji. Historia „Bananów” jest taka, że będąc w tę zimę po raz pierwszy w życiu na samotnej wyprawie w Indiach, zamieszkałam w Willi, która była pomalowana cała na intensywny różowy kolor, a przy wejściu rosła palma na której kwitł kwiat bananowca. Totalnie zachwyciłam się tym kwiatem – widziałam go pierwszy raz w życiu! Chcąc przekazać zachwyt nad kolorami, naturą i słońcem Indii stworzyłam wzór „Banany”, który przypadł do gustu nie tylko Norbertowi, ale całej rzeszy naszych klientek.

 „Dzień dobry” działa w duchu slow fashion. Co ona oznacza w Waszym przypadku? 

Norbert: Slow Fashion dla nas znaczy min. to, że jesteśmy obecni na każdym etapie produkcji. Dzięki czemu mamy na nią wpływ, możemy kontrolować nie tylko jakość produktów, ale także widzimy w jakich warunkach one powstają, znamy swoich podwykonawców, znamy również ich pracowników, cenimy się i szanujemy na wzajem. Ważne są dla nas przyjazne relacje i dobra atmosfera w pracy. Cenimy uczciwość – w produkcji, w jakości, w projektowaniu, we współpracy z ludźmi i w końcu w cenie. Slow Fashion, to dla nas również pewność, że produkty przetrwają dużo więcej niż jeden sezon.

Jaśmina: Poza tym, dla mnie osobiście Slow Fashion oznacza, że to co robię ma konkretną ideę, którą staram się przekazać. A tym przekazem jest wiara, że kolory, wzory, dobre słowo, wdzięczność, wymiana pozytywnej energii i uśmiechu, podróże, odpoczynek pobudzają i podtrzymują naszą radość życia. Radość życia jest dla mnie sensem samym w sobie, sama codziennie staram się o nią troszczyć i jeśli tylko mogę kogoś zainspirować, moja praca nabiera w tedy dużo większej wartości. I to również mieści się dla mnie w definicji Slow Fashion – praca nie tylko dla pieniędzy, moda z przekazem, marka która jest blisko ludzi i dla ludzi.

Dla kogo są Wasze ubrania? Przyznam, że zazwyczaj moda etyczna kojarzona jest z minimalizmem. U Was dominują odważne printy. 

Norbert: Nigdy nie mieliśmy wymyślonej, sprecyzowanej grupy docelowych odbiorców, grupa ta stworzyła się sama. Kiedyś byliśmy przekonani, że takie kolorowe ciuchy pasują bardziej do młodych ludzi, ale przy okazji spotykania się bezpośrednio z naszymi klientami np. przy okazji targów mody lub w naszym showroomie, okazało się, że wiek w tym przypadku zupełnie nie gra roli. Najważniejsza jest odwaga w wyrażaniu siebie, dystans i poczucie humoru.

Jaśmina: I pasja do życia!

Godne podziwu jest to, że zdecydowaliście się również na męskie kolekcje. To zdecydowanie Was wyróżnia. Od początku oferta skierowana była do obu płci? 

Nasze pierwsze koszulki zrobiliśmy tak na prawdę dla Norberta, ja jeszcze w tedy nosiłam się na czarno, a jemu moje grafiki bardzo się podobały i widział w nich tego typu potencjał. Dzięki temu, że moim wspólnikiem jest chłopak, zawsze gdzieś z tyłu głowy mamy męskie ubraniowe potrzeby. Mimo, że zdecydowana większość naszych produktów jest dla kobiet, panowie cały czas domagają się kolorowych ubrań. W tym momencie mamy mini męską kolekcję, którą niedługo uzupełnimy o kolejne produkty.

Czy jest jakiś produkt, z którego jesteście najbardziej zadowoleni? 

Jaśmina: Mamy kilka takich produktów. Na piedestale jest chyba nasza kurtka zimowa – bardzo funkcjonalna, lekka, świetnie chroni przed deszczem i wiatrem – jest idealna na współczesne deszczowe zimy. Bardzo lubimy też dresowe komplety – bluza z kapturem i dresowe spodnie – cieszymy się, że nie trzeba było nikogo przekonywać do noszenia na sobie jednego wzoru od góry do dołu – wygląda to świetnie i jest praktyczne – wszystko od razu do siebie pasuje! Uwielbiamy też plecaki Roll Pack, które tworzymy razem z zaprzyjaźnioną marką PAK.IN specjalizującą się w plecakach – Roll Packi są bardzo wygodne, wodoodporne, pojemne i niezniszczalne! Ja swój plecak w Dynię mam na każdej wyprawie.

Gdzie więc można Was znaleźć?

W tym momencie znaleźć nas można przede wszystkim w internecie na www.dziendobrysklep.com. Do niedawna mieliśmy swój mini showroom w Warszawie, który musieliśmy niedawno opuścić, ale cały czas szukamy nowego miejsca i na pewno showroom wróci do Warszawy w nowym roku. Poza tym nasze produkty można znaleźć w Krakowskim Idea Fix, w Amsterdamie jesteśmy w Salamon Art & Design, w Katowicach w Showroomie Nanastroje.

Zdjęcia: dzieńdobrysklep.com

Kategorie
Ludzie / Moda / Projektowanie
Udostępnij