Czy pamiętasz o tym, że pochodzisz z gliny? Rozmawiamy z KLO

Nie od dziś wiadomo, że to co najpiękniejsze, najbardziej niepowtarzalne i unikatowe powstaje z przestrzeni serca. Taka jest też sztuka Klaudyny, która do każdego swojego dzieła podchodzi z ogromną pasją, miłością i uwagą. Tworzenie z gliny jest dla niej formą medytacji, momentem, w którym wszystko inne znika. Jak sama podkreśla – Jej praca to powołanie, w którym jest po prostu Sobą. 

KLO, czyli co? Krótkie, ale niezwykle treściwe pytanie, bo czuję, że za tą nazwą kryje się wiele. Klo to skrót od Klodinne czyli z języka francuskiego Klaudyna – tak mi na imię. Moja marka to ja. Nie mam pracowników. Moja sztuka jest mną.

Czasami za intrygującymi nazwami stoją proste odpowiedzi. Tak jest ze sztuką – za tym co najpiękniejsze stoi prostota, która wbrew pozorom jest najtrudniejsza do wydobycia.

Porozmawiajmy dziś o Tobie, o Człowieku. Gdybym zapytała Ciebie o to kim jesteś, to co byś odpowiedziała Jestem w stu procentach sobą, spełniona, w pełni wdzięczna za to, że robię to co kocham. To duże błogosławieństwo w tych czasach, w tym kraju. Długo marzyłam o tym abym mogla utrzymać się z pasji. Po szkole średniej, gdy obroniłam tytuł technika ceramika, byłam zdruzgotana, w głowie kotłowały się pytania o przyszłość – co będę robić, gdzie znajdę pracę?! Znajomi szli na studia prawnicze, ekonomiczne, a ja słyszałam od bliskich tylko „a Ty co, garczki będziesz lepić?” Wtedy nikt nie słyszał o polskich markach, małych pracowniach ceramicznych, to co się dzieje teraz dopiero miało nadejść. To, gdzie jestem teraz zawdzięczam pokorze i wielkiej miłości do sztuki ogólnie ( czy to historia sztuki czy malarstwo, rysunek i wreszcie ceramika.)

Jako człowiek na pewno mogę określić się jednym słowem – wdzięczność. Codziennie ją praktykuję, czy to o 6 rano przy kole garncarskim czy idąc przez las – wzruszam się małymi rzeczami, inspiruje mnie proza życia, natura, to co na wyciągnięcie ręki, a moja sztuka jest doskonałym przykładem wielkiego zachwytu, wielkiego piękna, które mnie otacza.

Myślisz, że ludzie pamiętają o swojej naturze? O tym, że pochodzą z gliny? Myśle, że dużo rzeczy, które nas otacza sprawia, że zapominamy o tym co w nas drzemie, o naszych potrzebach. Chcemy więcej i szybko, to co wartościowe jest za trudne, wymaga poświęcenia, uwagi. Żyjemy w kulturze multiplikacji, otacza nas mnóstwo bodźców, które często nakładają się na siebie.Wszystko jest na zaraz, teraz. Nawet nie musimy odrywać się od komputera żeby zobaczyć wystawę w muzeum…. Wychodzi wielka kakofonia. Budzimy się w środku tłumu zrozpaczeni, bez celu… ale ale ale, żeby nie było dramatycznie – uważam, że wszystko się z roku na rok zmienia, doceniamy to, co eko, co handmade, co rodzime, co trudne, co wartościowe. Ostatnimi czasy  zauważam, zwłaszcza na warsztatach ceramicznych, które prowadzę w moim atelier, niespodziewaną magię.

Z uczestnikami warsztatów dzieje się coś niesamowitego, gdy tworzą, lepią nastaje wielka cisza…. pracując z gliną zapominają o wszystkim co ich przytłacza, o zbędnych bodźcach, o pędzie, pieniądzach, zakupach, telefonach. Ważne jest dla nich  to, co tu i teraz – sztuka, akt twórczy. To dla mnie olbrzymia nagroda, gdy widzę, że dzięki moim warsztatom ceramicznym mogę wprowadzić do ich życia taką odrobinę magii.

Wychodzi na to, że to nasza pierwotność może ciągnąć nas, no właśnie… do rękodzieła. Widzisz w ceramice powrót do korzeni? Oczywiście, obcowanie z gliną jest bardzo pierwotne. Wymaga czasu, procesu, znajomości materiału, obserwacji. Ważna jest wielka miłość do gliny, szacunek do niej. W mojej pracowni gliny się nie wyrzuca, recyklingujeę ją. Ważna jest też technologia, znajomość zawodu, procesów.. Wiadomo oczywiście, że zmieniły się materiały na których pracujemy, ze mogę kupić gotowa glinę, nie musze jej przesiewać i zalewać woda jak to robiliśmy chociażby w szkole średniej.

W świętokrzyskim, skąd pochodzę i gdzie działam, znajduje się miejscowość Chałupki. W przeszłości wieś była znanym ośrodkiem garncarstwa. W 1935 r. było tam aż 69 warsztatów. To, co robię teraz jest ekstremalnie zbliżone do tradycji garncarskiej, do korzeni. Jestem mega szczęśliwa, gdy najdzie mnie refleksja, że właściwie kontynuuje w jakiś sposób tradycje garncarskie, że zawód o którym było przez ostatnie 50 lat cicho powraca i to dzięki pracowni takiej jak moja.

A czy istnieje coś takiego jak „szybka ceramika”? Wiesz, widziałam ostatnio ceramiczne, „gliniane” rzeczy w Biedronce. Proszę, objaśnijmy Czytelnikom czym one się różnią. Istnieje, owszem. Chodzi o proces produkcji. Naczynia, które kupujemy w supermarketach to wlasnie ta “ceramika na szybko”. Naczynia te w najlepszym wypadku masowo odlewane są z form w dużych nakładach, lub zamawiane masowo z Chin – tam proces produkcji nie jest kontrolowany przez nasz rynek. Za wiele, z rzemiosłem nie ma to wspólnego. Jest olbrzymia różnica od produkcji 100 kubków dziennie z produkcji taśmowej, odlewanych z uniwersalnych form o mało wyszukanych kształtach od tego co robi się w małych pracowniach ceramicznych. U mnie wyglada to nastepujaco : wazony – najpierw projektuje, potem robię szablony 1 do 1, następnie lepiej wazon z wałków przez 7-10 godzin, wypał na biskwit , szkliwie ręcznie, wypalam na ostro. Natomiast kubki – projekt, przygotowanie gliny (ugniatanie technika japońską), później toczę kształt na kole, gdy glina zdębieje obrabiam kubek oczkami garncarskimi, wypał na biskwit, na ostro. Proces jest długi, nie ma co się oszukiwać, różnica jest olbrzymia. To tak jakby porównywać produkcję Volkswagena do najlepszych Bentleyów.

Ceramika jest dla wszystkich? Ciężkie pytanie bo jestem zdania w myśl za Beuysem, ze sztuka jest rodzajem terapii dla wszystkich. Z drugiej strony uważam, że ceramika artystyczna jest dla osób o mocnym wyczuciu kształtu i przestrzeni. Może w ten sposób: rzemiosło jest dla wszystkich. Dobra sztuka musi iść w parze z doskonałym rzemiosłem. Wyjątkową ceramikę  tworzy ten, kto nie tylko opanuje doskonale rzemiosło ale będzie także wirtuozem formy, wspaniałym rysownikiem, myślicielem. Połączenie przemyślanego projektu, estetyki wykonania i znajomości rzemiosła to klucz do sukcesu.

Czasami Pollock, a czasami Bauhaus, Madera… Twoje nazwy nawiązują do miejsc, ale i artystów. Skąd zainteresowanie sztuką? Jako mała dziewczynka byłam zafascynowana tym czymś, wtedy dla mnie nieosiągalnym (sztuką). Oglądałam albumy z obrazami wielkich mistrzów z wypiekami na buzi. Chciałam tak jak oni tworzyć ale zupełnie nie wiedziałam o co chodzi, jak się zabrać za to, by wyszło mi tak jak to robili oni! Byłam zapatrzona (miałam z 5,6 lat)  w moja ciotkę, która kończyła snycerstwo w liceum plastycznym. Znalazłam u niej raz paletę z zaschniętymi farbami olejnymi. Od tamtej pory już zawsze chciałam stworzyć, pachnieć terpentyną, “umieć” malować, rysować, rzeźbić. Od tamtej pory minęło 25 lat. Chodziłam do gimnazjum i liceum plastycznego, mieszkam we Włoszech, studiowałam Historię Sztuki. Sztuka to moje całe życie. Kocham różnorodność sztuki, piękno przyrody, kultur. Mam wielki apetyt na wszystko co intrygujące nie ograniczam się, stad ten pluralizm nazw, nurtów, nazwisk. Ciagle szukam natchnienia i piękna. To uzależniające. 

Czy Twojemu życiu towarzyszą również podróże? Ostatnie lata to raczej mini podróże. Wyjeżdżamy z moim chłopakiem i psem na szybkie wypady w nasze mini świętokrzyskie Tatry. On jest geologiem i ciągnie go podobnie jak i mnie do lasu.

Ile czasu spędzasz w pracowni? Zazwyczaj jestem na miejscu już o 6 rano, zapalam kadzidło, włączam muzykę, łyk kawy i działam. Praca pochłania mnie bez reszty, cała, zupełnie. Prowadzę grafik prac, jestem sama wiec musze pilnować aby odpowiednia ilość wazonów i talerzy powstała danego dnia. Czasem zapominam o obiedzie a wychodzę ok 18, 19. Często jestem w pracowni 12 h i dłużej. Co jest najpiękniejsze wchodzę z pracowni i wychodzę do niej z uśmiechem. Pokora i wdzięczność są dla mnie ogromnie ważne. Moje ciało jest zmęczone ale moja głowa czuje wielka wdzięczność i radość.

A potem wieczorem… warsztaty, odpoczynek czy może kolejne obowiązki? W dzisiejszym świecie podział czasu jest niezwykle ważny. Po “pracy” – raczej nie nazywam tego, co robię praca, to jest moje życie. pracowałam wiele lat na etacie – to, była praca. Teraz jestem sobą. Robię to co jest moim powołaniem. A wracając do właściwej odpowiedzi, po pracy twórczej siadam do komputera, trzeba pilnować skrzynek, posty na socjalach napisać, listy przewozowe wypisać, zamówić kartony, glinę, szkliwo, no i papierologia…  jest tego sporo. Są też warsztaty. Są tez pomysły do spisania i uporządkowania. Prowadzę terminarz od 3 miesięcy, za namowa bliskich osób. Nigdy mi nie był potrzebny, uważałam to za “dziwne” żeby wpisywać plany do kalendarza. Skutkiem były wpadki mniejsze i większe. Dzisiaj terminarz to duże wybawienie, głowę mam tylko do sztuki, nie do zapamiętywania dat….

Rozmawiała: Malika Ledeman

Zdjęcia: KLO

Kategorie
Projektowanie / Rzemiosło / Świadomość
Udostępnij