“Spokojnie, nic się nie stało. Odpuść” – Cztery Litery, czyli polska bielizna ciałolubna

Nasti i Ania o ciele mówią po prostu. W Czterech Literach robią bieliznę, która pomaga kochać swoje ciało i nabierać bardziej ciałolubnej perspektywy na życie. Przeczytajcie naszą rozmowę i poznajcie te niesamowite Dziewczyny, które dbają o to, żeby nasze cztery litery były czule zaopiekowane.

Bielizna ciałolubna. Co to takiego?

Ania: To stanik, który nie podniesie Ci biustu (ale też nie spłaszczy), nie sprawi, że cycki będą wizualnie sprawiały wrażenie większych niż w rzeczywistości. Taki, którego nie chcesz odruchowo zdjąć po wejściu do domu.

To majtki, które nie wymodelują Ci magicznie pośladków, nie ścisną brzucha, żebyś za cenę tlenu miała talię osy.

Nasti: To bielizna stworzona z materiałów, które pozwolą oddychać Twojej cipce, na tyle elastycznych, by nie wbijać się boleśnie w skórę. Jest przyjemna w dotyku, mięciutka, wygodna. To po prostu bielizna, która lubi Twoje ciało takim, jakim jest.

Nie obawiacie się, że ktoś może powiedzieć “ciałolubna?”, chyba “samolubna?”

Nasti: Ach, właściwie niech powie, proszę bardzo!

Ania: W tym momencie w głównej mierze trafiamy do własnej bańki – osób, które mają podobne poglądy do naszych, którym bliskie są idee ciałopozytywności, ciałoneutralności, feminizmu intersekcjonalnego. To cudowne, mieć wokół siebie taką ciepłą, rozumiejącą społeczność, niemniej marzy nam się także, by zmieniać myślenie. Podważać normy. Docierać do tych, którzy nie są jeszcze oswojeni ze swoją cielesnością – a więc i z cielesnością innych.

Nasti: To nie ich wina – wszyscy żyjemy w kulturze, w której ciało kojarzy się ze wstydem. Warto byłoby ten wstyd przepracować.

Ania: To całkiem smutne, że odczuwanie zwykłej empatii względem samej siebie jest odbierane jako egoizm.

Jak dzielicie się obowiązkami? Bo zakładam, że mimo pasji do tego, co robicie, to jednak jakieś obowiązki macie. 

Nasti: Podział jest dość wyraźny i dobrze wypracowany. Ja zajmuję się tzw. twardymi obowiązkami, czyli kasą, logistyką, materiałem, kontaktem z dostawcami, szukaniem nowych rozwiązań, planowaniem budżetu czy ogólnie rozumianego rozwoju. Ania natomiast jest odpowiedzialna za stronę kreatywną, ona też przede wszystkim ogarnia nasze social media, czyli główne kanały komunikacyjne z klientkami. Oczywiście, kierunek, w jakim chcemy iść, główne cele, pomysły na nowe produkty i wszystkie ważniejsze decyzje podejmowane są zawsze, ale to zawsze wspólnie. Dbamy o transparentność, zdecydowanie lepiej się współpracuje z osobą, przed którą niczego nie musisz ukrywać, ale też zrozumie Cię, kiedy coś zawalisz, nie dopilnujesz, i powie: “Spokojnie, nic się nie stało. Odpuść”.

A jaką rolę odgrywa w tym jedna z najlepszych tatuażystek w kraju, Mudrowska?

Ania: Zanim w ogóle jeszcze zaczęłyśmy, zagadałyśmy do Asi, czy nie chciałaby wejść z nami we współpracę. Zgodziła się od razu. W ten sposób zaprojektowała grafiki golasek pod nasze hafty, została jedną z naszych modelek, a prywatnie – jako przyjemny efekt uboczny – jedną z bliższych nam osób. Nie znałyśmy się wcześniej. Pierwszy raz spotkałyśmy się na żywo podczas sesji w Warszawie w sierpniu ’19.

Nasti: Taaak, Asia jest cudowna! Mamy ze sobą codzienny kontakt na wspólnej konwersacji na Messengerze pod ironicznym tytułem Let’s Generalize About Men, była u Ani w Lizbonie, my we dwie często wspólnie spędzamy weekendy. A, i wydziarała mi też kiedyś golaskę na ramieniu!

Udaje Wam się współpracować przy tworzeniu bielizny, mimo, że mieszkacie daleko od siebie?

Ania: Chyba pandemia najbardziej dobitnie pokazała, że wiele spraw – również zawodowych – da się załatwić online.

Nasti: My zresztą od początku działalności mieszkałyśmy w różnych miejscach – ja we Wrocławiu, Ania w Krakowie. W międzyczasie Ania przeniosła się do Lizbony. Utrzymujemy codzienny kontakt, radzimy się wzajemnie i motywujemy. Szczerze mówiąc, odległość bardzo rzadko była dla nas przeszkodą.

Czy tworzenie bielizny to nie Wasza jedyna praca? 

Nasti: Nieeee, oczywiście, że nie. Na razie cały dochód z Czterech wkładamy w produkcję, nie mamy jeszcze finansowych profitów – choć mamy oczywiście wiele innych (przykład powyżej). Ja jestem inżynierką projektu oraz procesu, pracuję w lotnictwie, wcześniej działałam w branży automotive. Mimo, iż są to zupełnie inne kierunki niż produkcja bielizny, zauważyłam szybko, jak dużo moje doświadczenie dało mi w prowadzeniu firmy – przede wszystkim lubię swoje wypracowane latami podejście “wszystko da się ogarnąć, nic nie jest takie trudne, jakby się wydawało”, które często mnie ratuje, kiedy staję przed ścianą decyzyjną. Pomaga mi też mój analityczny umysł, szybkość podejmowania decyzji i nastawienie na działanie.

Ania: Ja pracuję w korpo (od zeszłego kwietnia w formie home office), a dodatkowo przyjmuję zlecenia copywriterskie. Ta trzecia pracka wpadła mi właśnie dzięki Czterem. Zmieniam miejsca zamieszkania średnio co dwa lata, w związku z czym docelowo chciałabym pracować całkowicie zdalnie w branży kreatywnej (a najlepiej zarabiać na pisaniu).

Cztery Litery – skąd nazwa? Bo wiecie, kojarzy się z… pupą. Ale szukam w swojej głowie innych, super słów, które mają 4 litery. Propozycje? Ja rzucam: KAWA.  

Nasti: Nazwę Cztery Litery wymyślił mój przyjaciel Damian w ciągu jakichś trzydziestu sekund, my same zastanawiałyśmy się nad tym dobre kilka tygodni. Od razu dałam znać Ani, jeszcze zanim odpowiedziała, wiedziałam, że powie: “Mamy to”.

Ania: Cztery mają się kojarzyć z pupą, a nawet z dupą, z wulgarnymi nazwami części intymnych. Mają być prowokacyjne, zmuszać do myślenia. Dlaczego wstydzimy się części ciała, które wszyscy mamy i kiedy większość z nas odczuwa przyjemność z ich korzystania? Dlaczego – w języku polskim szczególnie – mamy taką trudność ze znalezieniem dla nich neutralnych określeń?

Poza tym, Cztery Litery to nie tylko bielizna. To też to, co obie mamy do powiedzenia. Regularnie wstawiamy posty na insta i fejsie, robimy stories.

Jakie działania jeszcze można znaleźć w Waszych mediach?

Nasti: Jakiś czas temu zrobiłyśmy na insta ankietę, która pokazała, że kilkadziesiat obserwujących nas ludzi (i to tylko tych, którzy głosowali) nawet nie wie, że sprzedajemy bieliznę. Oznacza to – oprócz tego, że jesteśmy pangami biznesu – że ludzie często na początku przychodzą do nas nie ze względu na oferowane produkty, a dla treści i ciałolubnych fotek. Nie jesteśmy neutralne politycznie, bo jako Polki nie możemy być neutralne politycznie, i nasze_si klientki_ci są tego świadomi i chyba nas lubią.

Myślę, że zdecydowanie! Gdybyście mogły usiąść na kawie z grupą dziewczyn, które są dopiero na początku drogi do akceptacji swojego ciała, to co byście im powiedziały?

Ania: Najpierw chciałybyśmy ich wysłuchać. Dać przestrzeń do wygadania się. Tak wiele tak normalnych rzeczy zostało wrzuconych do sfery tabu.

Nasti: Dokładnie – powiedziałybyśmy, że to, co czują i myślą, jest NORMALNE. Uczucia są do czucia. Przytoczyłybyśmy własne przykłady.

Jak patrzę sobie wstecz, to myślę, że dwa aspekty bardzo pomogły mi w samoczułości i akceptacji. Pierwszy – sesje zdjęciowe w bieliźnie lub nago. Naprawdę, kiedy widzisz swoje ciało po raz dziesiąty w różnych, czasem też niezbyt korzystnych pozach, coraz rzadziej zauważasz niedoskonałości, oswajasz się ze swoją fizycznością. Przecież, tak naprawdę, niezbyt często widujemy się nagie, i zwyczajnie zapominamy, jak wyglądamy! Drugi – oglądanie różnych, ciałopozytywnych kont na Instagramie, oswajanie się z niedoskonałym ciałem – efekt czystej ekspozycji działa tu doskonale. Oczywiście są to moje sposoby, zachęcam do eksperymentowania, znalezienia swoich metod, podpatrywania, co podoba Ci się u innych ludzi i dlaczego, do cholery, nie podoba Ci się to u samej siebie.

Rozmawiała: Malika Ledeman

Zdjęcia: João Araújo i Karolina Jackowska dla Czterech Liter

Na fotografiach: Kasia, Marta, Milai, Nasti i Ania, Luiza

 

Kategorie
Ekologia / Ludzie / Moda
Udostępnij