Bakcyl ceramiki

Dwie dziewczyny, jedna pasja – ceramika. Wytwórnia Bakcyl została założona przez Kasię Bukiert i Dorotę Piekarczyk, które od lat marzyły, by znaleźć własny kąt. W nim mogą rozwijać się twórczo. Ale nie tylko. Glinianego rzemiosła uczą również innych. Nawet tych, którzy podobnie jak my, mają dwie lewe ręce.

Piątek, piękne popołudnie. Przemierzając poznański Łazarz na rowerze, trafiamy na ul. Łukaszewicza 34/38, gdzie za szklaną witryną znajduje się wytwórnia ceramiki i mała warsztatownia. Bakcyl, bo właśnie tak nazywa się miejsce, już od progu wita nas jasną przestrzenią i masą półek wypełnionych mieniącymi się naczyniami. Jednak to nie one grają tu pierwsze skrzypce. Jeszcze nie teraz. Na pierwszy plan wychodzi duży, drewniany stół. Król pracowni, który służy dziewczynom i ich kursantkom do wyrabiania rzeczy z gliny. Usiądziemy, chociaż ręce proszą, by wszystkiego dotykać.

Małe dzieła sztuki

Miski, czarki, dripy do kawy, a nawet patery w kształcie monster i oczywiście wazony do kwiatów – w Bakcylu każda rzecz wykonywana jest ręcznie. Zamiast koła garncarskiego znajdziecie w niej za to dziesiątki pędzelków i wałków. – Dlaczego decydujecie się, by robić wszystko ręcznie? – pytam Kasię, która rzuca równocześnie zabawkę trzymiesięcznemu Border Collie o imieniu Figa (skradła nasze serce). – To bardziej pracochłonna technika i dłuższa metoda pracy, ale daje niesamowite efekty. Możemy naszej glinie nadać dokładnie taki kształt, jaki chcemy, jednak efekt końcowy często bywa zaskakujący, zwłaszcza w fazie szkliwienia. – odpowiada wskazując na kolorowe talerzyki – To długi proces. Używana do wyrobów glina może mieć różną barwę i strukturę. Gdy wybierzemy tą odpowiednią, to zabieramy się za nadanie jej kształtu i przechodzimy do wygładzania.

– Co dalej? – dopytuję. – Później suszymy. Spokojnie, bez pośpiechu, by glina miała możliwość równomiernego wyschnięcia. W przypadku nadmiernego ciepła mogłaby pęknąć, a tego nikt nie chce. – śmieje się Kasia i zaprowadza nas na zaplecze, gdzie stoi piec wypalający ceramikę. Jeszcze rozgrzany. Rano, jak co piątek i niedzielę, były warsztaty  Fajna sprawa, ponieważ wielu z nas nie ma świadomości z czego wynika cena, która widnieje finalnie na metce.

No właśnie, cena. Lokal przy ul. Łukaszewicza dziewczyny otrzymały dzięki udziale w konkursie Otwarta Strefa Kultury, który ma za zadanie propagowanie lokalnej twórczości, artystów i aktywizację społeczności. Udało się. Kasia i Dorota bardzo szybko zakasały rękawy i wzięły się do remontu. Odmalowały ściany, zadbały o detal i elektrykę. Wszystko po to, by nadać pracowni nowy wygląd i móc ją otworzyć dla szerszej publiczności. Chociażby w celu organizacji regularnych warsztatów.

Patery-monstery

Okazuje się, że zrobienie prostej patery w kształcie liścia, to czas pracy około: trzech-czterech godzin. Wiadomo, wszystko zależy od poziomu umiejętności. Musicie jednak uważać, ponieważ ceramiczne rzemiosło okazuje się całkiem uzależniające. Dziewczyny opowiedziały, jak kilka razy do roku wyjeżdżają na kilkudniowe warsztaty, gdzie same budują piec do wypalania. W tym roku pracować będą nad własnoręcznym piecem ze szklanych butelek. – To musi robić wrażenie – stwierdzamy wspólnie. – W końcu przez butelki widać jak załamuje się światło ognia.

Na szczęście tylko ono. My się nie załamujemy. Dziewczyny też nie. Wręcz przeciwnie, oglądając własnoręczne projekty z ceramiki wierzymy, że absolutnie każdy z nas może złapać bakcyla. W końcu to Bakcyl. Prawdziwa wytwórnia.

Słowa: Redakcja

Zdjęcia: Redakcja, Wytwórnia Bakcyl

 

Kategorie
Rzeczy / Rzemiosło / Warsztaty
Udostępnij